mixxt

Sign up here for free!

Welcome to mixxt!

Bitwa o krzyż

Bitwa o krzyż

“Nielegalne” znicze i kwiaty przed Pałacem

 Aktualizacja: 2010-11-1 8:20 pm

Zdesperowani ludzie, gdy tylko widzieli nadchodzących strażników miejskich, brali rozpalone znicze w ręce w obawie, że zostaną potraktowane jak śmieci

Tego warszawiacy się nie spodziewali. Służby porządkowe w uroczystość Wszystkich Świętych skrupulatnie zbierały znicze i kwiaty kładzione w miejscu, gdzie stał krzyż przed Pałacem Prezydenckim, symbolizujący poległych w katastrofie smoleńskiej. Zadziwiające było to, że parę metrów dalej lampki mogły się palić, ale… pod tablicą upamiętniającą tych, którzy złożyli hołd przed trumnami pary prezydenckiej po 10 kwietnia. – Jak w stanie wojennym – komentowali zbulwersowani przechodnie.

- Przyszliśmy oddać cześć poległym w katastrofie smoleńskiej. Myślę, że jest to obowiązek każdego Polaka, żeby tu się pomodlić – mówi pani Teresa, która zapala znicz przed Pałacem Prezydenckim. Lampek stoi już kilka. Wcześniej ktoś złożył bukiet pięknych żółtych kwiatów. Również pani Barbara zapala znicz i odmawia krótką modlitwę. Jest jeszcze kilka osób, które nie ufając przedstawicielom mediów, nie chcą podać swoich imion. Nagle podchodzą strażnicy miejscy. Bezceremonialnie gaszą lampki, zbierają kwiaty i wszystko wrzucają do przygotowanego worka foliowego. – Znicze to na cmentarzu – oznajmiają krótko.

Przechodnie są zszokowani. – To skandal – oświadcza jeden mężczyzna. Przyznaje jednak, że tą sytuacją nie można obciążać funkcjonariuszy, ponieważ “otrzymali widocznie taki ‘prikaz’”. – No cóż. Takie mamy teraz rządy – dodaje pani Teresa.
Monika Niżniak, rzecznik prasowy Straży Miejskiej m.st. Warszawy, w rozmowie z nami utrzymuje, że to nie straż miejska zbiera znicze. – Robi to firma sprzątająca. Strażnicy miejscy tylko im asystują – twierdzi Niżniak.

Zdesperowani ludzie sprzed Pałacu, gdy tylko widzą nadchodzących strażników, biorą znicze w ręce. Interesujące jest, że lampki mogą się spokojnie palić przy tablicy wystawionej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, która jednak nie upamiętnia ofiar katastrofy, ale ludzi czekających, by złożyć pośmiertny hołd prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu oraz jego małżonce Marii. – Ciekawe, dlaczego stamtąd nie zbierają – wskazuje Norbert Kubicki, jeden z uczestników protestu pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim. – Przyjechała firma sprzątająca, zdmuchnęli płomień i zebrali świeczki. Popychali przy tym pana Dariusza Wernickiego – zauważa Kubicki. Zdaniem Wernickiego, są to celowe zabiegi, by sprowokować agresywne zachowania. – Potem znowu zabiorą kogoś do “psychiatryka” – zaznacza Wernicki.

Ludzie nie ukrywają zdziwienia, że znicze można palić pod tablicą prezydencką. – Przecież nie jest to upamiętnienie ofiar katastrofy, ale raczej epitafium dla nas. Czyżbyśmy mieli zostać wybici jak te ofiary pod Smoleńskiem? – pyta retorycznie Wernicki. Janusz Sabka z Komitetu Obrońców Krzyża porównuje tę sytuację z zakazanymi kwiatami w czasach PRL, kiedy to nie można było oddawać hołdu ofiarom terroru komunistycznego. – Tylko że stan wojenny trwał prawie 2 lata, a myślę, że oni tyle nie wytrzymają – konkluduje Sabka.

Nie tylko sytuacja przed Pałacem Prezydenckim sprawiała wczoraj wrażenie odgórnej reglamentacji miejsc, gdzie można składać wieńce. Zabrakło na przykład zniczy na ul. Oczki w Warszawie pod tablicą ku czci ofiar zbrodni komunistycznej Informacji Wojskowej. Nie może w to uwierzyć Antonii Macierewicz, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. – Zgodnie z moim rozkazem 4 lata temu zostało tam założone miejsce pamięci i zawsze świeciły się dwa znicze. To jest naprawdę dziwne, ponieważ jeszcze tydzień temu te światła stały – oznajmia Macierewicz. – Nie jestem upoważniony do odpowiadania na takie pytania, w sposób urzędowy je przyjmuję – poinformował nas wczoraj ppłk Stanisław Jóźwiak z SKW, oficer dyżurny, pytany, dlaczego miejsce pod tablicą zionie pustkami.
Również w 36. Pułku Specjalnym Lotnictwa Transportowego nie dowiedzieliśmy się, dlaczego nie wystawiono wczoraj wart żołnierzy przed grobami pilotów poległych w katastrofie smoleńskiej i pod Mirosławcem: gen. pil. Andrzeja Błasika, ppłk. pil. Roberta Grzywny, gen. bryg. pil. Jerzego Piłata. Uczyniono to wcześniej – 28 października, w obecności gen. broni pil. Lecha Majewskiego, dowódcy Sił Powietrznych. Duży wieniec od prezydenta Bronisława Komorowskiego został natomiast złożony na grobie mjr. Arkadiusza Protasiuka, dowódcy Tu-154M, na cmentarzu parafialnym w Grodzisku Mazowieckim. Czyżby wyrzuty sumienia za frazę o “pilotach, co mogą latać na drzwiach od stodoły”?
 

Jacek Dytkowski

Śmierć obrońcy krzyża

 Aktualizacja: 2010-09-26 7:13 pm

Jan Klusik, jeden z obrońców krzyża, zmarł nagle na serce. Pan Jan został w sierpniu kopnięty w klatkę piersiową przez chuligana, gdy pod Pałacem Prezydenckim zasłaniał kobietę przed atakiem. Miał wtedy pęknięte żebro oraz problemy z oddychaniem.

“Janek Klusik, o czym mało się pamięta, w podziemiu wspomagał druk. Dostarczał klisze, zaopatrywał drukarnie i starał się robić wszystko to, co było potrzebne. Nie dbał o stanowiska i aplauz. Odwiedzał brata Antka w więzieniu. Być może, że właśnie uwięzienie rodzonego brata spowodowało, że zdecydował się na bardzo aktywną walkę z sowieckimi namiestnikami w Polsce” – czytamy na stronach internetowych Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, którego aktywnym członkiem był zmarły.

Mężczyzna zmarł w ubiegłą sobotę w Opolu. Jak informuje portal W Obronie Krzyża, miesiąc wcześniej, w nocy z 14 na 15 sierpnia, Jan Klusik doznał urazu klatki piersiowej, gdy czuwał pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Starał się wtedy ochronić własnym ciałem przed atakiem prześladowcy jedną z kobiet modlących się o godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej. Napastnik kopnął pana Jana w klatkę piersiową. “Cios złamał mu żebro, a po urazie miał kłopoty z oddychaniem” – relacjonują świadkowie zdarzenia. Jego rodzina i przyjaciele przyznają, że pan Jan był chory na serce, a po uderzeniu przez chuligana skarżył się na pęknięte żebra.

- Było tam kilka takich akcji. Podczas jednej z nich został kopnięty przez pewnego “dwumetrowca” zza trzeciej osoby. Grałem kiedyś w piłkę nożną i wiem, że taki cios nazywało się “zza zasłony” – mówi Antoni Klusik, brat zmarłego. Jak dodaje, pan Jan zrezygnował wówczas z udania się do lekarza. – Janek powiedział nam, że ma pęknięte żebra, ponieważ odczuwa identyczne objawy, jakich kiedyś już doznał z takim skutkiem – wspomina Klusik. Jerzy Łysiak, przewodniczący zarządu OSPN, informuje, że śmierć pana Jana nastąpiła w sposób nagły, kiedy odwiedzał znajomego w Opolu. – Miał chore serce i od dawna był na nie leczony – zauważa Łysiak. – Zasłabł, być może był to zawał. Wezwani ratownicy pogotowia określili to jako zatrzymanie akcji serca – dodaje Klusik.

“Odszedł od nas nasz przyjaciel, Janek Klusik. (…) Był człowiekiem wielkiej dobroci, zawsze chętny do bezinteresownej pomocy, do wykonywania najróżniejszych, często trudnych, ciężkich i uciążliwych prac na rzecz każdego, kto ich potrzebował. Straciliśmy w Jego Osobie wiernego przyjaciela, pomocnika i powiernika różnych naszych radości i trosk” – piszą koledzy.

Mimo obecności wielu policjantów osoby domagające się postawienia pomnika ofiar smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu nie czują się bezpiecznie. Doświadczyły wielu napaści, które relacjonowane są na stronie internetowej obrońców krzyża. Obawiają się represji m.in. w zakładach pracy. Mariusz Bulski, jeden z członków Inicjatywy Społecznej Obrońców Krzyża, mówi o tym na przykładzie swojej rodziny. – Moja żona pracuje w środowiskach akademickich i otrzymała ostrzeżenie, żeby nie wspominać o mężu, bo będzie “ciężko z pracą”. Jakby na to nie patrzeć, dotyka nas ten “wirtualny układ”, którego ponoć nie ma. W momencie, kiedy czemuś się sprzeciwiasz – jak ja – i stajesz po pewnej niewygodnej stronie, wtedy twoje nazwisko pojawia się w kampanii paszkwili w prasie – zaznacza Bulski.
 

Jacek Dytkowski

Usunęli Krzyż sprzed Pałacu

Aktualizacja: 2010-09-16 4:25 am

Według informacji portalu Niezależna.pl – dziś rano kilku mężczyzn w garniturach, prawdopodobnie funkcjonariuszy BOR, usunęło Krzyż Pamięci sprzed Pałacu Prezydenckiego. – Jestem w szoku - mówi portalowi Niezależna.pl Beata Gosiewska, wdowa po śp. Przemysławie Gosiewskim.

- Idąc do pracy, przechodziłem obok Pałacu Prezydenckiego. Zdziwiło mnie, że jest mnóstwo policji. Nagle kilku panów w gaarniturach – podejrzewam, że byli to funkcjonariusze BOR, usunęło znicze i zdjęcia, które leżały obok, a następnie wzięło krzyż i przeniosło go gdzieś w głąb Pałacu, chyba w jakieś boczne wejście – opowiada portalowi Niezależna.pl świadek tych wydarzeń. 

Jacek Michałowski, szef Kancelarii Prezydenta, powiedział, że Krzyż został przeniesiony do kaplicy w Kancelarii Prezydenta. - Bez wiedzy prezydenta Komorowskiego decyzja o przeniesieniu Krzyża nie mogła zapaść - potwierdził Michałowski. Ze słów szefa Kancelarii Prezydenta wynikało także, że o akcji wiedział premier Donald Tusk i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz

Straż miejska upomina osoby, które schodzą się przed Pałac, próbując się modlić. Jeden z obrońców krzyża, Dariusz Wernicki, powiedział w TVP Info, że mimo tak skandalicznego zachowania funkcjonariuszy osoby, którym zależy na upamiętnieniu katastrofy smoleńskiej, będą pełnić całodobowe dyżury przed Pałacem i domagać się postawienia pomnika ofiar.

- Jestem w szoku. To metody żywcem z PRL i stanu wojennego. Mówi się od kilku dni, że miał polecieć do Smoleńska, tymczasem ja o tej pielgrzymce słyszałam tylko w mediach. Nikt do mnie w tej sprawie nie dzwonił – mówi portalowi Niezależna.pl Beata Gosiewska, wdowa po śp. Przemysławie Gosiewskim.

O planach usunięcia Krzyża wiedzieli najprawdopodobniej biskupi warszawscy. Przypomnijmy, że przedwczoraj ks. Stanisław Małkowski został wezwany do kurii, gdzie zakomunikowano mu, że ma zakaz odprawiania nabożeństw i modlitwy w tym miejscu. W przeciwnym razie zagrożono mu zakazem wykonywania posługi kapłańskiej. – Ulica to nie miejsce do modlitwy – stwierdził w rozmowie z “Rzeczpospolitą” ks. Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz kurii.

Uwaga!

Dziś wieczorem zwolennicy pozostawienia krzyża przed Pałacem Prezydenckim spotykają się tam o godz. 21 na Apelu Jasnogórskim. Zachęcamy do uczestnictwa w spotkaniu i nabożeństwie oraz do przynoszenia własnych krzyży.

Nie pozwólmy władzy zacierać pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej.

(pb, wg, Niezależna.pl)

 

Savonarola na Krakowskim Przedmieściu

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, 26-08-2010


Przeciwnicy krzyża nie zdają sobie sprawy, jak bardzo naśladują ideologów z epoki Stalina i Jaruzelskiego. Urban powinien pobierać tantiemy za naśladownictwo, np. od Katarzyny Wiśniewskiej czy ks. Kazimierza Sowy.

Po felietonie pt. Po której stronie barierek stałby ks. Popiełuszko dostałem wiele listów, w tym - co szczególnie cieszy - od duchownych z różnych diecezji i zgromadzeń zakonnych. Jeden z nich, który z księdzem-męczennikiem odbywał służbę wojskową w kleryckim batalionie w Bartoszycach, napisał. "Gdyby dziś Alek żył (takie wtedy imię nosił Jerzy), to z pewnością stanąłby w tym samym miejscu, co jego przyjaciel ks. Małkowski. I byłby tak samo lżony przez dziennikarzy jak 26 lat temu. Czy ktoś jeszcze pamięta artykuł Jerzego Urbana pt. >>Seanse nienawiści<<, opublikowany w pewnym tygodniku? Przecież niektóre obecne publikacje to wręcz kopia tego artykułu".

Idąc za tym listem, sięgnąłem po ten artykuł i sam się zdumiałem. Zacytuję tylko krótkie fragmenty: "W inteligenckiej części warszawskiego Żoliborza stoi kościół ks. Jerzego Popiełuszki - obok św. Brygidy w Gdańsku najbardziej renomowany klub polityczny w Polsce. (...) Co tam więc robi natchniony polityczny fanatyk, Savonorola antykomunizmu? (...). Jednym słowem, ten mówca ubrany w liturgiczne szaty nie mówi niczego, co byłoby nowe lub ciekawe dla kogokolwiek. Urok wieców, jakie urządza, jest całkiem odmiennej natury. Zaspokaja on czysto emocjonalne potrzeby swoich słuchaczy i wyznawców politycznych. W kościele księdza Popiełuszki urządzane są seanse nienawiści. Mówca rzuca tylko kilka zdań wyzbytych sensu perswazyjnego oraz wartości informacyjnej. On wyłącznie steruje zbiorowymi emocjami".

Rzeczywiście, wypisz, wymaluj jak artykuł z "GW"czy gadka-szmatka w TVN Religia. Wystarczy w miejsce słów "kościół na Żoliborzu" wpisać słowa "krzyż na Krakowskim Przedmieściu", a w miejsce nazwiska ks. Popiełuszki nazwisko ks. Małkowskiego, a wszystko pasuje idealnie. Urban ma prawa autorskie do swego felietonu, więc powinien pobierać tantiemy za naśladownictwo, np. od Katarzyny Wiśniewskiej czy ks. Kazimierza Sowy. Wyjątkowo swojsko zabrzmiało mi porównanie do Savonaroli.
 
Zaraz, zaraz, kto to ostatnio użył takiego określenia? Ależ oczywiście, sam ks. Andrzej Luter, kandydat na kapelana prezydenta RP. A gdzie tak napisał?

Oczywiście w gazecie, która - jak sam utrzymuje - żadnym kłamstwem i żadną nienawiścią nigdy się nie skalała. Chodzi o artykuł, który powstał na specjalne zlecenie, a w którym był łaskaw w swym kapłańskim miłosierdziu zaatakować moją skromną osobę, porównując ją do gorliwego dominikanina z Florencji. W mniemaniu autora paszkwilu i jego zleceniodawców artykuł miał być "ciosem na odlew", a w rzeczywistości stał się dużym pochlebstwem. Albowiem organizatorzy egzekucji na Piazza Della Signoria za defraudacje kościelnych majątków nie cieszą się po pięciu wiekach w Toskanii dobrą sławą, ale za to ich ofiary tak.

Nawiasem mówiąc, gdyby ks. Luter był uczciwym kapłanem, to powinien też za tantiemy zapłacić. A ma z czego, bo wiadoma redakcja swoim "cynglom", zwłaszcza tym w koloratkach, płaci suto. Jeśli jednak tego nie zrobi, to znaczy, że jest plagiatorem, a to nie przystoi temu, kto będzie święcić wielkanocne jaja w Pałacu Prezydenckim.

Wszystkim, którzy nadal zastanawiają się, po której stronie barierek stanąć, polecam przemyślenia Janusza Horoszkiewicza, potomka ofiar ludobójstwa.

"Wszystko co banderowcy mogli, wszystko co przypominało Polskę, zniszczyli. Czasy były straszne, krzyża nikt nie bronił. Jego zniszczenie nie sprawiało żadnej trudności - krzyż jednak przetrwał, podobnie jak kilka innych w okolicy. Nawet banderowcy powracający po wymordowaniu polskich wsi nie odważyli się go ruszyć. Potem przyszły kołchozy i ateizm państwowy, a krzyż dalej stał. Wielkie ciągniki gąsienicowe starannie oborywały pola, ale krzyża nie uszkodzili, traktorzyści doświadczeni przekazywali młodym, jak mają jechać, aby ogromnymi pługami go nie zaczepić. Kiedy w Moskwie zaprojektowano meliorację i prostowanie dróg, to krzyż stał na środku
drogi. Więźniowie pracujący przy drodze wykopali krzyż i odłożyli na bok. Ktoś w nocy krzyż na nowo zakopał, a pop wołał: >>Ręce precz od Polskiego Krzyża, bo z cerkwi wyklnę<<. I tak krzyż przetrwał. Oby tak było także na Krakowskim Przedmieściu".

Na koniec inna refleksja. Minęły trzy lata, odkąd co tydzień piszę felietony do "Gazety Polskiej". Dlatego też bardzo cieszę się z sukcesu naszego tygodnika, którego nakład wzrósł w ostatnim czasie - uwaga! - prawie o 50 proc. To rekord na polskim rynku wydawniczym. Cieszy to tym bardziej, że osoby z nim związane są niemiłosiernie atakowane przez poprawne politycznie media.

Cieszę się również z tego, że wzrasta nakład "Gościa Niedzielnego", który wśród tygodników pokonał nawet "Politykę"i "Newsweeka". Za to na łeb, na szyję poleciało "Wprost"Tomasza Lisa. Z kolei niewielu nowych czytelników zyskał lewicowy "Przegląd"i lewicujący (że tak to nazwę) "Tygodnik Powszechny". I to pomimo ogromnej akcji promocyjnej tego ostatniego. Takie efekty daje zarozumiałość, a także smutne rekordy wazeliniarstwa osiągane przez jego niektórych redaktorów. Podlizują się oni zarówno obozowi rządzącemu, jak i swemu właścicielowi, którym nie jest już - jak niektórzy błędnie sądzą - kuria krakowska, ale koncern medialny ITI. Tygodnik ten, uchodzący dotychczas za niezależny, sprzedał się bowiem całkowicie, nawet się przy tym nie rumieniąc.

Drodzy czytelnicy "Gazety Polskiej", cieszmy się więc wspólnie i nadal pytajmy w kioskach o nasz tygodnik.

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Smoleńsk to zbrodnia z zimną krwią

- Katastrofa smoleńska to zbrodnia z zimną krwią, planowana przez wiele miesięcy.  
- Bronisław Komorowski popełnił świętokradztwo, a niektórzy duchowni są żyrantami zbrodni
- W sprawie bitwy o krzyż hierarchia kościelna nie stanęła na wysokości zadania
- Spór o krzyż ma nie tylko wymiar polityczny, ale również cywilizacyjny i duchowy

Ksiądz Stanisław Małkowski dla Prokapitalizm.pl…

Prokap: Czy mógłby ksiądz odnieść się do wczorajszej akcji pod krzyżem, podczas której wynoszono spod krzyża obrońców, czy ksiądz również był tam wtedy obecny?

Ks. Małkowski: Nie, wtedy nie byłem, to było nad ranem może o czwartej godzinie. Ja byłem obecny przy modlitwach i przy krzyżu wieczorem od 21:00 do 22:00.

Prokap: A czy zna ksiądz jakieś relacje z tej akcji?
Ks.M.: Tak, policja obrońców po prostu wyniosła, a następnie sprzątnięto i wyrzucono na śmieci wszystko to, co tam było, poza samym krzyżem. Nawet z krzyża zdjęto i wyrzucono biało-czerwoną szarfę, usunięto sprzed krzyża krzyże, krzyżyki, różańce, fotografie ofiar katastrofy smoleńskiej, znicze…

Prokap: Wyrzucono to na śmietnik?

Ks.M.: Tak. Ci sami co zabili tych ludzi, teraz niszczą pamięć o nich.

Prokap: Czy przewiduje ksiądz dalszy ciąg wydarzeń, czym się ta cała historia może zakończyć?

Ks.M.: Zakończy się to tym, że ta strona będzie musiała ustąpić i że krzyż tam będzie. Jeżeli nie ten krzyż w sensie materialnym to inny, a jeżeli nie krzyż to jakiś znak pamięci z krzyżem, a jaki znak pamięci to powinien być ogłoszony konkurs plastyczny. Trzeba do tego podejść poważnie, trzeba to uzgodnić zarówno z rodzinami ofiar jak i z tymi, którzy się modlili.

Prokap: Czy uważa ksiądz, że strona rządowa, prezydencka ugnie się czy też nastąpi jakieś przewartościowanie?

Ks.M: Przewartościowanie? Nie sądzę. To są ludzie tak cyniczni i okrutni, że nie nastąpi. Jestem absolutnie przekonany, że jest to zbrodnia z zimną krwią wykonana, planowana w szczegółach przez kilka miesięcy wcześniej, wykonana przy współudziale służb rosyjskich i jakichś istotnych czynników na Zachodzie. W normalnym kraju byliby osądzeni i dostaliby najwyższy wyrok. Mam tu na myśli Tuska, Komorowskiego, Arabskiego, Bogdana Klicha i szereg ich wspólników. Proces powinien to wykazać, ale kto ten proces w Polsce przeprowadzi? Wiemy jakie są sądy, jaka jest prokuratura, wiemy kto Polską rządzi, wiemy jaki jest stan świadomości większej części społeczeństwa.

Prokap: Prezydent Komorowski inaugurował prezydenturę mszą świętą, zapewne przyjął Komunię, podczas ślubowania powiedział „Tak mi dopomóż Bóg!”…

Ks.M.: To jest fałszywe, to jest gra, to jest świętokradztwo nie tylko ze względu na zbrodnię „drugiego Katynia” ale również dlatego, że popiera publicznie in vitro, przegłosował ustawę antyrodzinną przeciwko przemocy w rodzinie i ją podpisał. Szereg jego decyzji stawia go w sytuacji nie tylko grzechu ciężkiego, ale wręcz ekskomuniki. W prawie kanonicznym rozróżnia się excommunicatio latae sententiaeexcommunicatio ferendae sententiae.Ferendae sententiae to jest ekskomunika, która obowiązuje od momentu jej ogłoszenia, a latae sententiae to ekskomunika, która wynika z samego faktu, że ktoś jakieś przestępstwo popełnił i czy to będzie ogłoszone czy nie, ten człowiek jest w stanie ekskomuniki.

Prokap: Ale są przecież kapłani, którzy udzielają tego sakramentu…
Ks.M.: Mają udział w grzechu ciężkim, potwierdzają sytuacje fałszywą i są żyrantami zbrodni.

Prokap: Czy nie czuł się ksiądz osamotniony jako osoba duchowna? Z tego co mi wiadomo na całą Warszawę był ksiądz jedynym księdzem występującym w obronie krzyża.

Ks.M.: Nie byłem jedynym księdzem. Spotykałem młodych księży, którzy okazywali solidarność i wspólnotę z modlącymi się, i wydaje mi się, że też z chęcią prowadzili modlitwy. Był młody ksiądz, który pięknie prowadził drogę krzyżową, był też inny młody ksiądz, który przede mną prowadził modlitwy. Nie pokazują się tam proboszczowie i księża, którzy mają jakąś rangę w diecezji, ale przypuszczam, że w jakiś sposób niektórzy z nich są solidarni. Być może wyrażają to nawet wobec abpa Nycza po to, żeby go powstrzymać przed ciężkim błędem, który by popełnił, gdyby pod osłoną policji, on osobiście, czy poprzez księży działających na jego polecenie, wyniósł stamtąd krzyż i przeniósł do kościoła św. Anny.

Prokap: Czy zdaniem księdza hierarchia kościelna stanęła w tym konkretnym przypadku na wysokości zadania?

Ks.M.: Nie, hierarchia nie stanęła na wysokości zadania. Tutaj się toczy bój o Polskę, tutaj chodzi nie tylko o to, żeby uczcić pamięć zabitych w katastrofie smoleńskiej, którą słusznie trzeba nazwać „zbrodnią drugiego Katynia”. Chodzi także o polską tożsamość, o polską kulturę, o polskiego ducha i jest to powtórka tego, co działo się w sierpniu roku 1920.

Prokap: Czy dla księdza ten cały spór poza kontekstem politycznym, który też bez wątpienia ma tutaj miejsce, ma jeszcze jakiś inny wymiar… powiedzmy cywilizacyjny?

Ks.M.: Cywilizacyjny, duchowy, moralny, co zresztą bardzo się ujawnia w tym, jak się zachowują przeciwnicy krzyża i w zachowaniu tych, którzy przy krzyżu się modlą. Przeciwnicy zachowują się w sposób bluźnierczy, brutalny, z niezwykłym natężeniem agresji. Organizator kilka dni temu powiedział, że on do siły się nie odwołuje, ale niewykluczone, że inni siły użyją po to żeby krzyż zabrać i przenieść do św. Anny. Kiedy wczoraj wieczorem zanosiło się na przeniesienie krzyża i zgromadziła się ogromna rzesza tych bluźnierców czy wręcz satanistów, obrońcy krzyża czuli się fizycznie zagrożeni, bo przeciwnicy zapowiedzieli przeniesienie krzyża siłą. Gdyby policja dopuściła do przełamania barierek przez tamtą stronę, gdyby agresorzy po przełamaniu barierek rzucili się w stronę krzyża, stratowaliby kilkanaście osób, które przy tym krzyżu stały i mogłyby być ofiary śmiertelne tak jak w Duisburgu, choć i tak trudno porównać sytuację tamtą z tą. Policja zachowała się w tym wypadku racjonalnie. Chociaż zwykle policjanci opowiadali się po stronie nam przeciwnej, w tym wypadku rozdzielili te obie grupy, z jednej strony grupę modlących się, z drugiej grupę agresorów.

Prokap: Ksiądz tam był, widział reakcje ludzkie, czy może ksiądz powiedzieć, że cywilizacja życia  i dobra zwycięży?

Ks.M.: Oczywiście, że zwycięży, bo po jej stronie stoi Bóg…

 

Prokap: Użył ksiądz sformułowania „to jest wojna”…

Ks.M.: Wojna światów, wojna cywilizacji, bitwa o Polskę. Ujawniają się siły zła, które się nieraz w wymiarze satanistycznym odwołują do złych duchów, niektórzy przeciwnicy krzyża mówią zaklęcia do złych duchów. My sięgamy po taką broń jaką mamy. Przytoczę może jeszcze słowa, które ksiądz Antonii Szlagowski powiedział w kazaniu podczas pogrzebu ks. Ignacego Skorupki w kościele garnizonowym w Warszawie: „Ważą się losy Polski, losy Europy się ważą. Czy Polską będzie? Czy Europa będzie?” gdyż „bój to z pogaństwem nowożytnym, bój to z szatanem samym”. Uważam, że te słowa są zdumiewająco aktualne w tej sytuacji, w jakiej jesteśmy, z tą tylko różnicą, że wtedy hierarchia Kościoła stała murem po stronie Polski, Polaków i obrońców krzyża, polskiej tożsamości, przeciwko hordom pogańskim i bolszewickim. W tej chwili hierarchia zachowuje się chwiejnie, niektórzy wręcz popierają władzę reprezentującą antycywilizację, antykulturę.
.

71-latek zbezcześcił tablicę na Pałacu Prezydenckim

2010-08-17

Foto: PAP/Radek Pietruszka
Tak wygląda tablica po ataku starszego mężczyzny

Stołeczna policja zatrzymała 71-letniego mężczyznę, który w wtorek po południu rzucił słoikiem z nieczystościami w tablicę na Pałacu Prezydenckim, upamiętniającą katastrofę samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem.

Foto: PAP/Radek Pietruszka
Straż Miejska prowadzi zatrzymanego

Jak powiedział Mariusz Mrozek z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji, mężczyznę zatrzymali strażnicy miejscy i to oni przekazali go policji. "Jest teraz w naszej dyspozycji. Próbujemy ustalić motywy jego działania" - dodał.

Mężczyzna nie był wcześniej karany. Jak zaznaczają policjanci, w chwili incydentu prawdopodobnie nie był też pijany. Będzie to jednak sprawdzane.

Na razie nie wiadomo czy i jakie usłyszy zarzuty. Zniszczenia mienia na kwotę poniżej 250 zł jest wykroczeniem, powyżej - tej kwoty - przestępstwem.

"Na razie za wcześnie by o tym mówić, to starszy człowiek. Musimy dowiedzieć się dlaczego to zrobił, ustalić czy szkody są trwałe" - podkreślają policjanci.

Pamiątkową tablicę z szarego granitu odsłonięto w miniony czwartek. Znajduje się na niej krzyż, a poniżej napis: "W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób - wśród nich prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką i były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa".

bat (PAP

Duchowni w obronie pamięci ofiar katastrofy

Dziś pierwszy raz wysocy duchowni katoliccy zabrali głos w obronie krzyża i upamiętnienia ofiar Smoleńska. Przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski zaapelował o obronę symbolu krzyża, abp Sławoj Leszek Głódź poparł budowę pomnika ofiar, a kard. Dziwisz nazwał określił walkę z krzyżem jako “bezprawie”.

O. Roman Majewski poddał krytyce próby usuwania krzyży z miejsc publicznych w imię “poprawności politycznej”, nazywając je “tendencjami materialistycznymi” i porównując do walki z Kościołem w czasach PRL. Potępił także nihilizm moralny, społeczny i polityczny tych, którzy walczą z krzyżem z powodów ideologicznych.

Homilii przeora wysłuchały tysiące pielgrzymów, którzy przybyli na Jasną Górę.

Podczas dzisiejszej mszy do sprawy Krzyża Smoleńskiego nawiązał także abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański.

“Naród oczekuje narodowego pomnika, godnego pomnika w godnym miejscu w stolicy. Pragnienie narodu trzeba odczytywać, nie kluczyć, nie zwlekać. Trzeba przyłożyć ucho do duszy narodu i wsłuchiwać się, jak bije jego serce. A to serce jest dotknięte arytmią nieufności, oskarżeń, podziału i pogardy dla części jego obywateli. To nie jest lekarstwo na ład społeczny i pokój w sercach” - usłyszeli wierni.

Tych wielkich powinności wobec tamtych ofiar nie da się zbyć arogancją, odseparowaniem się od odczuć tysięcy, kordonem służb porządkowych i barierek, pospiesznie wykonaną tablicą, odsłonięciem bez tych, którzy powinni w nim uczestniczyć: rodzin ofiar, uczestników narodowego czuwania. Nie da się zbyć oschłością serc, nie da się zbyć przekreśleniem lekcji krzyża” – dodał metropolita. Abp Głódź skrytykował antyklerykalne i antychrześcijańskie zapędy polskiej lewicy: – Dość tej neurozy antyreligijnej. Lewica nie musi być ateistyczna, antyreligijna. To oddech Lenina rodzi takie postawy.

Głos w sprawie krzyża zabrał także kard. Stanisław Dziwisz. “Walka z krzyżem i z ludźmi wierzącymi jest wielkim bezprawiem, a w Polsce dodatkowo brakiem pamięci o przeszłości i o miejscu krzyża w naszych narodowych dziejach” – powiedział podczas odpustu w Kalwarii Zebrzydowskiej.

(wg, Niezalezna.pl, gazeta.pl, gazetaprawna.pl)

Dziwna tablica

Portret użytkownika Cezary Czerwiński

Kogo upamiętnia właśnie wmurowana tablica? Aby się o tym przekonać, wystarczy przeczytać to, co jest na niej napisane:

"W tym miejscu, w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której zginęło 96 osób wśród nich prezydent Lech Kaczyński z żoną i były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa."

A zatem jest to upamiętnienie żałoby, a nie tych, którzy zginęli w katastrofie. Ci, co zginęli, są na drugim planie. Bezpośrednio mówi się o tych, którzy przychodzili pod Pałac Prezydencki. Tablica nie mówi nawet o oddawaniu hołdu tym, co zginęli, a o "bólu i trosce o państwo". A przecież nie to było główną intencją gromadzących się pod pałacem ludzi, lecz oddanie hołdu parze prezydenckiej.

Dziwne jest też miejsce wmurowania tablicy - oddalone od "oficjalnej" części pałacu. Jest to skrajna część skrzydła (oficyny) pałacu, przylegająca do hotelu Bristol. "W tym miejscu" nikt się nie gromadził. Z wyjątkiem sił porządkowych..

przed wmurowaniem tablicy

Jedno ze zdjęć, które zrobiłem kilka dni przed wmurowaniem tablicy pokazuje, że była tam tabliczka gazowni.

 

 

Widziałem prześladowanych chrześcijan

Tomasz Sakiewicz, 11-08-2010

Ubliżanie, bicie, poniżanie, profanowanie symboli religijnych jest przestępstwem. Władze zezwoliły na takie traktowanie modlących się, sądząc, że w ten sposób rozwiążą problem krzyża. Z tego też powodu zezwoliły na protest świrowi, który w internecie fotografuje się z karabinami. 

"Ty k... módl się głośniej", "nadstaw ch... drugi polityczek", "wyp... do kościoła" - to normalne odzywki do spokojnie modlących się osób pod Pałacem Prezydenckim. Młodociany bandyta popycha dwie kobiety, lądują na palących się zniczach. Puściłem się za nim w pościg i udało mi się go zatrzymać. Policja nawet nie chciała go spisać. Młoda kobieta robi z przyniesionego krzyża wiatraczek, a następnie go łamie. Kompletnie pijany żul drze się na modlących, że to anarchia i on broni państwa prawa. Wśród atakujących jest kilka osób z półświatka, ludzie znani z działalności przestępczej - od sutenerstwa do napadów. Niemal wszyscy kompletnie pijani, część po narkotykach. Alkohol piją na oczach policji.

Straży miejskiej, tak bardzo aktywnej 3 sierpnia, kiedy ludzie bronili krzyża, niemal w ogóle nie widać. Popychane i szturchane kobiety starają się trzymać jak najbliżej krzyża i nie reagować. Zbydlęcona młodzież w pewnym momencie zaczyna się obnażać i oddawać mocz w kierunku krzyża.

Gdy nie wystarcza im obrażanie samego chrześcijaństwa, zaczynają drwić też z islamu i judaizmu. Bardzo popularne są symbole szatana. Wszystko, co może wyszydzić krzyż, wywołuje entuzjazm tej hołoty. Czasem krzyczą na przemian z wulgarnymi okrzykami: "Bronek, Bronek".

W chwili, gdy piszę ten komentarz, krzyż stoi na terenie należącym do Pałacu Prezydenckiego za zgodą szefa Kancelarii Prezydenta. Osoby modlące się korzystają ze swoich praw. Można się z nimi nie zgadzać, ale prawo do modlitwy, również na ulicy, mają zagwarantowane w konstytucji.

Ubliżanie, bicie, poniżanie, profanowanie symboli religijnych jest przestępstwem. Władze zezwoliły na takie traktowanie modlących się, sądząc, że w ten sposób rozwiążą problem krzyża. Z tego też powodu, wbrew podstawowym zasadom bezpieczeństwa, zezwoliły na protest świrowi, który w internecie fotografuje się z karabinami.

Może to jest sposób, tylko kto pozwolił wyjąć spod prawa spokojnie modlących się ludzi? "Gazeta Wyborcza" nie ukrywa, o co jej chodzi: o "obronę świeckiego charakteru państwa". Czy w tej samej sprawie występuje kilku bardzo medialnych biskupów, nazywając modlących się sektą? Czy nie zauważyli, że cała ta akcja jest jedynie pretekstem do rozprawy z dotychczasową polską pobożnością? Dali jawnym wrogom Kościoła niesamowity oręż do walki. W czasie, gdy jego najwierniejsi członkowie po prostu cierpią, nie są w stanie wydusić z siebie słowa w obronie poniżanych. Tym kilku biskupom szczerze życzę wysokiego poparcia w sondażach i jeszcze częstszych występów w mediach. Każdy w życiu powinien mieć to, czego pragnie najbardziej.

Wierzę, że istnieje ogromna milcząca część Kościoła, która wkrótce zabierze głos.

Jeszcze miesiąc temu wystarczyło postawić pod Pałacem Prezydenckim skromną tablicę. Dzisiaj władza będzie musiała budować monument i tłumaczyć się ze swojego stosunku do krzyża. "Gazeta Wyborcza", podpuszczając Bronisława Komorowskiego, wiedziała, co robi. Czy on sam wiedział, co mówi? Pewnie jak zwykle coś palnął. Ale za jego lekkomyślność płacą setki niewinnych ludzi. Teraz tylko Bóg może sprawić, że ich cierpienie nie pójdzie na marne...

Tomasz Sakiewicz

Po której stronie barierek stałby ks. Popiełuszko?

 ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

 Nic tak nie razi jak pogarda duchownych wobec wiernych, dla których powinni oni być pasterzami.

Vox populi, vox Dei (głos ludu głosem Boga) – ta stara rzymska zasada, znana z początków chrześcijaństwa,  przed paroma dniami zwyciężyła po raz kolejny, tym razem na ulicach Warszawy. Przykro mi to pisać, ale stołeczny Kościół niestety nie popisał się. Władze archidiecezje warszawskiej, które cenię  za wiele spraw, wyraźnie zawiódł zmysł duszpasterski. Z jednej bowiem strony ustawicznie powtarzały one, że nie są stroną sporu, mając przy tym pełną rację, bo archidiecezja nie jest ani właścicielem Krzyża Smoleńskiego, ani placu na którym on stoi. Poza tym cały ten konflikt wywołali nie wierni czy duchowni archidiecezji, ale sam prezydent-elekt poprzez swoją kontrowersyjna wypowiedź medialną.

Z drugiej zaś strony władze kościelne dały się uwikłać w procedurę tzw. przenosin, które w rzeczywistości byłą likwidacją tej religijno-narodowej pamiątki. Wysyłanie zaś młodych księży ubranych w sutanny, komże i stuły, w asyście straży miejskiej rozpylającej gaz łzawiący, było chyba od czasu nominacji poprzedniego arcybiskupa warszawskiego najfatalniejszym posunięciem strony kościelnej. Przy okazji rodzi się pytanie, dlaczego kasztany z ognia chciano wyciągać rękami owych młodych duchownych, a nie tych, co tzw. porozumienie podpisywali? Czyżby ci ostatni nie mieli odwagi tam udać się? A może z góry przewidywali, że sprawa zakończy się tak jak się zakończyła?

Honor duchownych warszawskich uratował ks. Stanisław Małkowski, kapłan niezłomny i przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki. Cytuję za KAI:

„Osoby zgromadzone na Krakowskim Przedmieściu wznosiły okrzyki, m.in. „Nie damy krzyża”, „Nie zabierajcie nam krzyża”, nawołując do jego obrony. Odbyła się więc jedynie krótka uroczystość poświęcenia krzyża. Poświęcił go ks. Stanisław Małkowski, kapłan związany z „Solidarnością”. Ksiądz podszedł też do protestujących i porozmawiał z nimi. Podziękował wszystkim, którzy pilnują krzyża. Po jego interwencji otwarto barierki, które wcześniej zebrani usiłowali sforsować, i zgromadzeni podeszli do krzyża. »

Dobra i wyważona była też homilia ks. prałata Henryka Małeckiego. Powiedział on w kościele św. Anny, że krzyż jest znakiem miłości, łączy się ze służbą i poświęceniem dla innych. Bronił też wiernych „Ludzie, którzy chcą, aby krzyż pozostał przy Krakowskim Przedmieściu, mają prawo do wyrażania swoich emocji. (…) Często przedstawiani są oni w mediach w sposób schematyczny, jako fanatycy (…) Ale oni chcą, by ta tragedia została wyjaśniona i żeby to się nie zabliźniło. Ci ludzie mają lęk, gdy patrzą na rzeczywistość. Poza tym boją się, czy to nie będzie tak, że jakiś popularny polityk powie, że przeszkadzają mu krzyże w szkołach, w szpitalach”.

Mówił także o znaczeniu krzyża w życiu ludzi i społeczeństw. Powiedział także: “Krzyż wiesza się na piersiach ludzi oddanych służbie państwa, społeczeństwa, wartościom. (…) Krzyż łączy ludzi w miłości, ale jeżeli ktoś tego znaku nie potrafi odczytać, to nie łączy, a nawet przeszkadza”. Podkreślił również, że na Krakowskim Przedmieściu było dużo policji i straży miejskiej, dodając na końcu “Kiedy zobaczyłem taką rzeszę policji, poczułem lęk i zażenowanie”

Od kilku drzwi kurii warszawskiej są szturmowane przez przedstawicieli prezydenta, premiera i prezydent stolicy, domagających się, aby wysłać kolejnych duchownych, tym razem w asyście armatek wodnych i wozów bojowych. Oby arcybiskup Kazimierz Nycz, który niedawno przygotowywał beatyfikację ks. Popiełuszki, nie uległ tej presji i był konsekwentny, iż Kościół nie jest dla władzy świeckiej „chłopcem na posyłki”. Inna sprawa, że warto, aby wszyscy biskupi i duchowni, którzy nie tak dawno tłumnie wzięli udział we wspomnianej beatyfikacji, mieli odwagę odpowiedzieć sobie na pytanie: po której stronie barierek na Krakowskim Przedmieściu stałby dziś błogosławiony Ksiądz Jerzy?

Odkąd metropolitą został kardynał Stanisław Dziwisz zielone światło pali się dla małych „palikotków’ w koloratkach  

Nic tak nie razi jak pogarda duchownych wobec wiernych, dla których powinni być oni pasterzami. Dlatego też w sporze o Krzyż Smoleński na Krakowskim Przedmieściu nie szokują mnie tyle ataki personalne ze strony „Gazety Wyborczej”, co agresywne wypowiedzi biskupa Tadeusza Pieronka, jezuity Jacka Prusaka czy redaktorów Kazimierza Sowy i Adama Bonieckiego.  Wszyscy oni są związani z Krakowem. Dołączył do nich rzecznik kurii krakowskiej Robert Nęcek, nazywając wiernych „ludźmi podającymi się za wierzących”. A może, parafrazując tę wypowiedź, jest inaczej i kościół od wewnątrz rozkładają nie wierni, ale „duchowni podający się za wierzących”?

Wypowiedzi powyżej cytowanych duchownych, z których większość zatrudniono jest na lukratywnych kontraktach w „poprawnie politycznie” mediach, oznaczają, że język kardynała Karola Wojtyły – radykalny, ale pełen szacunku dla osób o odmiennych poglądach – odchodzi w Kościele krakowskim (i chyba nie tylko krakowskim) do przeszłości. Odkąd metropolitą został kardynał Stanisław Dziwisz zielone światło pali się dla małych „palikotków’ w koloratkach (o ile oni je jeszcze noszą). Kardynał postawi Janowi Pawłowi II jeszcze ze sto kolejnych pomników i wybuduje gigantyczne centrum, ale szkoda, że przebywając z nim tak długo ani on sam nie nauczył się jego języka, ani nie potrafił nauczyć go innych.

Kardynał ciągle apeluje do wiernych, aby dawali pieniądze na budowę owego centrum. O ile więc nie powstrzyma bpa Pieronka i innych podwładnych mu duchownych od kolejnego poniżania ludzi, to wierni mogą przestana dawać swoje datki. Obym znów nie był Kasandrą.

 ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - Gazeta Polska, 11 sierpnia 2010

Nocne ataki na krzyż

 Pijany człowiek wpada pomiędzy modlących się. Rozpychając łokciami starsze kobiety, krzyczy na całe gardło: „wypier… z tym krzyżem stąd, ale już, zabieramy go!!!” Tłum bije brawo, słaniając się ze śmiechu. Jedna z modlących się kobiet zwraca mu uwagę, że chyba ją kopnął. Ten spluwa jej w twarz.

 Na początku odbywał się dialog. Przeciwnicy krzyża i zwolennicy jego obecności do momentu trwałego upamiętnienia 96 ofiar tragedii pod Smoleńskiem rozmawiali, wymieniali argumenty, przekonywali się wzajemnie do swoich racji. Ponieważ część wpływowych środowisk w Polsce i niektóre media na porozumienie i zgodę reagują alergicznie, dokonywano starań, aby sytuację zaognić i podnieść temperaturę sporu. Efekty już widać, pod krzyżem nocami dochodzi do dantejskich scen, rękoczynów, agresji ze strony przeciwników krzyża.

 Zwolennicy, wśród których jest wiele kobiet w podeszłym wieku, stoją wokół ułożonych zniczy, zdjęć poległych, przyniesionych świętych obrazków, krzyżyków, cytatów z Jana Pawła II. Odmawiają modlitwę. Jest kilka minut po północy. Stoją od kilku dni przez całą dobę, są zmęczeni, część udała się na spoczynek, więc jest ich niewielu w porównaniu z pijanym tłumem wyległym z pobliskich lokali rozrywkowych. Pijany człowiek wyglądający na 40 lat wpada pomiędzy modlących się. Rozpychając łokciami starsze kobiety, krzyczy na całe gardło: „wypier… z tym krzyżem stąd, ale już, zabieramy go!!!” Tłum równie pijanych ludzi bije brawo, słaniając się ze śmiechu. Jedna z modlących się kobiet spokojnym głosem zwraca mu uwagę, że chyba  niechcący, ale ją kopnął. Ten spluwa jej w twarz.

 Teoretycznie w cywilizowanym państwie prawa w środku Europy, w centrum stolicy przed siedzibą głowy państwa odpowiednie służby powinny gwarantować porządek. Teoretycznie. Praktycznie natomiast nie ma żadnych funkcjonariuszy policji ani straży miejskiej. Zaalarmowany funkcjonariusz, którego trzeba było przyprowadzić z samochodu zaparkowanego za rogiem, w końcu pojawia się na miejscu. Zajęło mu to kilka minut. Amator plucia wraz kolegami zdążyli oddalić się chwiejnym krokiem. W międzyczasie inny pijany wszedł pomiędzy modlących się a krzyż. Depcze po zdjęciach ofiar katastrofy, przewraca znicze, w pijanym widzie dyryguje śpiewającymi pieśni religijne.

 Funkcjonariusze nie widzą w tym nic zdrożnego. Dopiero na zdecydowaną prośbę uczestników modlitwy zaczynają interweniować. Policjant, którego od pijanego “dyrygenta” dzielą dwa metry, zwraca się do niego grzecznie: “czy może pan tu podejść?” Dwa metry zniczy, zdjęć, świętych obrazków. “Dyrygent” nie reaguje, a tłum rozbawionych meneli staje w jego obronie: „zostaw go pan, przecież on robi to samo, co oni, przedstawia swoje racje i ma do tego prawo.” Po kilku minutach próśb względem “dyrygenta”, ponaglany policjant decyduje się zrobić krok i wyciągnąć go za rękaw, prosi nawet o dokumenty. Do innego funkcjonariusza zwraca się jeden z obrońców krzyża: „czy mógł by pan zrobić coś z tymi ludźmi, którzy piją tutaj alkohol z firmowych butelek z etykietkami wódki i piwa, bo chyba jest to w miejscu publicznym nielegalne”. Funkcjonariusz odpowiada, żeby mu pokazać palcem, kto tutaj pije, bo on nikogo nie widzi. Po wskazaniu palcem prosi pijących o oddalenie się z flaszkami. „Nawet ich pan nie wylegitymował, a za to chyba należy się mandat”. „My tu znamy swoje zadania, a gdybyśmy zaczęli legitymować tych, co piją alkohol w miejscu publicznym, to dopiero by się zaczęło” – replikuje funkcjonariusz.

 Pomimo gęstniejącego tłumu pijanych w różnym wieku, policja uznaje swoje czynności za skończone i oddala się. Młody człowiek z niekompletnym uzębieniem krzyczy na całe gardło: “Leeegiiiaaa!!!” Inny pada z muzułmańskim pokłonem pomiędzy modlących się, krzycząc: „nie ma boga nad Allacha”. Paść było łatwo, wstać muszą mu pomóc rechoczący koledzy. Jeszcze inny krzyczy: “Szatanie, przybądź!!!” Jedna z modlących się kobiet mówi: „będę się za pana modlić”, krzyczący odpowiada: “spier…, ty kurwo!!!” Dobrze zbudowany młody człowiek broniący krzyża zaciska zęby i pięści. Kobieta chwyta go za gotujące się do ciosu ramię i mówi ściszonym głosem: „musimy być od ich silniejsi, nie możemy dać się sprowokować, o to im właśnie chodzi”. Pojawiają się łzy. Łzy bezsilności.

 Obserwujący całe zajście, przytuleni do siebie młodzi chłopcy – machający flagą w kolorze tęczy – są niezwykle rozbawieni tym, co widzieli.

 Michał Stróżyk

KRZYŻ PRZED PAŁACEM

cejrowski.com, 10.07.2010 r.

Usłyszałem dzisiaj w Trójce, że Pan Komorowski dogadał się z.... władzami kościelnymi w sprawie usunięcia krzyża ustawionego spontanicznie przed Pałacem Prezydenckim po katastrofie samolotu.

Po co usuwać ten krzyż? Czy on kumuś przeszkadza? I czym konkretnie przeszkadza? Przecież nie zastawia wjazdu, ani nie utrudnia ruchu - stoi dokładnie na przeciwko pomnika księcia Poniatowskiego, a sam jest pomnikiem dla tragicznie zmarłego Prezydenta RP. Więc w czym i komu przeszkadza?!

Dodam, że jeśli rzeczywiście zostanie usunięty, to najprawdopodobniej będzie to usunięcie nieskuteczne. Komuniści w stanie wojennym też starali się usunąć krzyż z kwiatów i zniczy układany spontanicznie na Placu Zwycięstwa. Jaruzelski także dogadał się z władzami kościelnymi na przeniesienie tamtego krzyża pod kościół św. Anny, pod arkady, czyli na teren przykościelny. Umowa była taka, że władze nie będą usuwały krzyża przy kościele, ale będą zmywały milicyjnymi sikawkami ten... ieuzgodniony oraz karały układaczy za zaśmiecanie Placu Zwycięstwa.

Efekt był taki, że krzyż nie zniknął, lecz uległ rozmnożeniu - zamiast jednego mieliśmy dwa miejsca i chodziliśmy kłaść kwiaty i palić znicze w oba.

Tym razem też tak będzie.
I ja sam obiecuję w tym uczestniczyć - jeśli krzyż, który postawiliśmy spontanicznie przed Pałacem prezydenckim, jeśli ten krzyż zostanie zabrany w inne miejsce, ja nadal będę przynosił kwiaty i palił znicze przed Pałacem.

Państwo jest dla Narodu, władza jest dla Narodu, ulice są dla Narodu,
symbole są dla Narodu. A nie na odwrót! A zatem to Naród ma rządzić władzą i nigdy na odwrót. Władza jedynie wykonuje USŁUGI dla Narodu - taki jest prawidłowy porządek rzeczy. Amen.

 

S t r o n a • byłych działaczy • Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża

Duchowni co gardzą wiernymi

 Nic tak nie razi jak pogarda duchownych wobec wiernych, dla których powinni być oni pasterzami.  Dlatego też w sporze o Krzyż Smoleński na Krakowskim Przedmieściu nie szokują mnie tyle ataki personalne ze strony „Gazety Wyborczej”, co agresywne wypowiedzi biskupa Tadeusza Pieronka, jezuity Jacka Prusaka czy redaktorów Kazimierza Sowy i Adama Bonieckiego.

Wszyscy oni mieszkają w Krakowie. Dołączył do nich rzecznik kurii krakowskiej Robert Nęcek, nazywając wiernych „ludźmi podającymi się za wierzących”. Te wszystkie wypowiedzi oznaczają, że język kardynała Karola Wojtyły – radykalny, ale pełen szacunku dla osób o odmiennych poglądach – odchodzi w Kościele krakowskim (i chyba nie tylko krakowskim) do przeszłości.

Odkąd metropolitą krakowskim został kardynał Stanisław Dziwisz zielone światło pali się dla przeróżnych „małych palikotów’ w koloratkach (o ile oni je jeszcze noszą). Kardynał postawi Janowi Pawłowi II jeszcze ze sto kolejnych pomników, ale szkoda, że przebywając z nim tak długo ani sam nie nauczył się jego języka, ani nie potrafił nauczyć go innych.

A może są także „duchowni podający się za wierzących”?

.Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski • isakowicz.pl

 

 

Karły obroniły krzyż (Do przerwy 1:0)

Medialne ałtorytety, księża w koloratkach i bez, jezuita w podkoszulku, oraz zastępy dziennikarzy, rzuconych  przez swych szefów na „odcinek katolicki”, od godziny 13.00, trzeciego sierpnia 2010 r., wmawiali mi przez ekran telewizora, że jestem niewierzący. Bo przecież osoba wierząca (jak twierdzili) musiała się tego dnia wstydzić za tych awanturników, którzy obronili krzyż smoleński przed przeniesieniem go w  godne miejsce. A ja jakoś się nie wstydziłem. Przeciwnie – odczuwałem radość z tego drobnego zwycięstwa. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że odczuwałem radość ewangeliczną, ale wobec sugestii ałtorytetów, że prawdopodobnie jestem niewierzący, powstrzymam się od takich deklaracji. A zatem radowałem się niezmiernie. Z tego, że przed pałacem prezydenckim „zwyciężyła demokracja”. Że Polacy wzorem sarmackich obrońców swych wolności dali prztyczka w nos tym, którzy gardzą własnym narodem. „Prawda przeciw światu” głosili pierwsi chrześcijanie. Po 2 tysiącach lat hasło nadal aktualne.

 Bartosz Arłukowicz stwierdził w TVN 24, że ta krzyżowa „awantura” obnażyła relatywizm moralny kościoła instytucjonalnego. Mocne słowa. Ale przyznaje całkowitą rację panu posłowi. To prawda. Powiem więcej, kościół instytucjonalny, a więc ten pisany dużą literą, nie tylko został obnażony jako instytucja opanowana przez relatywistów. Kościół zachował się jak Poncjusz Piłat – umył ręce. Ta „awantura” go nie obchodzi. Z tym, że jak zwykle w takich wypadkach, jednostka ratuje honor całej instytucji. Podczas gdy arcybiskupowi Nyczowi polewano ręce nad miską i podawano ręcznik, do obrońców krzyża udał się ks. Stanisław Małkowski, przyjaciel ks. Popiełuszki i poświęcił krzyż. Jak pamiętamy fakt nie poświęcenia wcześniej tego krzyża był argumentem przeciwko jego obecności pod pałacem. Katoliccy formaliści zapomnieli, że krzyż na którym ukrzyżowano Chrystusa także był niepoświęcony. Taka postawa zdaje się, jest określana przez katolickich zawodowców jako „bardziej papieska od papieża”. 3 sierpnia, w dniu „awantury”, krzyż smoleński był już poświęcony. Dzięki odważnemu księdzu, który wykonał tę posługę w zastępstwie, poobsadzanych na biskupich godnościach, zastępów współczesnych Piłatów.

 Przodowniczka na „odcinku katolickim” w „Rzeczpospolitej”, pani redaktor Czaczkowska, stwierdziła z kolei, że niektórzy wierni (tzn. ci awanturnicy spod krzyża) nie obdarzają należnym autorytetem hierarchów Kościoła. Kolejny strzał w dziesiątkę! Racja całkowita. Na autorytet trzeba sobie zapracować. Niektórym hierarchom coś na ten temat mogliby powiedzieć księża Wyszyński, Popiełuszko oraz Karol Wojtyła. Mogliby, gdyby żyli. Niestety nie ma już ich pośród nas a ich następcy nie zadają sobie trudu w poznaniu, na czym polegała wielkość tych osób. Na szczęście są jeszcze wśród księży odważne jednostki, które nie tylko nie wstydzą się obrońców krzyża, ale co ważniejsze, nie wstydzą się własnej sutanny…

 Tymczasem biskup Pieronek, który pół roku temu odkrył i podzielił się ze światem wiedzą o żydowskim spisku, dając sygnał innym księżom patriotom w kraju, że już można krytykować imperialistyczny Izrael i popierać pokojowo nastawionych Palestyńczyków, ogłosił, że w Polsce narodził się karlizm. Tak, tak konserwatyści spod znaku „Pro Fide rege…”. Co prawda ten nasz karlizm nie ma wiele wspólnego z tym oryginalnym, hiszpańskim. Ten nasz dotyczy ludzi, którzy dla swych, brudnych, politycznych celów wykorzystują symbole religijne. I dlatego się karlą (czy karleją – nie pamiętam dokładnie). No cóż jestem wdzięczny biskupowi Pieronkowi za te słowa. Kiedy o godzinie 13.00, trzeciego sierpnia br. powiedziano mi, że jestem niewierzący, przez wiele godzin zastanawiałem się kim naprawdę jestem. Na szczęście nie musiałem męczyć się długo. Słowa biskupa Pieronka wskazały moją tożsamość  intelektualno – religijną. Teraz już wiem – jestem karłem! Zaplutym karłem reakcji!

 PS

Czy pożar w domu gen. Kiszczaka ma coś wspólnego z  zachowaniem hierarchii kościelnej w sprawie krzyża smoleńskiego? Czy „spłonęło” tam coś niewygodnego dla Kościoła za cenę milczenia w sprawie krzyża?

.Łukasz Kołak • blogpowiernika.blogspot.com

 

Ostatnia aktualizacja: Stefan Buchholz, 02.11.2010