mixxt

Sign up here for free!

Welcome to mixxt!

KPA - historia i terażniejszość

KPA - historia i terażniejszość

 

Frank Spula: Polacy nie głosują, więc niewiele znaczą. Wywiad z prezesem ZNP i KPA

Mimo, iż Polacy są najliczniejszą grupą wśród posiadaczy nieruchomości w hrabstwie Cook i płacą najwięcej podatków, nie włączają się w system – nie głosują. Żebyśmy zaczęli coś znaczyć w mieście i stanie, musimy stać się częścią amerykańskiej demokracji – mówi  Prezes Związku Narodowego Polskiego i Kongresu Polonii Amerykańskiej Frank Spula w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi. Prezes ZNP ocenia także swoje szanse w sierpniowych wyborach, dementuje pogłoski o sprzedaży należących do organizacji mediów.

Informacje USA: W ostatnim czasie w Chicago nastąpiło wiele zmian, mowa o nowym burmistrzu i miejskiej administracji. Czy miał Pan już okazję spotkać się z Rahmem Emanuelem?

Frank Spula: – Nie, jeszcze nie miałem okazji osobiście rozmawiać z nowym burmistrzem, chociaż byłem na jego inauguracji. Jeszcze przed lutowymi wyborami zwracałem się kilkakrotnie z prośbą o spotkanie, ale ostatecznie nigdy do niego nie doszło. Jednak mam nadzieję, że w najbliższym czasie do naszego spotkania dojdzie. Doskonale rozumiem, że pierwsze tygodnie i miesiące urzędowania są zazwyczaj bardzo pracowitym okresem, a do tego trzeba zaznaczyć, że mamy w naszym mieście kryzys. Dotyczy on nie tylko finansów ale również szkolnictwa i bezpieczeństwa. Przed nowym burmistrzem wiele pracy, dlatego nie oczekuję, że spotkanie ze mną będzie w tej chwili dla niego priorytetem.

Kontakty Kongresu Polonii Amerykańskiej i samej Polonii z poprzednim burmistrzem były na ogół dobre. Można powiedzieć, że Richard Daley Polonii nie szkodził, a nawet w niektórych przypadkach pomagał, pojawiał się także od czasu do czasu na polonijnych uroczystościach. Czego spodziewa się Pan po nowym burmistrzu?

- Mam nadzieje, że współpraca ta będzie kontynuowana przynajmniej na dotychczasowym poziomie. Zdaję sobie sprawę z tego, że wypracowanie dobrych relacji z Rahmem Emanuelem zabierze sporo czasu, ale wierzę, że się to Kongresowi uda. Tak jak w przypadku poprzedniego burmistrza, będzie to wymagało pracy, wielu rozmów, osobistych spotkań. Dobrych, trwałych relacji nie da się zbudować na wymianie oficjalnej korespondencji, kilku emailach czy rozmowach telefonicznych. Trzeba osobiście rękę podać, porozmawiać. Tak samo było z burmistrzem Daley’m. Dokładnie pamiętam, jak niedługo po moim wyborze na prezesa KPA dostałem list z biura burmistrza z prośbą o spotkanie. Potem osobiście widzieliśmy się wielokrotnie i na tym fundamencie zbudowaliśmy dobre relacje. I mam nadzieje, że tak samo będzie w przypadku Rahma Emanuela.

Na szczeblu władz lokalnych Kongres radzi sobie bardzo dobrze, a jak wygląda to na szczeblu władz federalnych? Podobno w Białym Domu istnieje lista osób niepożądanych, na której nieżyjący już prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Edward Moskal, widnieje jako „persona non grata”. Czy Kongres coś zrobił, by tę sytuację zmienić?

fot.InformacjeUSA/ Prezes ZNP i KPA Frank Spula w rozmowie z dziennikarką naszego portalu Magdaleną Pantelis

- To się zmieniło i czasy się zmieniły. Osobiście byłem w Białym Domu jeszcze za prezydentury George’a W. Busha. Było to po długiej przerwie, w czasie której Kongres Polonii Amerykańskiej nie był do Białego Domu zapraszany. Byłem tam wówczas jako reprezentant KPA. Było to dobre spotkanie, które trwało kilka godzin. Kilka miesięcy temu Kongres otrzymał także zaproszenie do Blair House w Waszyngtonie podczas wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego. Miałem również przyjemność uczestniczyć w tym spotkaniu. Mogę więc  śmiało powiedzieć, że w Waszyngtonie i w Białym Domu jest otwartość na Kongres, bo gdyby takiej postawy brakowało, z pewnością nie otrzymywalibyśmy tych zaproszeń. O życzliwym nastawieniu może świadczyć także fakt, że po tragedii pod Smoleńskiem i śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, według planu, miałem lecieć do Polski na uroczystości pogrzebowe na pokładzie prezydenckiego samolotu Air Force One. Jak wiemy, z powodu wybuchu wulkanu do tego lotu ostatecznie nie doszło i prezydent Obama do Polski też nie dotarł, ale już samo zaproszenie na pokład samolotu amerykańskiego prezydenta niewątpliwie świadczy o otwartości względem naszej organizacji.  Muszę dodać, że z tych otwartych drzwi często korzystają przedstawiciele naszego biura w Waszyngtonie, którzy często uczestniczą w spotkaniach z urzędnikami wysokiego szczebla. Niedawno członkowie KPA gościli w słynnym West Wing w Białym Domu, w miejscu, gdzie zapadają najważniejsze decyzje, i gdzie rozmawiano z przedstawicielami Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego. Myślę więc, że w Waszyngtonie są otwarte drzwi dla Kongresu, ale także i dla Polonii jako grupy etnicznej.

Te drzwi być może są otwarte, ale czy myśli Pan, że Kongres, że Polacy i Polonia w wystarczającym stopniu korzystają z tej otwartości?

- W moim przekonaniu, niestety nie. Przede wszystkim dlatego, że nie zabieramy głosu w debacie publicznej i wielu ważnych kwestiach. Najlepszym tego przykładem jest sprawa zniesienia wiz. Mamy szanse pokazać naszą silną postawę amerykańskim politykom, prezydentowi Obamie, senatorom i kongresmanom. W interencie od długiego czasu, na stronach PAC i Fundacji Kościuszkowskiej jest link do petycji w sprawie zniesienia wiz dla Polaków, pod którą można się podpisać. Sprawdzałem dziś rano i do tej pory jest pod nią zaledwie 3440 podpisów. Na 10 milionów Amerykanów polskiego pochodzenia w Ameryce, to jest nic. To jest żadne poparcie.

Ta kwestia  leży w rękach Polaków mieszkających w USA, bo nasi rodacy w Polsce mają w tej sprawie niewiele do powiedzenia. Polski rząd już zabierał w tej kwestii głos. Zniesienia wiz chciał prezydent Kwaśniewski, prezydent Kaczyński, a ostatnio także i prezydent Komorowski. Ale nie można zabiegać o to w nieskończoność i trzeba mieć też trochę honoru i nie można błagać o zniesienie wiz. To powinien być gest strony amerykańskiej. Polska od wielu lat jest oddanym partnerem USA i Stany Zjednoczone od Polski wymagają bardzo wiele, nieestety, nic w zamian nie dając.

Co w takim razie powinni zrobić Polacy mieszkający w USA, aby kwestia wiz została nareszcie rozwiązana?

- Muszą pisać i dzwonić do swoich kongresmenów i senatorów. Można to robić listownie, czy nawet za pośrednictwem Internetu. Najważniejsze, by jasno podkreślić, że chcemy zniesienia wiz. Idealnie byłoby, gdyby zrobił to każdy Polak mieszkający tutaj, ale wiem, że to scenariusz nierealny. Widać to chociażby nawet po tej liczbie podpisów, o której wspominałem. To jest dla nas wstyd. Tym bardziej, że o tak dawna prowadzone są starania w tej sprawie, a teraz okazuje się, że ludziom na tym nie zależy, że ich to nie interesuje.

A nie sądzi Pan, że Polaków, którzy już są w Stanach to nie interesuje, bo oni już tutaj są? Być może to problem, który dotyczy bardziej Polaków w Polsce?

- To pośrednio dotyka i Polaków mieszkających tutaj. Podam prosty przykład: przed kilkoma dniami z prośbą o interwencję zgłosiła się do mnie pewna pani, której córka wychodzi za mąż. Jej kuzynka z Polski chciała przylecieć na wesele, ale w konsulacie USA odmówiono jej wizy. Takich sytuacji jest mnóstwo. I to właśnie te osoby z Polski powinny przekonywać swych znajomych i krewnych tutaj, aby wywierali nacisk w tej sprawie na swoich kongresmanów i senatorów. Trzeba do nich pisać i dzwonić. I muszą to być kongresmani w naszych okręgach, bo oni wiedzą, że od głosów wyborców zależy ich przyszłość. Jeżeli danych kongresman otrzymuje dużo telefonów w danej sprawie to będzie mu zależało, żeby te kwestię rozwiązać, jeżeli chce się utrzymać na stanowisku, ponieważ wyborcy mogą go z tego rozliczyć.

Warto jednak pamiętać o stanowisku amerykańskiego rządu w kwestii zniesienia wiz. Są pewne wymogi, których Polacy nie spełniają, mowa o progu odmów wydawanych w konsulatach i ambasadach USA. Może warto więc zapytać: skoro my nie spełniamy wymogów, to dlaczego Amerykanie mają nam znieść te wizy?

- Rzeczywiście tak jest: są wymogi, regulaminy, a nasi rodacy bardzo często się ich nie trzymają. Jeżeli wiza jest wydana na trzy miesiące, to znaczy że za 90 dni trzeba wyjechać, a nie zostawać na  cztery miesiące czy 14 lat. Trzeba przestrzegać prawa. Za to, że niektórzy łamią przepisy karani jesteśmy wszyscy. Warto jednak zaznaczyć, że to się trochę zmienia, bo  Polacy i  tutaj i w Polsce się zmienili. Sytuacja w kraju jest inna, wiele osób wyjechało z USA i nie zamierza wracać, a Polacy z Polski nie chcą do Ameryki przyjeżdżać za pracą, ale w celach turystycznych, na wesela, chrzciny czy nawet na zakupy.

Jakie wyzwania przed prezesem KPA stawia młoda Polonia?

- Mówiąc o młodych Polakach, tej generacji która urodziła się w USA, która ma dziś po 19 – 20 lat, widzę, że są to ludzie, którzy chcą się trzymać razem, którzy patrzą bardzo idealistycznie, chcą się włączyć w amerykański system i móc odegrać jakąś rolę w życiu politycznym tego kraju, ale także w strukturach lokalnych i społecznych. Do tego jednak potrzebne jest rozumienie i systemu, i danej organizacji; bez tego daleko się nie zajdzie.

Bardzo cenię tych młodych ludzi, którzy zakładają różne organizacje, takie jak Pangea Alliance – związek młodych profesjonalistów, super, że taka grupa powstała, ponieważ pokazuje Polaków na innym poziomie. Jest mi zawsze przykro, kiedy lokalne media szukając komentarza ze strony przedstawicieli polskiej grupy etnicznej udają się do dawnej polskiej dzielnicy i tam nagrywają wypowiedzi. W ten sposób utrwalają pewne stereotypy o polskiej grupie etnicznej, podczas gdy mogliby przy odrobinie zaangażowania postarać się o wypowiedzi różnych przedstawicieli Polonii, nie brakuje przecież wśród wykształconych Polaków.

Zawsze gniewa mnie to, kiedy o przedstawicielach naszej społeczności mówi się „Polak”, to tak jak o Afroamerykaninie powiedzieć „nygger” lub nazwać Włocha „dego”. Ale jeśli pokazuje się bardzo prostych ludzi, te przysłowiowe „babuszki”, to tylko utwierdza Amerykanów w takim postrzeganiu Polonii, a jej przedstawicieli w określaniu jako „Polak”.

fot. InformacjeUSA/ Zdaniem prezesa ZNP i KPA Franka Spuli,  Polonii brakuje świadomości obywatelskiej

Panie prezesie, wielokrotnie podkreślał Pan,  że Polonia mimo wielu swoich możliwości, na angażuje się w życie polityczne tego kraju, że mimo ”otwartych drzwi” nie korzysta z możliwości. Innymi słowy, co trzeba zrobić, by zaktywizować Polonię do głosowania?

- Myślę, że tu potrzeba po prostu wiedzy i edukacji obywatelskiej, uświadomienia dlaczego to jest tak ważne. Podam prosty przykład. Kiedy burmistrzem Chicago był Richard Daley podczas jednego z moich z nim spotkań zapytał mnie o to ile według mnie Polaków głosuje. Odpowiedziałem mu, zgodnie z moimi przypuszczeniami, że około 50 procent. Ówczesny burmistrz pokazał mi dane tylko z jednej z przecznic w mieście, gdzie zarejestrowanych było 30 rodzin z polskimi nazwiskami. Do głosowania poszły tylko trzy z nich. Oto powód, dla którego Polacy niewiele znaczą w takim mieście jak Chicago. Mimo, że są najliczniejszą grupą wśród posiadaczy nieruchomości w harbstwie Cook, płacą najwięcej podatków, nie włączają się w system – nie głosują. Żebyśmy zaczęli coś znaczyć w mieście i stanie, musimy popierać kandydatów, musimy stać się częścią amerykańskiej demokracji.

Ale jak to zrobić?

- Myślę, że wielką rolę do odegrania mają tu media zarówno te drukowane, jak i radio, telewizja, i media elektroniczne. Media mają dużo do powiedzenia, mają ogromny wpływ na ludzi.

Nie ma Pan wrażenia, że media polonijne zbyt dużo uwagi poświęcają temu co dzieje się w Polsce zamiast temu co w Stanach Zjednoczonych?

- W stu procentach z tym się zgadzam, co jest cały problem tych mediów. Nawet goście z Polski są zdziwieni, że w tutejszych polonijnych środkach przekazu tyle uwagi poświęca się sprawom polskim. Tymczasem paradoks polega na tym, że żeby być pomocnym Polsce trzeba mieć wpływy w tym kraju, w tym stanie, w tym mieście. Ci, którzy zdecydowali się żyć w Stanach Zjednoczonych powinni stać się aktywną i wpływową częścią amerykańskiego społeczeństwa.

Chcemy zapytać o wiarygodność krążących wiadomości dotychczących podległych Panu mediów. Podobno najstarsza gazeta związkowa Dziennik Związkowy jest na sprzedaż, także nowego właściciela szuka należąca do Związku Narodowego Polskiego radiostacja 1490 am…

- Po pierwsze nie wiem, gdzie jest źródło tych plotek, po drugie – dementuję je obie. Stacja WPNA 1490 am przynosi nam dochody, więc nigdy nie było nawet pomysłu na jej sprzedawanie. Natomiast chcemy sprzedać należąca do nas radiostację WGEZ w stanie Wisconsin; nie jest ona tak dla nas korzystna jak w czasach, kiedy ją zakładaliśmy. Absolutnie nie zamierzamy pozbywać się Dziennika Związkowego. Wszystkie media drukowane przeżywają dziś kryzys, nawet takie gazety jak Chicago Tribune, Chicago Sun-Times, Wall Street Journal, więc my także wiemy, że musimy wprowadzić pewne zmiany, ale na pewno nie zamierzamy pozbywac się tytułu.

Chicagowski radiowiec Sylwester Skóra, gospodarz programu „O nas, dla nas” od 20 lat obecnego właśnie na fali 1490 am w jesiennych wyborach będzie startował do Sejmu RP. Jak wiadomo Polonia glosuje na warszawską listę, na której pan Skóra jest na drugiej pozycji. Czy zamierza Pan udzielić mu poparcia?

- Myślę, że chicagowska Polonia powinna go poprzeć, choćby z tego względu, że pan Skóra zna od ponad 20 lat problemy Polonii, jest jej częścią. I to pokazuje właśnie zasadę ubiegania się o urzędy wybieralne. Żeby mieć realne szanse na dane stanowisko musisz rozumieć społeczność, którą reprezentujesz.

Zbliżają się wybory na stanowisko prezesa ZNP i KPA. Jak Pan ocenia w nich swoje szanse?

- Pozytywnie. Wiem, że moim kontrkandydatem będzie Pan Nowacki, były dyrektor tej organizacji. I jak rozumiem, ma inną jej wizję i ma do tego prawo – to jest wolny kraj. Każdemu, kto należy do tej organizacji i kto spełnia określone w statucie warunki, wolno startować.

Czego Panu życzyć przed wyborami?

- Tego, żeby Polski Związek Narodowy przetrwał przez następne 130 lat, choć, rozumiejąc wyzwania obecnej ekonomii, musimy wprowadzić pewne zmiany. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatnich 18-tu kwartałów znacznie obniżyliśmy nasze wydatki i staramy się sukcesywnie wprowadzać zmiany, żeby usprawnić i unowocześnić działalność naszych biur. Muszę tu dla przykładu podkreślić, że podróże związane z działalnością KPA pokrywam z własnej kieszeni. Kongres nie ma dziś już takich dochodów, jak kiedyś. W tej chwili zależy nam najbardziej na utrzymaniu biura w Waszyngtonie (to jest szalenie ważne ze względu na kontakty) znajdującego się dwie przecznice od Białego Domu oraz biura chicagowskiego. Wydajemy obecnie 100 tys. rocznie na utrzmanie tych lokalizacji i opłacenie ich pracowników. To może nie jest dużo, ale w sytuacji, kiedy nie ma pieniędzy, nawet i ta kwota jest wysoka. Prezes KPA pracuje za darmo, natomiast prezes PNA pozostaje bez podwyżki.

 Dziękujemy za rozmowę.

Magdalena Pantelis, Małgorzata Błaszczuk - "InformacjeUSA"

 

OPINIE. Naiwność prezesa Spuli

Czytając wywiad z Frankiem Spulą trudno oprzeć się ponuremu wrażeniu smutku. Już na wstępie, odpowiadając na pytanie czy doszło do spotkania Prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej z nowym burmistrzem Chicago, Frank Spula mόwi: – Nie, jeszcze nie miałem okazji osobiście rozmawiać z nowym burmistrzem, chociaż byłem na jego inauguracji. Jeszcze przed lutowymi wyborami zwracałem się kilkakrotnie z prośbą o spotkanie, ale ostatecznie nigdy do niego nie doszło…

Frank Spula zabiegał o spotkanie z Emanuelem jeszcze w lutym! Mamy lipiec! Przez ten czas – kandydat na burmistrza/burmistrz-elekt/burmistrz nie miał czasu spotkać się z prezesem największej polonijnej organizacji na świecie!? Nawet na chwilę? Przywitać się? Uścisnąć dłoń? Może rację ma Spula, że winna wszystkiemu jest bierna postawa Polonii podczas wyborόw. Może Emanuel kieruje się po prostu zimną kalkulacją i wychodzi z założenia, że i tak kontakty z Polakami nie przełożą się na żadne polityczne korzyści. Ale czy Frankowi Spuli nie jest zwyczajnie przykro, że burmistrz miasta nie ma dla niego nawet kilkudziesięciu minut czasu na spotkanie, skoro bez skrępowania opowiada, że od prawie pόł roku zabiega o spotkanie z nim?! Przecież tu nie chodzi o spotkanie z prezydentem Barackiem Obamą w Białym Domu, czy audiencję papieską, ale z burmistrzem miasta, ktόre jest największym skupiskiem Polakόw poza ojczyzną, a on – Frank Spula – przynajmniej w teorii, ma ich reprezentować…

Prezes Spula wielokrotnie powtarza o swoim zaangażowaniu w sprawę zniesienia wiz dla Polakόw. Tuż przed majową wizytą Baracka Obamy w Polsce mόwił na antenie Wietrznego Radia w jaki sposόb ta sprawa została podniesiona do obecnej rangi – Pόł roku przed wyborami przyszedł do mnie kongresmen Kirk (ktόry kandydował do Senatu – przyp. DB) i zapytał jaka jest najważniejsza obecnie, niezałatwiona sprawa dla Polakόw. Odpowiedziałem, że wizy…- wyznał szczerze Frank Spula.

Chwała Kirkowi, że z wyborczych obietnich się nie wycofał i już jako senator z energią zabrał się do ich realizacji. Ale czy prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej zbyt pochopnie nie rzucił tematu wiz? Czyjest  to rzeczywiście najważniejszy problem dla Polonii mieszkającej, pracującej, zarabiającej, płacącej podatki w Stanach Zjednoczonych?

Dziś z uzyskaniem wiz praktycznie nie ma większych problemόw. Odmowę w konsulacie dostaję średnio co dziesiąty ubiegający się o nią, a powodem jest brak wykazania celu podrόży, czy zasobόw finansowych na pokrycie wycieczki. Odpada więc raczej argument o umożliwieniu rodzinom odwiedzania krewnych za oceanem. Czy dla Polonii tutaj na miejscu są ważniejsze sprawy, w ktόrych pomoc amerykańskich politykόw mogłaby okazać się bardziej niezbędna? Oczywiście, że tak! Choćby sprawa problemu emerytur osόb, ktόre wyjechały z Polski w średnim wieku, kwalifikują się do otrzymania świadczeń emerytalnych bądź rentowych w kraju i jednocześnie pobierają je w USA. Otόż system Social Security jest skonstruowany w ten sposόb, że redukuje amerykańskie świadczenia o połowę, bądź do kwoty około 380 dolarόw miesięcznie jeżeli osoba pobierająca świadczenia otrzymuje je także z innego kraju, w tym z Polski. Prόby zmiany tych przepisόw w Kongresie utknęły w komisjach i nigdy nie trafiły pod obrady.

Kongres Polonii Amerykańskiej nie zaangażował się też w lobbing na rzecz reformy imigracyjnej, czy promowanie ustawy Dream Act, ktόra rozwiązywałaby problemy nieudokumentowanych studentόw. Nawet w Illinois, gdzie jest największe skupisko Polakόw i właśnie uchwalono stanową wersję Dream Act, pomimo wsparcia polonijnych organizacji proimigranckich – KPA w tej sprawie milczał. Prezes Spula w wywiadzie dla portalu informacjeUSA.com wspomina organizacje Pangea Alliance, ktόra w rzeczywistości stanowi przyczόłek PNA. Ale już zapomina o Inicjatywie Polonijnej, ktόra zaangażowała się w działalność na rzecz uświadomienia społeczności odnośnie przysługujących im praw (poprzez prezentacje „Znaj swoje prawa” – przyp. DB), pomoc nieudokumentowanym imigrantom, czy wreszcie stara się pomόc rodzinie Tony’ego Wasilewskiego w jego batalii o ponowne połączenie rodziny i w tej sprawie puka do wszystkich drzwi, gdzie tylko ich głos może zostać wysłuchany. Nie słyszałem by w tych kwestiach KPA zabierał swόj głos…

Bo według Franka Spuli najważniejsze są wizy… I nie martwi go to, że burmistrz kompletnie go ignoruje…

Daniel Bociąga

http://www.informacjeusa.com/

Chicago


 

 

 

22 maja 2011 roku miało miejsce pierwsze, założycielskie spotkanie koła-oddziału KPA na Stan Maine. Z ramienia Klubu Polskiego z Maine wziąłem w tym udział jako obserwator.  Spotkanie prowadził p.A.Bajdek reprezentujący KPA wschodniego Massachusetts ( z tego by wynikło, że w  stanie Massachusetts  jest  KPA zachodnia, północna i południowa?) , który przedstawił skrótowo historię powstania tej organizacji, Jej program, cele i strategię działania. Na koniec kilka osób zadało pytania związane z mieniem żydowskim pozostawionym w Polsce, sprawą wiz dla Polaków oraz postawą KPA wobec sprawy katastrofy smoleńskiej. Z całokształtu odpowiedzi można wywnioskować, że KPA całkowicie polega na wynikach wyborów w Polsce i tym samym nie ma zamiaru negować stanowiska rządu chociaż jako reprezentant Polonii USA powinna brać pod uwagę wynik wyborczy jaki zaistniał - ponad 70% głosów Polonia USA oddała na PiS.  Po drugie, petycje o komisję międzynarodową KPA powinna skierować do dowództwa NATO, gdyż  zginęło wielu wysokich oficerów należących do tych struktur wojskowych. Rząd PO jest stroną w sprawie i w Jego interesie nie jest szybkie wyjaśnienie tej tajemniczej katastrofy. Przez ostatni rok w Polsce praktycznie co miesiąc wybuchają oznaki niezadowolenia z pracy rządu i zajmowanie się tak dużej organizacji, jaka jest KPA, sprawa wiz jest delikatnie pisząc, tematem zastępczym, maskującym prawdziwe oczekiwania naszych rodaków.

Mając złe doświadczenie, jeszcze z PRL-u, nie bardzo rozumiem czemu na tym spotkaniu nie dokonano demokratycznie wyborów do nowo powstałego oddziału i nadal na Jego czele stoi tajemniczy Prezes, który nie jest mi nawet znany a mieszkam w Maine od ponad 26 lat.

Nadal uważam, że Kongres Polonii Amerykańskiej na pierwszym miejscu powinien starać się zapewnić społeczności polonijnej godną egzystencję tutaj na miejscu w Ameryce a w ramach rezerw dotykać tematów leżących daleko stąd. 

Mam też nadzieję, że autonomia poszczególnych Odziałów KPA nie jest fikcją a co za tym idzie, członkowie tut. KPA realizować będą swoje własne pomysły.

Klub Polski z Maine nie zamierza wchodzić w struktury KPA, chociaż będzie udzielał wsparcia w punktach które są zgodne z naszym Statutem. Dobro tut. Polonii jest dla nas priorytetem.

 Stefan Buchholz - 23 maj 2011

Jakie logo przyjmnie nowy Oddział KPA na Stan Maine.... a jest w czym wybierać

http://www.paceasternmass.org/index6.html

 

 

Jestem przeciwko….

Kongres Polonii Amerykańskiej  od wielu miesięcy forsuje pomysł zniesienia wiz dla Polaków, jak na razie z mizernym skutkiem. Z założenia KPA jest stowarzyszeniem, które ma pomagać Polonusom żyjącym i mieszkającym w USA. Akcja zniesienia wiz dla Polaków ma się nijak do tego. Mało tego z chwilą zalania Stanów nową falą nielegalnej, polskiej emigracji, będą kłopoty. W audycji TV (film jest na naszej stronie – „Frank Spula Prezes KPA - Publicznie Neguje Sile Wyborcza Polonii USA”) podaje się, że w samym tylko Chicago jest około 100 tysięcy polskich, nielegalnych emigrantów i to w czasach  kiedy podobno szaleje rygorystyczne prawo wizowe a co to będzie jak to prawo zostanie zniesione?

Na marginesie…. takie i podobne audycje są mocnym argumentem przeciwników, gdyż mają Oni namacalny dowód na masowe łamanie prawa emigracyjnego przez polskiego „turystę”.

Argument rzucony przez p.A.Bajtka, że kobieta w wieku emerytalnym nie może być zagrożeniem dla tut. rynku pracy jest propostu śmieszna. Wczoraj widziałem w pewnym supermarkecie staruszki (ponad 70-cio  letnie) pakujące towar do toreb.

Uważam, że KPA powinna zająć się wyłącznie troską o Polaków już tutaj mieszkających, nawet o tych nielegalnych, popierając Ich w walce o zalegalizowanie stałego pobytu, amnestii czy czegoś w tym rodzaju. Nie widzę jednak  żadnego działania w tym kierunku od lat. Nie darzę też zaufaniem działaczy polonijnych, którzy nie mówią w j.polskim. Tacy ludzie są pozbawieni rzetelnego kontaktu z nami, nie rozumieją często naszej mentalności, naszej duszy… i niczym „starsza Polonia” w naszym polskim kościele w Portland stawiają się w pozycji wroga.  Polonia z Maine od wielu lat daje sygnały okolicy o swoim istnieniu. Ostatnio, po wyborach w Polsce, było o nas głośno w prasie, Internecie a nawet w chicagowskim radio a okoliczna KPA nic o nas nie wiedziała… Czy to normalne? Tak, jak ktoś nie mówi po polsku i w dodatku ma pozamykane strony internetowe czego dowodem jest strona Polonii z Bostonu.

Z ostatniej chwili - 27 maj 2011r.

Na Sejmowym briefingu Premier wymienił dwie sprawy o ktorych rozmowy nie będzie:

  • zniesienie wiz, nie jest na piedestale priorytetów
  • wycofanie z Afganistanu wspólnie przemyślane

To komu faktycznie na tych wizach tak zależy?????

Ale wracajmy do wiodącego tematu. W Internecie znalazłem ciekawe opracowanie p.Kazimierza Panka. Zamieszczam poniżej jego fragmenty, które warto poznać, kiedy chce się podpisać petycję wizową.

 

(…) A też przyjrzyjmy się nieco statystykom naszych strat, a potem zysków:

 

 1. Stany wydają na welfare dla nielegalnych obcokrajowców od 11 do 22 mil. rocznie.

     http://www.fairus.org/site/PageServer?pagename=iic_immigrationissuecenters7fd8  

2. Znaczki żywnościowe, śniadania w szkołach i zapomogi mieszkaniowe dla  nielegalnych obcokrajowców kosztują nas 2.2 bil. rocznie.

     http://www.cis.org/articles/2004/fiscalexec.HTML 

3. Opieka medyczna dla nielegalnych obcokrajowców kosztuje nas 2.5 bil. rocznie.

    http://www.cis.org/articles/2004/fiscalexec.HTML  

4. Szkoły dla nieletnich nielegalnych obcokrajowców kosztuje nas 12bil. rocznie

      http://transcripts.cnn.com/TRANscriptS/0604/01/ldt..0.HTML  

5. Szkoły dla dzieci nielegalnych obcokrajowców, tu urodzonych, kosztują nas 17bil. rocznie.

     http://transcripts.cnn.com/TRANscriptS/0604/01/ldt.01.HTML  

6. Utrzymanie nielegalnych obcokrajowców w więzieniach kosztuje nas 3mil. dziennie.

      http://transcripts.cnn.com/%20TRANscriptS/0604/01/ldt.01.HTML   

7. Nielegalni obcokrajowcy stanowią 30% więźniów w federalnych więzieniach.

      http://transcripts.CNN.com/TRANscriptS/0604/01/ldt.01.HTML   

8. Rząd federalny wydają na welfare dla nielegalnych obcokrajowców 90 bil. rocznie.

      http://premium.cnn.com/TRANSCIPTS/0610/29/ldt.01.HTML  

9. Nielegalni obcokrajowcy mają dwa i pół raza większy procent przestępców niż reszta populacji nie afrykańskiego pochodzenia. Ich dzieci stanowią większość członków gangów w wielu stanach.

     http://transcripts.cnn..com/TRANscriptS/0606/12/ldt..01.HTML%C2%A0  

10. Nielegalni obcokrajowcy popełniają prawie milion przestępstw seksualnych rocznie

       http: // www.drdsk.com/articleshtml %20w.drdsk.com/articleshtml  

11. Zarobki amerykańskich pracowników są pomniejszone o 200bil. przez nielegalnych obcokrajowców pracujących w Stanach.

       http://transcripts.cnn.com/TRANSC%20RI%20PTS/0604/01/ldt.01.HTML 

12. Nielegalni obcokrajowcy wysyłają do krajów swego pochodzenia 45bil. rocznie.

       http://www/..rense.com/general75/niht.htm   

To jest głównie nasz koszt, około 340 bilionów rocznie. Dodatkowym faktem jest to, że duży procent nielegalnych obcokrajowców pracuje w szarej strefie i nie płaci żadnych podatków, a otrzymuje wiele z powyżej opisanych benefitów.

Nie jest przypadkiem, że obecny kryzys najbardziej dotkliwie gnębi stany o największym procencie nielegalnych obcokrajowców. Dokładnie!

Czy są jakieś zyski z nielegalnej migracji? Oczywiście że są i to niebagatelne! Napewno liczą się w setkach bilionów dolarów!

W dotychczasowym kontekście to stwierdzenie wygląda na kiepski żart, ale jednak tak jest naprawdę! Ale niestety, my w nich nie mamy żadnego udziału. Całość zagarnia plutokracja, biznes, biurokracja i rząd federalny.

Rząd zagarnia duże dochody z podatku federalnego i emerytalnego. Ten drugi, dla 50% najuboższych podatników jest zwykle większy od tego pierwszego, bardzo często przypisany jest do fałszywych lub cudzych numerów Socjal Security i jako taki nigdy nie będzie wypłacany w formie emerytur. Z kolei zaś, nielegalni obcokrajowcy pracujący na własnych, „legalnie” zdobytych numerach SS, po dojściu do wieku 65- ciu lat będą mogli otrzymać tylko 35% normalnej emerytury, ale pod warunkiem, że wrócą najpierw do swego rodzinnego kraju. A dla nas pozostanie kilkanaście bilionów rocznie na prowadzenie dodatkowych wojen i produkcji nowych, coraz to bardziej efektywnych broni masowego rażenia.

Plutokracja finansowa i przemysłowa, mały i duży biznes robią to z oczywistego powodu, dla dużo tańszej siły roboczej. Zagarniają oni gro tego zysku w skali krajowej.

Sądy zwykle unieważniają nowe prawa stanowe mające na celu ograniczenie nielegalnej migracji, pod byle jakim pretekstem.

W „postępowej” prasie można znaleźć wiele artykułów piętnujących jakiekolwiek „reakcyjne” próby jej ograniczenia. Ostatnio wzywa się do bojkotowania Arizony, która chce sprawy nielegalnej migracji wziąść w swoje ręce. Milczy się zaś o dużo  ważniejszym stanie Texas, który ma od przeszło roku podobną ustawę. Bo Texasowi tak łatwo podskoczyć nie można.

A już wszelkie rekordy bije fałszywy mit, że nielegalni przybysze przejmują tylko takie prace, których rodowici amerykanie nie chcą podejmować. To już jest szczyt zakłamania!

Najnowsze statystyki mówią, że zajmują oni około15% stanowisk kierowniczych niższego szczebla w wielu dziedzinach gospodarki oraz 30% prac w budownictwie, 40% prac w rolnictwie, 25% prac w szeroko pojętym przemyśle żywnościowym, itd, itd.

Przykłady te można wielokrotnie mnożyć.

Komu ma się poskarżyć człowiek mający pożyczkę na dom, kilkuosobową rodzinę, płacący regularnie wszystkie podatki ze swej mizernej płacy 12 dol na godzinę, kiedy się dowiedział, że po jego zwolnieniu „z powodu braku pracy”, właściciel firmy zatrudnił na jego miejsce dwu nielegalnych przybyszów, z płacą o połowę niższą i bez żadnych benefitów? Kto z tych „bleeding hearts” się nad nim ulituje? No kto?

„Ja też mam prawo do szczęścia!” głosi plakat urodziwej, młodej nielegalnej migrantki w czasie jednej z demonstracji. Ale dlaczego naszym kosztem? Meksyk nie jest pod żadnym zaborem, dlaczego tam nie zbudujesz dla siebie tego szczęścia, zamiast przyjeżdżać tutaj na gotowe i zabierać je innym?

Kazimierz Panek – USA

Osobiście nie chcę ażeby Polskę, Polaków traktować jako nację specjalnej troski, która wymaga specjalnego traktowania. Jeżeli w naszej starej Ojczyźnie zaprzestanie się łatania gospodarki pracą poza granicą, ludzie zaczną podróżować naprawdę turystycznie i będą wracali w ustalonych terminach to na pewno beż żadnych nacisków wprowadzony zostanie system bezwizowy dla moich rodaków. Chcę normalności….

Stefan Buchholz

 

 

 

Apel prezesa KPA do prezydenta Litwy

Piątek, 18 Marca 2011

Dalia Grybauskaite

Prezydent Republiki

Litewskiej

 

Szanowna Pani Prezydent

 

Kongres Polonii Amerykańskiej, organizacja reprezentująca 10 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia w Stanach Zjednoczonych, zdecydowanie protestuje przeciw dyskryminacji etnicznych Polaków w Republice Litewskiej.

 

Proszę pamiętać, że Polacy w Pani kraju nie są imigrantami, lecz ludźmi, których przodkowie mieszkali tam od wieków.

 

16 lutego 2011 roku litewski minister spraw zagranicznych Audronius Ażubalis, obecnie przewodniczący Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OSCE), zeznawał przed Komitetem Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, znanym również jako Komisja Helsińska U.S. amerykańskiego Kongresu. Wśród oświadczeń ministra znalazły się takie słowa: "Litwa zdaje sobie sprawę z ogromu zadań czekających nas w tym roku. Jako przewodniczący OSCE planuję skupić uwagę na specyficznych wynikach, do których będziemy dążyć krok po kroku. Naszym kluczowym celem jest dotykalny postęp w przewlekłych konfliktach, znaczna poprawa w zakresie wprowadzania w życie wolności prasy, edukacja tolerancji poprzez działalność OSCE celem zwalczania przestępstw z nienawiści i dyskryminacji..."

 

Mimo to akcje litewskiego rządu przeczą tym słowom. Dyskryminacja przeciw polskiej mniejszości etnicznej wyraża się między innymi poprzez:

 

– Eliminację nauki w języku polskim i zamknięcie szkół polskojęzycznych, które istniały tu od wieków, a które obecnie uczą polskiego jako przedmiotu dodatkowego, zamiast jako języka wykładowego.

 

– W przeciwieństwie do stosowanych praktyk i regulacji Unii Europejskiej napisy w innym niż litewski języku są zabronione nawet na terenach, gdzie 80% populacji mówi innym językiem.  Za wprowadzanie napisów w innym języku narzucane są surowe kary.

 

– Członkom mniejszości  etnicznych na Litwie odebrano prawo do pisania imion i nazwisk w ich oryginalnej formie. Są zmuszeni do zmiany pisowni według wzorca narzuconego przez rząd.

 

Zwracam uwagę, że próby przymusowej asymilacji polskiej społeczności na Litwie zintensyfikowały się po wejściu Litwy do NATO i Unii Europejskiej z naruszeniem antydyskryminacyjnych zasad tych organizacji. Z tego powodu Kongres Polonii Amerykańskiej wzywa rząd Litwy do postępowania zgodnie z przyjętymi zasadami i zerwania z dyskryminacyjnymi akcjami przeciw polskiej społeczności etnicznej.

 

Z poważaniem

Frank Spula, prezes

 

Śmieszna petycja… napisana przez stowarzyszenie, które samo nie pielęgnuje języka swoich ojców. Przecież oficjalnym językiem KPA jest j.angielski. W tym języku są prowadzone prawie wszystkie zebrania i zjazdy. Kiedyś rozmawiając ze śp. Prof.Stelmachowskim (były Prezes Wspólnoty Polskiej) pod konsulatem RP w NYC (protest przeciwko zmianom w Konstytucji RP) mogłem usłyszeć Jego zdziwienie na fakt zaproszenia Go na zjazd KPA w Chicago, który to w całości był prowadzony w j.angielskim… „Jacy to Polacy – Polonusi, którzy to podczas takich, wewnętrznych spotkań, nie posługują się j.polskim”. No właśnie … oto jest pytanie. Teraz Litwini powinni skierować podobną petycję w drugą stronę….. Prezydenci Litwy lepiej mówią po polsku aniżeli Prezesi KPA.

Stefan Buchholz

 

 

Sceny z życia KPA

Autor: Elżbieta Popławska

2010-12-05


Zebranie KPA z NY ujawniło napięcia między działaczami tej organizacji.

Termin zebrania był – zdaniem niektórych – niefortunnie wybrany – choć członkowie Małgorzata Gradzki i Zbigniew Kurjański przesłali maila prezesowi Frankowi Milewskiemu, sugerując zmianę daty. Powody były ważne: obchody Święta Niepodległości Polski w wielu polskich organizacjach i kościołach.
Zebranie odbyło się 14 listopada w Centrum Polsko-Słowiańskim przy 177 Kent Street na Greenpoincie. Na sali było 18 osób. Po modlitwie ks. kapelana Petera Zendziana, autorka artykułu – od roku członek KPA, zapytała prezesa Milewskiego: ilu jest aktualnie członków w KPA w NY i drugie pytanie: czy przy takiej frekwencji można odbyć zebranie kwartalne. Odpowiedzi udzielił zasiadający za stołem prezydialnym mec. Andrzej Kamiński, tymczasowy sekretarz organizacji. Kamiński poinformował, że zebranie może się odbyć, ale nie będą zatwierdzane żadne decyzje, bo nie ma quorum. Podał ogólnie liczbę członków – około 100 osób i około 50 organizacji. (Na podstawie aktualnego raportu podaję, iż Kongres Nowojorski liczy 141 członków, z czego 96 opłaciło swoje członkostwo na bieżący rok. Jeżeli chodzi o organizacje, to 41 przynależy, z czego 28 opłaciło składki). W miarę upływającego czasu osób przybywało, ale nikt nie kontrolował, czy byli to członkowie. Marge Milewska, żona prezesa, zbierała podpisy od wszystkich wchodzących osób, nie było przygotowanej listy członków, według której można byłoby to ocenić.


Andrzej Kamiński przeczytał następnie raport powyborczy, przygotowany przez sekretarza Ryszarda Brzozowskiego.


Z raportu dowiedzieliśmy się, że wszystkie nominacje na oficerów-członków do nowego zarządu zostały przyjęte – na każde stanowisko był tylko jeden kandydat. Było natomiast dwóch kandydatów na stanowisko prezesa: Frank Milewski – aktualny prezes i Kazimierz Nietupski – wiceprezes. W głosowaniu Frank Milewski otrzymał 56 głosów, Kazimierz Nietupski – 18. Oficerowie-członkowie zatwierdzeni do zarządu to: Vincent Brunhard senior – wiceprezes, Antoni Matrejek – skarbnik, wakat na stanowisku sekretarza, Andrzej Kamiński – członek zarządu i dyrektor krajowy, Ryszard Brzozowski – członek zarządu, Jan Czapliński – członek zarządu, Jerzy Gejdel – członek zarządu, Małgorzata Gradzki – członek zarządu, Bożena Kamiński – członek zarządu i dyrektor krajowy, Grażyna Michalska – członek zarządu i dyrektor krajowy, Jerzy Mokos – członek zarządu, Paweł Pachacz – członek zarządu, Zygmunt Staszewski – członek zarządu i dyrektor krajowy, Chet Szarejko – członek zarządu.


W obecności Stefana Komara z Pułaski Association New York City Police odbyło się zaprzysiężenie oficerów-dyrektorów, czyli wybranych członków zarządu.
Prezes Milewski poinformował następnie o przeciwstawianiu się przez KPA szkalowaniu dobrego imienia Polski w amerykańskich mediach, szczególnie przez "Wall Street Journal". Wspomniał też o celebrowaniu zakończenia II wojny światowej i oddaniu czci ofiarom holokaustu.



SPRAWA LONG ISLAND


Jedną ze spraw poruszonych na zebraniu była działalność oddziału KPA z Long Isłand. Założony został dwa lata temu przez grupę działaczy, z komisarycznym prezesem Ryszardem Brzozowskim, nominowanym na to stanowisko przez prezesa Milewskiego. Oddział KPA na Long Island został zarejestrowany na podstawie kontraktu, wszystko odbyło się zgodnie ze statutem i przekazano dokumenty do Chicago – poinformował prezes Milewski, ale – jego zdaniem – członkowie z LI nie podporządkowali się regułom obowiązującym w statucie. Dla przypomnienia: trzy osoby z oddziału z Long Island, czyli: prezes Ryszard Brzozowski, wiceprezes Kazimierz Nietupski i dyrektor zarządu Margaret Gradzki, zostali odwołani ze swoich funkcji. Krótkim mailem dokonał tego, bez porozumienia z zarządem, prezes Frank Milewski 23 czerwca, po wyborach na prezesa KPA Downstate NY.
Autorka artykułu zapytała, dlaczego mówimy o oddziale z LI, którego przedstawicieli tutaj dzisiaj nie ma. Andrzej Kamiński wyjaśnił, iż to nie jest sąd, który rozstrzyga sprawę, druga strona nie jest koniecznie potrzebna; zresztą bez quorum i tak żadne decyzje nie zapadną.
Paweł Pachacz zarzucił prezesowi brak merytorycznej opieki nad oddziałem z LI; poprosił o dalszy dialog pomiędzy wydziałem i oddziałem. Ponadto zaproponował stypendia dla studentów polskiego pochodzenia, którzy chcieliby zostać wykształconymi politykami, i po studiach działać w polskich organizacjach. Mogliby wtedy zastąpić tych wszystkich, którzy nie rozumieją, że trzeba przygotować młodszych następców. Ci sami ludzie nie reprezentowaliby już Polonii w kilku organizacjach jednocześnie.
Następnie gratulacje od prezesa otrzymała Bożena Kamińska, za to, że została wybrana na drugą kadencję na wiceszefową w zarządzie głównym w Chicago oraz przewodniczącą komitetu do spraw polskich. Frank Milewski przypomniał też początki powstania KPA, spotkania pierwszego prezesa z Rooseveltem, jak przez te wszystkie lata KPA prezentował Polskę w Ameryce.
Dyskusję otworzył Janusz Sporek, działacz polonijny i publicysta. Zdziwiony był nieporozumieniem na Long Island – dlaczego tak prostych spraw nie można rozwiązać, zaprosić "oskarżonych i wysłuchać, co mają do powiedzenia". Prezes Milewski w zdecydowany sposób odpowiedział, iż KPA we wszystkich sprawach politycznych dotyczących spraw Polski i Polaków musi mówić jednym głosem, a na tej właśnie płaszczyźnie KPA z LI się sprzeniewierzył. Sprawa wydarzyła się 2 lata temu.


Kolejny mówca, Zygmunt Staszewski – były działacz Solidarności z wielkim dorobkiem dla wolnej Polski, który został powołany do zarządu wydziału na wiceprezesa z funkcja pośrednika między Polską i Polonią – przedstawił problemy ze zniesieniem wiz dla Polaków.



MÓWI BYŁY PREZES BRZOZOWSKI


Autorka spotkała się później z byłym prezesem KPA z LI Ryszardem Brzozowskim.
– Jak układała się pańska współpraca z prezesem Milewskim?
– Współpraca była sporadyczna, sprowadzała się do informacji o inicjatywach naszego oddziału, działaniach na Long Island, które albo zostały zaakceptowane, albo nie. Powiem tylko o najważniejszych sprawach, które zostały odrzucone:
– uruchomienie strony internetowej dla oddziału i wydziału, ważnej w komunikowaniu się wszystkich członków nie tylko zarządu, niezatwierdzone przez prezesa;
– zamówienie mszy w intencji Polonii z okazji narodowych świąt polskich;
– propozycja uaktualnienia danych członków KPA naszego oddziału – nie została dopuszczona do realizacji jako niepotrzebna.
Przed samymi wyborami w czerwcu, kiedy Milewski się dowiedział, że Kazimierz Nietupski – wieloletni działacz z Long Island – będzie drugim kandydatem na pozycję prezesa wydziału, był bardzo niezadowolony. Zorganizował spotkanie, na które zaprosił mnie i Mieczysława Madejskiego – członka zarządu, prosząc abyśmy starali się przekonać Kazimierza Nietupskiego do rezygnacji z kandydowania. Nie potraktowałem tego poważnie, ale konsekwencje były takie, że w krótkim czasie po wyborach, na których Frank Milewski ponownie został wybrany na prezesa, usunięto mnie, Kazimierza Nietupskiego i Małgorzatę Gradzki, nazywając nas rebeliantami. Tak przedstawił nas w swoim raporcie, który przesłany został do prezesa KPA w Chicago Franka Spuli. My, bezpośrednio zainteresowani, nie otrzymaliśmy oficjalnie na ten temat żadnej informacji, dlatego nawet nie zdążyliśmy się w odpowiednim czasie odwołać od tych oskarżeń.

MÓWI MECENAS MAGDA


Jako jedyny z adwokatów zgodził się podać swoje nazwisko do gazety i skomentować zebranie Romuald Magda:


Przytaczać cały raport, który dotyczy wielu spraw, to byłoby za dużo; zacytuję więc tylko fragmenty:


1. Oświadczenie po wyborach prezesa Dywizji Południowej Stanu Nowy Jork Franka Milewskiego, które zawiera sformułowania (podaję w tłumaczeniu):
"Osoby z Oddziału KPA na przedmieściach (suburbs), w swoich dążeniach do autonomii próbowały osiągnąć swój cel przez przejęcie władzy w Dywizji KPA w swoje ręce, wystawiając w wyborach swego kandydata przeciwko obecnemu prezesowi...." oraz

:
"Usunęliśmy rebeliantów z ich nominowanych pozycji w oddziale" (we subsequently dismissed the rebels from their appointed positions in the chapter).
Artykuł II, rozdział 4. regulaminu KPA stwierdza, że każda osoba z ważnym członkostwem jest uprawniona do głosowania we wszystkich sprawach zgłoszonych do poddania pod głosowanie członkom. Konstytucja USA, jak i stanu Nowy Jork daje swoim obywatelom prawo do głosowania. Nie ma nic nagannego w wystawianiu przez pełnoprawnych członków swojego kandydata przeciwko urzędującemu prezesowi. Co do określenia "rebelianci" – pozostawiam je bez komentarza.


2. Artykuł VIII regulaminu KPA dotyczący skarg i zażaleń przewiduje, że wszelkie zażalenia dotyczące członków, delegatów, oddziałów muszą być zainicjowane przez pisemną skargę podpisaną przez trzech pełnoprawnych członków Kongresu. Dalej, ten sam przepis przewiduje, że skarga taka jest przekazywana sekretarzowi KPA i dalej musi być rozpatrywana przez specjalnie powołaną Komisję Skarg, w celu przygotowania ustaleń faktycznych i prawnych oraz przedłożenia ich do Komitetu Wykonawczego KPA. Rozdział 2 tego artykułu stanowi, że Dywizja Stanowa powinna zachować opisane wyżej procedury w wypadku skarg dotyczących członków, jak i oddziałów. Jakiekolwiek ustalenia protokołu powołującego oddział na Long Island, nie powinny być sprzeczny z tym przepisem. Z raportu prezesa Dywizji Franka Milewskiego wynika, że osoby związane z oddziałem KPA – LI działały niewłaściwie, że ich działalność była katastrofalna (disastrous outcome) dla Dywizji Nowy Jork. Jeżeli tak było, tym bardziej istniała konieczność działania w sposób przewidziany w Artykule VIII. Jeśli Dywizja NY nie zastosowała w/w przepisów, wygląda to na działanie niezgodne z regulaminem KPA.

 

 

 

 

Emigracja solidarnościowa niczego nie rozbijała, to ją rozbijano

 January 5, 2011

Wielokrotnie spotykałem się z zarzutami wypowiadanymi w Chicago pod adresem tak zwanej emigracji solidarnościowej. Między innymi w jednym z najpopularniejszych chicagowskich programów radiowych prowadzonych przez Łucję Śliwę stwierdzano wielokrotnie, iż emigracja ta usiłowała narzucić swój punkt widzenia, przejąć jakieś organizacje i w ogóle odgrywała negatywną rolę. Głęboko nie zgadzam się z tym poglądem. Uważam, że było wręcz przeciwnie, że to tutaj w Chicago usiłowano za wszelką cene nie dopuścić do głosu tych emigrantów i wiele zrobiono, aby często wypowiadane przez nich poglądy zepchnąć niemal do podziemia. Ku radości komunistycznych służb specjalnych czynili to prominentni działacze staropolonijnych organizacji. Dzisiaj zaś usiłuje się odwrócić kota ogonem, zakłamując historię.

Przypomnijmy więc kilka faktów, te zaś wcale nie są budujące. W czasie tuż przed powstaniem „Solidarności” polityka Edwarda Gierka w stosunku do Polonii odnosiła spore sukcesy. Wielu starych Polonusów ze współpracy z komunistycznym reżimem odnosiło spore korzyści materialne, żeby wspomnieć chociażby byłego szefa d/s tzw. małego biznesu Mitchela Kobylińskiego. Symbolem rosnących komunistycznych wpływów było wydanie przez księżulków z Orchard Lake zakłamanej historii Polski, w ktorej pisano między innymi o wyzwoleniu narodów przez Armię Czerwoną, która wkroczyła do Polski 17 września 1939 roku.

  Potem po wprowadzeniu stanu wojennego, to nowi imigranci organizowali akcje protestacyjne, wystawali na mrozie podczas protestów pod reżimowym konsulatem. Sprawozdania z manifestacji ukazywały sie we wszystkich lokalnych amerykańskich dziennikach telewizyjnych, w „Chicago Tribune” i „Sun Times”, ale nigdy nie ukazały się w „Dzienniku Związkowym”, bo tam istniał zupełnie jak w kmunistycznej Polsce zapis cenzorski na informowanie o protestach pod konsulatem! To nowi imigranci jeszcze w czasie legalnego działania Solidarności skupieni w POMOSCIE zorganizowali wielką akcję polityczną nacisku na administrację prezydenta Ronalda Reagana, aby ta zdecydowanie zareagowała na pojawiające się informacje o groźbie sowieckiej interwencji. Potrafili na przykład wykupić całostronicowe ogłoszenie w tej sprawie w „New York Times”. A co czynili w tej kwestii reprezentanci starej Polonii? Potrafili co najwyżej jak Jan Nowak Jeziorański zatelefonować do jednego z działaczy, z prośbą, aby przekazać im zebrane pieniądze!

  Do największych rozdźwięków doszło jednak w sprawie sankcji ekonomicznych nałożonych na reżim Jaruzelskiego po wprowadzeniu stanu wojennego. Nowi imigranci, w tym niżej podpisany uczestniczyli w wielkiej politycznej akcji na rzecz ich utrzymania. Tymczasem wielu prominentnych działaczy staropolonijnych niemal od ich wprowadzeniu domagało się ich zniesienia! Tak postępował na przykład wspomniany Mitchel Kobeliński, który wystąpił z długim memorandum w tej kwestii. Po symbolicznym zniesieniu stanu wojennego w 1983 roku po apelu Lecha Wałęsy o zniesienie sankcji Kongres Polonii Amerykańskiej dwoił się i troił, aby sankcje znieść, choć to akcja polityczna młodych imigrantów doprowadziła do utrzymania najważniejszych jeszcze przez cztery lata. Zarówno Wałęsa, jak i KPA dały się nabrać na sprytną grę w tej sprawie prowadzonej przez reżim w Warszawie. W zamian za obietnicę stworzenia jakiejś nieokreślonej Fundacji Rolnej, kontrolowanej przez reżim, postulowano, aby teoretyczni opozycjoniści domagali się zniesienia sankcji dokuczających Jaruzelskiemu. I KPA dał się na to nabrać, zaś intencje reżimu dobrze odczytane zostały właśnie przez emigrantów solidarnościowych. Potem otwarcie przyznał to Jerzy Urban szczerze wyznając, że ekipa Jaruzelskiego nigdy nie zamierzała zgodzić się na utworzenie owej Fundacji Rolnej.

  Dla tych starych Polonusów swoistym guru był Zbigniew Brzeziński. Kiedy w 1985 roku solidarnościowi emigranci jechali na manifestację do Nowego Jorku, w związku z pobytem Jaruzelskiego na sesji ONZ, Zbigniew Brzeziński cichaczem spotykał się z dyktatorem. Przytoczmy fragmenty opublikowanej notatki Brzezińskiego w tej rozmowy:

"Konwersacja zeszła następnie na kwestie polityczne. Jaruzelski ponownie otworzył ją długim oświadczeniem, które sprowadzało się do tego, że kwestie polityczne są skomplikowane, ale ekonomiczne trudniejsze. DR (David Rockefeller) koncentrował się wcześniej na więźniach politycznych i jego zdaniem ta szczególna „optyka” patrzenia na Polskę powinna zostać skorygowana. Koncentrowanie się na tej kwestii prowadzi do zbytniego uproszczenia problemu.

Więźniowie polityczni nie powinni być głównym problemem w relacjach amerykańsko-polskich. Jaruzelski przeszedł następnie do cytowania różnych paragrafów amerykańskiego kodeksu karnego (według numerów i z pamięci), by pokazać, że amerykańskie prawo karne jest równie surowe. Stwierdził również, że bardziej niekorzystne i surowe praktyki w Polsce, stosowane w latach siedemdziesiątych, nie były kwestionowane przez USA i że w tym okresie, w każdym momencie, w amerykańskich więzieniach przebywało około 600 tys. osób. Przywołał również przykłady aresztowań strajkujących w Wielkiej Brytanii. Każdy kraj ma prawo bronić swojego porządku wewnętrznego. Polska została wyróżniona, by ją potępić, argumentował”.

Więźniowie polityczni nie powinni być problemem w stosunkach polsko-amerykańskich. Brzeziński się nawet nie odezwał w tej kwestii. Na szczęście byli ludzie w Ameryce, którzy nie zgadzali się z tym poglądem i to była właśnie emigracja solidarnościowa. A wcześniejsza część rozmowy dotyczyła w praktyce pomocy finansowej dla reżim i ratowaniu jego tyłka! Tego chcieli Polonusi skupieni w staropolonijnych organizacjach, zaś wredni solidarnościowi imigranci nie chcieli zgodzić się z taką linią postepowania!

To nowi imigranci potrafili w tamtych latach zorganizować akcję „odwołania Jałty” i przeprowadzili przez Kongres odpowiednie rezolucje. Senat jednogłośnie przyjął rezolucję zgłoszoną przez senatora Roberta Kastena z Wisconsin. Tak zwana stara emigracja nigdy niczego przez Kongres nie przeprowadziła, był to poziom polityczny dla niej niedostępny. O akcji tej nigdy nie informowano w „Dzienniku Związkowym”, co najwyżej wypisywano paszkilanckie artykuły, bo przecież nowi imigranci nie znają sie na polityce amerykańskiej. Jan Krawiec pisał nawet, że zrezygnuje z funkcji redaktora naczelnego Dziennika, jeżeli POMOST przeprowadzi przez Kongres swoją rezolucję! I co? I nie zrezygnował!

W sprawie sankcji doszło zresztą do poważnego konfliktu. Wiceprezes KPA Kazimierz Łukomski domagający się zniesienia sankcji i uruchomienia pomocy dla Jaruzelskiego wysłał nawet niezwykle obraźliwy list pod adresem POMOSTU i młodszych imigrantów. W POMOSCIE działało wielu członków solidarnościowej emigracji. Nie rozbijali oni żadnej staropolonijnej organizacji, tylko stworzyli swoją, co chyba w wolnym świecie i w demokracji nie jest zabronione. A co pisał o nich Łukomski? Przytoczmy ten list w jego oryginalnej angielskiej wersji:
  „Over the past several years, POMOST has waged an aggressive campaign to foment dissention within the Polish American community, undermine the credibility of the Polish American Congress as its broad, national representation and establish itself as a viable, national movement in opposition to the PAC.

In fact, POMOST represents a marginal constituency, basically limited to groups of fairly recent immigrants holding extreme right-wing positions regarding both the domestic and foreign policy issues, far removed from the thinking of mainstream Polish American and their responsible leaders. POMOST’s radicalism is most pronounced in its positions concerning U.S. policy in relation to Poland, primarily its opposition to normalization of U.S. relations with Poland and economic assistance to Poland, unless the Jaruzelski government assepts pre-conditions, such as restitution of “Solidarity” and entering into negotiations with it concerning reforms of Poland’s economic and socio-political system.

In essence, POMOST espouses a radical viewpoint which holds that the only way to combat the Communist regime is to withhold Western economic assistance in any shape or form and cause Poland’s economy to stagnate even further. The assumption is that it will increase tensions and lead to violent protests of desperate people – pushed over the brink by economic such reasoning would force the regime to capitulate to people’s demand’s – thus “the worse, the better” It disregards an almost certainty that such protests would be mercilessly and brutally crushed with likely direct intervention of Soviet forces.

Former ambassador Zdzislaw Rurarz, a regular contributor to POMOST’s monthly magazine, goes even further. Arguing that the Polish People’s Republic under its current system serves exclusively the interests og Communism while denying basic rights to the People of Poland, Mr. Rurarz suggested that, possibly, it would be better if such a Poland was incorporated into the Soviet Union, which would expose the falacy of it being a state in its own right. Since under its current regime “it cannot be what it should be, perhaps, it would be better it it did not exist at all?”, wrote Rurarz in the April 1986 issue of POMOST magazine. Under the circumstances, “it is time do declare an uncompromising war against such a PolishState” he argues. ‘It will cause to be an authentic civil war”. While he refrains from openly calling for an armed revolt, his message is obvious – and apparently in line with POMOST’s thinking.

Such radical positions are clearly unacceptable. “The Polish American Congress has consistently opposed and denounced the Communist regime imposed in the people of Poland by the Soviet Union, The current regime of gen. Jaruzelski is abhorrent to Polish American,” stressed the Polish American Congress memorandum on United States Economic Policy in relation to Poland dated May 14, 1986. “It shuns a dialog with the genuine representatives of the people and continues its policy of widespread repressions of people’s human rights, including jailing of political prisoners, denial of tradeunion pluralism and severe restrictions of independent, academic and cultural creativity.

However, faced with Poland’s critical reality and to alleviate economic hardships suffered by the Polish people, The Polish American Congress calls for breaking the continuing impasse in U.S. – Polish relations and resuming normal relations providing an opening for moderating influences over that country’s developments and reducing its dependence on the Soviet Union.

While we recognize POMOST’s right (in a free pluralistic society) to pursue its own objectives, we feel that the appearance of token support which POMOST claims from the conservative elements of the administration and members of the U.S. Congress could be politically counter-productive by creating divisiveness, resentment and backlash within the main body of the Polish American community.

In such circumstances, I personally believe it is necessary to expose POMOST as a radical right-wing organization unrepresentative of the board spectrum of Polish American espousing positions which in fact, run counter and pose a threat to the evolutionary non-violent programs of resistance to Communism represented by “Solidarity” and other democratic opposition movements in Poland.

Sincerely Kazimierz Łukomski

Vice President – Chairman, Polish Affairs Commission



Dokmenty można mnożyć, można dowodzić jak bardzo Łukomski wypaczył sens wypowiedzi Rurarza, ale nic nie zmieni faktu, że to emigracja Solidarnościowa zabiegała o sprawy polskie i nie miała wielkiej pomocy ze strony starszych. Oczywiście w tej tak zwanej starej Polonii było mnóstwo szlachetnych, cennych ludzi, żeby wspomnieć choćby Bonawenturę Migałę. Tyle tylko, że chcąc coś osiagnąć musieli działać razem z emigracją sokidarnościową, a nie ze swoim pokoleniem, nie ze swoimi organizacjami, bo te były skostniałe, nijakie i przede wszystkim dbały o to, aby wdeptać w ziemię nowszych imigrantów reprezentujących w swojej masie inne poglądy. Dodakowo jeszcze ci pomagierzy dawnego reżimu po 1989 roku zamienili się rzecz jasna w superpatriotów i wystawiają piersi do orderów. Szczytem bezczelności był fakt, że na stronach internetowych Kongresu Polonii Amerykańskiej, w szkicu historycznym o tej organizacji przez długi okres czasu twierdzono, że to KPA doprowadził w Kongresie do odwołania Jałty. Emigracja solidarnościowa po prostu robiła swoje i nie miała żadnego obowiązku zgadzać sie z ugodowym kierunkiem reprezentowanym na przykład przez Kazimierza Łukomskiego. To nie emigracja solidarnościowa chciała narzucać swoje poglądy. To jej usiłowano zabronić głoszenia swoich, a kiedy się to nie udawało rozsiewano plotki, pisano paszkwile jak Łukomski. Było więc dokładnie na odwrót niż to się przedstawia.

Andrzej Jarmakowski

na zdjęciu manifestacja przeciwko Jałcie w Kalifornii.
 

 

 

Kiedy Polonia uwolni się od komunistycznej agentury?

John D. Czop -  28 września 2009 r. Tłumaczenie: Andrzej Burghardt

 

Teraz już nie ma wątpliwości.

Komunistyczni agenci są nadal aktywni w Kongresie Polonii Amerykańskiej (KPA).  

Nowojorska Gazeta Polska z dn. 19-20 września opublikowała na str. 3  szokujący dla polonijnej opinii publicznej artykuł o p. Stanleyu Trojaniaku.  Opierając się o sprawdzone materiały źródłowe, artykuł ten przekonująco wykazuje że ten dobrze prosperujący przedsiębiorca, Wielki Marszałek Parady Pułaskiego w Nowym Jorku i New Jersey w latach 2001 i 2002, dyrektor krajowy KPA (do niedawnego ustąpienia z tej funkcji) i kandydat do Rady Dyrektorów Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej (P‑SFUK) w nadchodzących 18 października wyborach, to jest „PIOTRUŚ” – agent komunistycznego wywiadu wojskowego PRL.  P. Trojaniak zaprzecza że on i „PIOTRUŚ” to ta sama osoba.  Temat ten jest ciągle szeroko dyskutowany na różnych spotkaniach i na Internecie (np. na „Wirtualnej Polonii”).  

Czytelnicy zapewne pamiętają dobrze znany fakt z historii XX wieku: od późnych lat 40-tych do końca lat 80-tych służby wywiadowcze PRL, tego największego satelitarnego reżimu Związku Sowieckiego, wysłały ok. 10 tysięcy agentów w celu infiltracji polskich organizacji poza granicami Polski.  Ci co przybyli do Ameryki, kłamali w kwestionariuszach amerykańskich służb imigracyjnych zatajając fakt swoich powiązań z komunistycznymi służbami, gdyż inaczej nie otrzymaliby zapewne pozwolenia na wjazd i osiedlenie się w USA.  Ich misją było infiltrowanie, opanowanie i neutralizowanie polskich organizacji w Ameryce i innych krajach gdzie osiedlali się Polacy, aby nie były one w stanie odgrywać w tych krajach roli grup nacisku i lobbingu dla odrodzenia silnej i suwerennej Polski (na co zresztą ciągle jeszcze czekamy).  

W poniedziałek 21 września dr Sławomir Cenckiewicz, dobrze znany Polonii polski historyk i jeden z najlepszych ekspertów w sprawach wywiadu i służb bezpieczeństwa Polski z okresu panowania komunistów, potwierdził informacje o p. Trojaniaku opublikowane w Polskiej Gazecie.  Według dra Cenckiewicza, istnieje bogata dokumentacja w Instytucie Pamięci Narodowej (IPN), opisująca działalność PIOTRUSIA w Polsce w zakresie zwalczania patriotów pragnących powrotu silnej i suwerennej Polski.  Dr Cenckiewicz jest przekonany że p. Trojaniak jest tym PIOTRUSIEM.  

Duże zasługi w tropieniu tych komunistycznych agentów w Ameryce położyła organizacja Forum Obrony Praw Polonii (FOPP).  Można przypuszczać, że ich wysiłki pomogły takim badaczom jak dr Cenckiewicz skoncentrować się na najbardziej podejrzanych osobach.  Bez tego trudno by sobie wyobrazić aby tak skrupulatny i metodyczny historyk jak dr Cenckiewicz był w stanie potwierdzić doniesienia Polskiej Gazety w tak krótkim czasie, choć faktem też jest że prowadzi on badania w IPN nad tematem komunistycznych agentów infiltrujących polonijne organizacje na całym świecie już od wielu lat.  Osoby zainteresowane tematem miały wiele okazji aby wysłuchać wykładów dra Cenckiewicza na spotkaniach z nim, organizowanych w metropolii nowojorskiej przez SWAP (Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej) oraz KPA.

 Według dr Cenckiewicza, ci agenci dążą do spacyfikowania polonijnych organizacji tak, aby stały się bezużyteczne jako polityczne lobby polskie w USA.  Przyznać trzeba, że agenci odnoszą znaczące sukcesy na tym polu.  Dobrze poinformowani wśród działaczy poznali już niektórych agentów po prostu po ich działalności.  Trojaniak to tyko początek.  Pozostali agenci, a wiadomo że jest ich wielu, powinni natychmiast dobrowolnie odejść z wszelkich stanowisk przywódczych w KPA i wszelkich innych organizacjach polonijnych!  Czy wolą bezczelnie czekać aż ich nazwiska i dokumenty opublikuje dr Cenckiewicz w swojej nowej książce?  

Wiadomo, że p. Trojaniak torpedował i blokował lustrację przywódców wymaganą w KPA.  Dla wyjaśnienia, lustracja jest w tym przypadku mechanizmem oczyszczania, czyli eliminacji komunistycznej agentury ze stanowisk przywódczych we władzach państwa polskiego (i innych państw wyzwolonych spod komunizmu), a także w patriotycznych polskich organizacjach w Ameryce i wszelkich innych krajach osiedlenia polskich emigrantów.  Jedna z siedmiu rezolucji przyjętych 12 maja 2006 r. na plenarnej sesji Krajowej Konferencji Dyrektorów KPA w Rosemont, Illinois, dotyczyła lustracji: „... Krajowa Konferencja Dyrektorów KPA usilnie wzywa wszystkie osoby piastujące przywódcze stanowiska w Kongresie, czy to na poziomie krajowym, Wydziałów Stanowych, czy to w organizacjach członkowskich, a które po II Wojnie Światowej posiadały polskie obywatelstwo, do złożenia podania w IPN o udostępnienie dokumentów, które mogłyby dotyczyć ich współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL. "Zauważmy, że ta rezolucja z 2006 r. nie czyniła z lustracji absolutnego wymogu, choć do niej „usilnie wzywała".  

Ponadto, Krajowa Konferencja Dyrektorów KPA w październiku 2008 r. w Williamsburgu, Virginia, przegłosowała poprawkę do Statutu KPA, która zabrania zajmowania stanowisk przywódczych w KPA osobom obciążonym współpracą ze służbami bezpieczeństwa lub wywiadami jakichkolwiek komunistycznych reżimów.  

Jednakże obecnie lustracja przywódców KPA przebiega jedynie na zasadzie oddolnych inicjatyw poszczególnych Wydziałów, zamiast odgórnie z poziomu krajowego.  Ten opłakany stan rzeczy „zawdzięczamy” p. Bożenie Kamińskiej.  Wiele osób postrzega te praktyki jako opóźnianie, czy też wręcz blokowanie lustracji.  

P. Bożena Kamińska została wybrana wiceprezesem do spraw polskich na tej samej Krajowej Konferencji Dyrektorów KPA (w Williamsburgu, VA), które uchwaliło wspomnianą wyżej poprawkę do Statutu KPA.  Na ostatniej sesji Krajowej Konferencji Dyrektorów KPA, która odbyła się w dn. 14-15 maja 2009 r. w Chicago, p. Kamińska, osoba rzekomo kompetentna w sprawach polskich, zapewne z racji piastowanego stanowiska wiceprezesa KPA, perswadowała dyrektorom dwie rzeczy: że nie ma komunistycznych agentów wśród krajowego kierownictwa KPA (zwróćmy uwagę, że p. Trojaniak piastował do niedawna stanowisko dyrektora krajowego), oraz że te Wydziały Stanowe KPA które żądają lustracji, mogą to zrobić we własnym zakresie, na poziomie Wydziału (tak jakby jednak dopuszczała możliwość penetracji agenturalnej na poziomie członków Wydziałów).  

Ta argumentacja p. Kamińskiej, aby decyzje dotyczące lustracji były w gestii Wydziałów Stanowych, znalazła, jak widać, uznanie wśród dyrektorów, którzy odrzucili stosunkiem głosów 13:29 wniosek aby jednakże przeprowadzać lustrację w KPA odgórnie.  Prezydium Konferencji, czyli Zarząd Krajowy KPA zwyczajowo wstrzymuje się od głosu, być może aby zaznaczyć że chce dać sobie więcej czasu na dokładniejsze przemyślenie zagadnień.  Jesienne sesje Krajowej Konferencji Dyrektorów KPA mają na ogół większą wagę.  Najbliższa sesja odbędzie się 17 października 2009 r. w Chicago.  Wielu łączy z tą sesją nadzieję, że w końcu dyrektorzy krajowi zaczną postępować pryncypialnie i zdecydują że Statutu należy przestrzegać, i że do wyeliminowania komunistycznych agentów z własnych szeregów prowadzi jedynie obowiązkowa lustracja przeprowadzona na poziomie krajowym.  

Ale p. Kamińska nie wykazała się kwalifikacjami przywódcy również na szczeblu Wydziału KPA, którego jest członkiem (Wydział Downstate New York).  Nie słychać bowiem, aby wykazała w sprawie lustracji jakąkolwiek realną inicjatywę.  Stąd wielu postrzega tę grę raczej jako przebiegłą próbę blokowania lustracji, a całą tę gadaninę – jako zasłonę dymną wokół sprawy.  

Jak dotychczas, jedynie Wydział New Jersey KPA przegłosował i skutecznie rozpoczął obowiązkową lustrację swoich przywódców.  P. Andrzej Burghardt, dyrektor krajowy KPA i członek Wydziału New Jersey, jest autorem „Uchwały o lustracji” i jej mechanizmu wymuszenia, „Oświadczenia zgodności”, które zostały przegłosowane jednogłośnie na zebraniu Wydziału w dn. 31 maja 2009 r.  P. Burghardt usiłował wcześniej wyegzekwować obowiązkową lustrację władz Wydziału Północnego New Jersey KPA, gdy służył jako prezes tego Wydziału od r. 2000 aż do jego odejścia z funkcji (i z Wydziału) w r. 2008.  Jego wysiłki zasługują na więcej uwagi, gdyż te zdarzenia wykazują dobitnie, w jaki sposób siły antylustracyjne działają potajemnie i unikają otwartej debaty.  Wykazują też hipokryzję komunistów i ich pogardę dla zasad demokracji.  

Działając w duchu wspomnianej wyżej rezolucji o lustracji przyjętej na plenarnej sesji Konferencji Dyrektorów KPA 12 maja 2006 r., wzywającej przywódców KPA do dobrowolnej lustracji, prezes Burghardt zgłosił na zebraniu wyborczym Wydziału Północnego NJ KPA w dn. 18 sierpnia 2006 r. propozycję uchwały, która wymaga aby wszyscy członkowie Zarządu Wydziału oraz dyrektorzy krajowi (Stanley Trojaniak, Jerry Włodarczyk, i naturalnie, prezes Andrzej Burghardt) poddali się lustracji przez złożenie wniosku w IPN w Polsce o udostępnienie informacji.  Uchwała ta została przyjęta przez głosowanie wszystkich obecnych na zebraniu członków Wydziału.  Dotychczas jedynie p. Burghardt i p. Małgorzta McGrath udowodnili dopełnienie tego obowiązku, nałożonego na nich przez kolegów.  Z wyjątkiem p. Małgorzaty, która konsekwentnie wspierała prezesa Burghardta, przywódcy Wydziału nie zrobili nic w kierunku wyegzekwowania wykonania tej uchwały Wydziału, a przeciwnie – część z nich wzięła udział w spisku, który doprowadził później do odejścia prezesa Burghardta.  

P. Burghardt utrzymuje, że to p. Trojaniak był przywódcą antylustracyjnego spisku, który doprowadził do wyboru p. Dariusza Wołosza na prezesa Wydziału Północnego NJ KPA w dn. 18 kwietnia 2008 r.  Komunistyczni agenci pracują, rzecz jasna, bardzo usilnie aby uniknąć zdemaskowania, stąd ich opór przeciw lustracji jest najczęściej niejawny.  Podsumujmy zachowania p. Trojaniaka: głosował za rezolucją lustracyjną w Wydziale Północnym NJ na zebraniu wyborczym 18 sierpnia 2006 r., nie dopełnił obowiązku nałożonego na niego przez tę rezolucję, a nawet jeśli kiedykolwiek złożył w IPN wniosek o udostępnienie dokumentów, to z pewnością nigdy nie pokazał wyników IPN-owskiej kwerendy swoim kolegom z Wydziału KPA.  Za to podjął usilne starania aby usunąć niewygodnego mu prezesa, który naciskał na lustrację, na którą p. Trojaniak się początkowo publicznie zgodził (podpisał indywidualną deklarację, wraz ze wszystkimi członkami władz Wydziału), lecz później potajemnie  pracował nad jej wykolejeniem.  Komuniści wolą dywersję niż wolną debatę, gdyż ich przewrotne cele dużo łatwiej można osiągnąć w działaniach potajemnych.  P. Burghardt padł ofiarą tych machinacji agentury, zmierzających do zablokowania postępów lustracji w Wydziale Północnym NJ KPA.  Nie zrażając się tym, p. Burghardt został członkiem sąsiedniego Wydziału New Jersey KPA, by kontynuować walkę o lustrację. 

 Po potwierdzeniu przez dra Cenckiewicza że p. Trojaniak jest PIOTRUSIEM, p. Burghardt podjął zdecydowaną akcję.  Napisał projekt „Wezwania do rezygnacji”, adresowany do p. Trojaniaka, po czym zaprosił dwu prezesów Wydziałów KPA, p. Franka Milewskiego i p. Ludwika Wnękowicza, aby podpisując „Wezwanie” wpłynęli na p. Trojaniaka aby ten zrezygnował ze wszelkich zajmowanych stanowisk przywódczych w organizacjach polonijnych, a także – aby wycofał swoją kandydaturę do Rady Dyrektorów P-SFUK (Polsko–Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej) w wyznaczonych na październik 2009 r. wyborach.  Jedynie p. Wnękowicz zgodził się podpisać „Wezwanie”.

Inicjatywa p. Burghardta zaczyna przynosić owoce.  W piątek, 25 września, odbyło się w Passaic zebranie Centrali Polskich Organizacji (organizacji parasolowej skupiającej polskie organizacje i grupy w północno-wschodnim New Jersey), na którym p. Bożena Urbankowski, skarbnik Wydziału Północnego NJ KPA, przy wsparciu p. Burghardta doprowadziła do rezygnacji p. Trojaniaka oraz prezesa Wydziału, p. Dariusza Wołosza (sprzymierzeńca p. Trojaniaka) z zajmowanych stanowisk we władzach Wydziału, tuż po tym jak p. Wołosz w rozpaczliwym, groteskowym geście próbował rozwiązać najpierw cały Wydział, a później – jego Zarząd.  Obecni na sali członkowie KPA wytłumaczyli im, że Statut KPA nie daje im takiego prawa, a Wydział nie jest ich własnością.  W efekcie tych rezygnacji dotychczasowy wiceprezes, p. Anna Domino, przejęła tymczasowo funkcję prezesa Wydziału, do czasu najbliższych wyborów.   

Lustracja zaczęła postępować naprzód także poza KPA.  P. Dariusz Michalski, komendant placówki #208 SWAP, doprowadził do decyzji weteranów aby wystąpić do IPN z wnioskami o udostępnienie dokumentów w celu przeprowadzenia lustracji.  P. Michalski wraz z p. Małgorzatą Chudziak są założycielami FOPP, które odegrało istotną rolę w wykrywaniu przypadków korupcji wśród Polonii.  

Najwyższy czas, aby p. Stanley Trojaniak zrezygnował z wszelkich funkcji przywódczych w polonijnych organizacjach.   Komunistyczni agenci osłabiają polskie lobby w Ameryce w tym czasie, gdy jest ono najbardziej potrzebne: odradzający się system autokratycznej władzy w Rosji stwarza nowe zagrożenie dla suwerenności państwa polskiego, a rząd prezydenta Obamy w polityce zagranicznej usiłuje jedynie przypodobać się Kremlowi.  

John D. Czop 28 września 2009 r.

 

 

Czas przeszły dokonany czy rzeczywiście?

Adam M. Bąk

Żyjemy w czasach, o których marzyli emigranci wojenni - kraj naszego pochodzenia, Polska, jest państwem niepodległym. Mamy rząd, o którym możemy powiedzieć, że pochodzi z naszego wyboru, mamy sejm, niezawisłe sądownictwo, mamy wreszcie ministra sprawiedliwości, którym jest jeden z nas, repatriant z Chicago. Możemy publikować w kraju, możemy w końcu wyrażać nasze opinie, które mogą być usłyszane nad Wisłą a nawet potraktowane na serio. Rzeczywiście możemy, ale...

Niestety, pomimo naszej liczebności, dużego potencjału intelektualnego, naszej zamożności, jak dotąd nie zrobiliśmy właściwie wiele, a nasza stara ojczyzna praktycznie nie może liczyć na nas jako sojuszników w akcjach polityki międzynarodowej. Dialog pomiędzy Warszawą a Polonią amerykańską praktycznie nie istnieje i to w chwili tak niezmiernie istotnej, jak spotkanie na szczycie Waszyngton-Moskwa.  

Nie ma w Stanach Zjednoczonych żadnej organizacji polonijnej, która byłaby można wykazać rządowi Stanów Zjednoczonych niestosowności jego polityki zagranicznej wobec wewnętrznych spraw niepodległego kraju. Stare sympatie Polaków wobec Ameryki, utrzymane nawet w okresie rządów komunistycznych wbrew reżimowej propagandzie, są ciągle żywe i to nawet w chwili, kiedy Polacy zaczynają rozumieć, że polityka Białego Domu jest - najbardziej delikatnie mówiąc - zupełnie obojętna lub nawet wroga wobec ich kraju.  

Najwyraźniejszy tego dowód to utrzymanie wymogu wiz turystycznych wobec naszych rodaków, pragnących odwiedzić Stany czy ostatnia nominacja ambasadora USA w Warszawie, na którego przewidziana jest osoba pochodzenia żydowskiego z pominięciem wielu wybitnych polityków amerykańskich, związanych z Polską wężami krwi czy życzliwie do niej nastawionych. Jak czytamy w doniesieniach prasowych, na stanowisko ambasadora USA w Polsce został mianowany przez p. Hilary Clinton Lee Feinstein, prawnik, specjalista prawa międzynarodowego, dobrze usadzony w Waszyngtonie, publicysta. Oczywiście, pani Clinton spłaca swoje stare długi kosztem Polaków. Feinstein, związany zresztą z Clintonami i Kerry'm od lat, był dyrektorem jej kampanii prezydenckiej i ostro krytykował stanowisko obecnego prezydenta, Baracka Obamy wobec Iraku i jego bierność odnośnie polityki europejskiej.

To właśnie Feinstein nagłośnił niekompetencję Obamy w sprawach Bliskiego Wschodu i przypomniał słynne już dzisiaj powiedzenie obecnego przywódcy USA, iż w sprawach Iraku jego stanowisko (Obamy) nie odbiegało daleko od zapatrywań na ten sam problem George'a W. Busha („There's not much of difference between my position and George Bush's position at this stage"). Prezydent Obama chciał mianować na to stanowisko Marka Brzezińskiego, syna znanego politologa, prof. Zbigniewa Brzezińskiego. Projekt p. Clinton musi być jeszcze zatwierdzony przez Senat.

Niestety, sami jesteśmy konstruktorami tego modelu rzeczywistości. Nie jesteśmy siłą polityczna w USA, nie posiadamy żadnego lobby, jesteśmy po prostu niedostrzegani. Polska grupa etniczna z reguły milczy. Świadczą o tym dobitnie zapisy historyczne ostatnich sześćdziesięciu lat dziejów wychodźstwa polskiego w Stanach Zjednoczonych i jego „wiodącej" instytucji, Kongresu Polonii Amerykańskiej.

Na dobrą sprawę polska grupa etniczna znalazła się - jeżeli można to tak określić - w dobrej sytuacji. Stara fala wychodźstwa, w przeważającej większości przybyła tutaj za chlebem, wolniej niż emigracje innej narodowości ulegała procesowi amerykanizacji. Polacy zakładali własne parafie, szkoły, ośrodki kulturalne, łączyli się w organizacje. Słabo wykształceni, wierzyli w swoich liderów i podane im do uchwalenia programy. Poczatek XX wieku był wielkim etosem Polonii amerykańskiej, jej patriotyzm i ofiarność trudno nawet zestawiać z sytuacją współczesną.

Po II wojnie światowej wychodźstwo w USA zostało wzmocnione przypływem emigrantów wojennych. Ci „nowi" byli już inni: posiadali wykształcenie, często znajomość angielskiego, wierzyli w naukę, przynieśli ze sobą ogrom doświadczenia wojennego, jak to było w przypadku żołnierzy polskich ze wszystkich frontów Europy.

Wydawało się, że ludzie ci zostaną przyjęci z otwartymi rękami przez dobrze już ustabilizowane programowo i ideowo organizacje polonijne. Niestety, nie obeszło się bez nieporozumień. Polscy Amerykanie, ci zwłaszcza, już tutaj urodzeni, patrzyli nie tylko z podziwem na swoich rodaków, tu i tam zapalały się ogniska konfliktów, niezdrowej rywalizacji, wreszcie nieuzasadnionych, najczęściej personalnych niechęci.

Starzy nie chcieli oddać „rządu dusz" nowym, nowi nie mogli często zaakceptować zdezaktualizowanych już akcji starych Polonusów. Jeszcze gorzej było z emigracją solidarnościową i posolidarnościową. Ta ostatnia zresztą, choć liczebnie mała, dostarczyła Polonii najbardziej prężne i wykształcone jednostki.

Przez te lata (od 1944) nieustannie działał Kongres Polonii Amerykańskiej, w którym tak naprawdę najwyższy urząd przypadł tylko jednemu emigrantowi - Kazimierzowi Lukomskiemu. Według niepisanego prawa prezesami założonego z inicjatywy polonijnych działaczy w Buffalo KPA byli zawsze „tu urodzeni" Polacy, sensu stricto zaś - prezesi największej polonijnej instytucji ubezpieczeniowej - Związku Narodowego Polskiego.

Decyzja ta budziła od dawna zastrzeżenia, a to głównie dlatego, iż pierwotnie w skład KPA weszło ponad sto organizacji polonijnych i wiele wybitnych osób prywatnych, wśród których na pewno nie brakowało ludzi zdolnych, a od przywództwa Kongresowi z góry wykluczonych.

Obecnie w skład KPA wchodzi 20 organizacji krajowych, organizacja podzielona jest na 41 wydziałów (divisions) i podwydziałów (chapters) - stan na styczeń 2009.

Sytuacja nie zmieniła się do dzisiaj, choć jest tajemnicą poliszynela, iż trzej ostatni prezesi Związku Narodowego Polskiego, a także - na mocy ustaleń z 1944 r. - prezesi Kongresu Polonii Amerykańskiej - nie potrafili napisać żadnej odezwy w języku polskim, a co gorsze - bez pomocy tłumacza zrozumieć treści podpisywanych przez nich dokumentów. Za każdym z nich stała zawsze jakaś „szara eminencja" , której zadaniem było wyjaśnianie „wodzom" problemów i pragnień Polonii i prowadzenie ich po zawiłych drogach polskiej rzeczywistości.

Ostatnie dziesięciolecia były zresztą okresem klęsk i niepowodzeń dla wielu polonijnych organizacji. Związek Narodowy Polski zamknął sławne Kolegium Związkowe i to w chwili, kiedy inna polonijna instytucja, Zakłady Naukowe w Orchard Lake utrzymywała własne kolegium.

Szybko postępująca amerykanizacja Polonii i jej potęgujący sie konsumeryzm prowadzi nieuchronnie do spadku liczebności i aktywności polonijnej społeczności w tradycyjnie najbardziej polskich organizacjach. Coraz bardziej anachroniczne i nie do zaakceptowania stają się ich struktury, razi samowładztwo, co gorsze, rząd dusz przejmują tam coraz częściej Amerykanie (jak w przypadku Orchard Lake) czy zamerykanizowani Polacy (jak w przypadku Związku Narodowego Polskiego i organizacji mu pokrewnych).

Polonia coraz szybciej traci stworzone przez kilka pokoleń wychodźtwa placówki. Od lat też lekceważy się sprawy kultury polskiej, pokazując Amerykanom jedynie tanie jej namiastki. Praktycznie żaden z wielkich pisarzy czy artystów emigracyjnych pośrednio nie był związany z jakąkolwiek polonijną organizacją.

A to wszystko dlatego, że ani Alojzy Mazewski, ani Edward Moskal, a zwłaszcza Frank Szpula nie potrafili odczytywać znaków czasu, nie przełamali barier, które oddzielały ich od realnych problemów, aspiracji i pragnień Polonii amerykańskiej i najnowszej emigracji. Ta ostatnia była i jest dla nich terrą incognitą. I tę ostatnią bezpowrotnie utracili, zarówno dla własnego związku, jak i dla Kongresu Polonii Amerykańskiej.

Socjologowie amerykańscy, którzy od lat prowadzą badania nad społeczeństwem wieloetnicznym stworzyli termin „mediatora etnicznego", to znaczy postaci, która propagowała kontakty wielokulturowe, w umiejętny sposób potrafiła ułatwić emigrantom dołączyć do społeczeństwa amerykańskiego jako pełnowartościowy element i jednocześnie zapewnić im identyfikację etniczną.

Jednakże ci sami badacze przejawiali tendencje dostrzegania źródła zmian etnicznych nie w kierownictwie poszczególnych emigracji, ale „w dole" czyli masach, zaprzeczali lub bagatelizowali rolę jednostek, identyfikując siły rozwojowe akurat w determinacji szarej masy emigrantów. To akurat ci ludzie, którzy rozpoczynali nowe życie w nowym kraju, dzięki swoim zdolnościom, patriotyzmowi, przyniesionym z dawnej ojczyzny ideom i pasjom, byli głównymi autorami osiągnięć etnicznych.

W przypadku Polonii amerykańskiej jakże często przywódcy, miast w umiejętny sposób ułatwić przystosowanie grup etnicznych do nowych warunków bytowania w Ameryce - proces ten utrudniali, zasklepiając się w sidłach organizacyjnych i i własnych interesów.

Dzisiaj widzimy tego skutki. Wielkie organizacje polonijne, w tym Kongres Polonii Amerykańskiej i Związek Narodowy Polski, tracą swoją tożsamość i... członków. Ich charakter narodowy zostaje zatracony, stają się li-tylko organizacjami amerykańskimi.

Dla nowych emigrantów są organizacjami archaicznymi i wręcz zmurszałymi, bez konkretnego programu ideowego, a co najgorsze - wynarodowionymi i tylko z założenia etnicznymi. Polonia nie potrafiła utrzymać stworzonych przez siebie instytucji, czego jaskrawym przykładem jest obecnie Instytut Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, który ma być przeniesiony do Polski, czy Zakłady Naukowe w Orchard Lake, pozbawione dzisiaj polskiego kierownictwa. Ważniejsze akcje na rzecz Polonii i Polski powstawały zazwyczaj oddolnie i wychodziły od ludzi często z Kongresem Polonii Amerykańskiej i Związkiem Narodowym Polskim nie związanych.

Przykładem może być fatalny brak rozeznania Alojzego Mazewskiego, który nie wyzyskał wielkiego potencjału najnowszej emigracji. Młodzi ludzie, próbujący akurat zorganizować się i działać w ramach Kongresu Polonii Amerykańskiej — zostali przez KPA odrzuceni.

Nowy Ruch Społeczno-Polityczny „Pomost" nigdy nie uzyskał uznania Kongresu, co więcej - miast poparcia był bezwzględnie przez zwolenników Mazewskiego zwalczany. A przecież głównym celem „Pomostu" była walka z komunizmem i próby obalenia uchwał jałtańskich. „Pomost" jest już dzisiaj piękną kartą historii Polonii amerykańskiej, zaś kierownictwo KPA zapisało na swoim koncie jedną z największych gaf i udowodniło, iż w wielu sprawach nie kierowano się dobrem Polonii, a także Polski i Stanów Zjednoczonych, a kultywowano jedynie własny egocentryzm, dbano o sprawy lukratywne i indywidualne kariery.

Żyjemy w chwili wielkich przemian. Minęła noc komunistycznej penetracji, która zawisła również nad Kongresem Polonii Amerykańskiej i Związkiem Narodowym Polskim. Nareszcie moglibyśmy sie dowiedzieć, kto współpracował z agencjami wywiadowczymi PRL, kto ułatwiał infiltrację i zastraszanie Polonii, kto w końcu miał wpływ na formowanie opinii prezesów.

Niestety, opinia kierownictwa KPA i KPA nawet w tym jakże wydawałoby się prostym przypadku jest chwiejna: Frank Szpula raz opowiada się za lustracją, innym razem jest jej przeciwny i to pomimo jaskrawego faktu, iż ogół Polonii amerykańskiej zdecydowanie się jej domaga. Frank Szpula natomiast daleki jest od życia Polonii, nie słyszy jej głosów, nie zna prac czołowych współczesnych historyków z kraju, zajmujących się badaniem naszych dziejów.  

Wspomnę tu tylko dwie ostatnie, monumentalne prace Sławomira Cenckiewicza, które bardziej przybliżają nam własną rzeczywistość i fakty z niedalekiej przeszłości niż wszelkie komunikaty organu ZNP, „Dziennika Związkowego".

A dzieje się to dlatego, że w środowisku Franka Szpuli panuje od dawna ugruntowane jedno władztwo i nie ma tam miejsca na wolną dyskusję i własne poglądy.

Oby nie być gołosłownym przypomnę, iż bezskutecznie dziennikarze polonijni zabiegali o rozmowę z prezesem KPA na temat lustracji, roli zmarłego niedawno w Chicago Wojciecha Wierzewskiego w Związku Narodowym Polskim i jego powiązań z reżimowymi służbami bezpieczeństwa, wreszcie w sprawie interwencji w Orchard Lake w chwili formowania się tam poważnego kryzysu.

Prezes Szpula milczał. Owszem, mógł tak postąpić, jeżeli chodzi o sprawy związkowe - nie wolno mu było milczeć, sprawując funkcję prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej.  

Wierzę, że ludzie nie mogą i nie powinni rezygnować z najdrobniejszej nawet okazji, aby zademonstrować swoje prawdziwe dążenia i poglądy. My, Polacy, wielokrotnie udowodniliśmy, że jesteśmy godni wolności i demokracji.

 Pochodzimy z narodu o daleko posuniętej wolności słowa i tolerancji religijnej, a nasze umiłowanie wolności były źródłem ciągłych zrywów narodowych. Ponieśliśmy na obczyznę wszystkie te ideały. Pragniemy służyć jednocześnie krajowi naszego osiedlenia i naszej starej ojczyźnie. Możemy to zrobić, będąc w lepszym położeniu niż inne grupy narodowościowe, bo interes polityczny Ameryki często pokrywa sie z interesem polskim.   Pamiętamy też, że o losach świata ciągle jeszcze może decydować Waszyngton.

Stąd musimy dążyć do budowania prestiżu Polonii, który umożliwi nam zwrócenie uwagi amerykańskich polityków na problemy naszej ojczyzny. Historia udowodniła już wielokrotnie, że nawet niewielka ale dobrze zorganizowana grupa etniczna może zadecydować o polityce USA.

Wiemy, jak wielkie wpływy posiada w USA Izrael, pamiętajmy też o roli amerykańskich Greków w konflikcie cypryjskim. To przecież pod naciskiem wyborców pochodzenia greckiego, Kongres USA wystąpił przeciwko Turcji.

Dzisiaj potrzebna jest interwencja Polonii amerykańskiej w sprawie mianowania nowego ambasadora USA w Warszawie, w sprawie polityki wizowej, w sprawie porozumienia USA z Rosją.  

Co w twej sprawie zrobił Kongres Polonii Amerykańskiej i jego kierownictwo?

 Nie marze nawet o tym aby nasza działalność w Stanach Zjednoczonych stała się jakimkolwiek wyznacznikiem życia politycznego czy kulturalnego w Polsce. Inaczej kształtują się tam realia dnia codziennego niż u nas, w Ameryce.

Wierzę natomiast głęboko w to, iż budując nasza pozycje materialną czy intelektualną, zdobywając wpływ na miejscowych polityków, obejmując kierownictwa katedr uniwersyteckich, promując nasza kulturę na obczyźnie mamy możność wpłynąć na decyzje rządu USA, podejmowane wobec naszego kraju.

Mam nadzieję, że mają wiarę podzielają członkowie Kongresu Polonii Amerykańskiej i jego przywódca, Frank Szpula.

Adam M. Bąk

 

 

 

 

 

 

 
  

 

Dzieje amerykańskiej Polonii
rozmowa z prof. Szymczakiem

Panie profesorze, jeszcze przed powstaniem Kongresu Polonii Amerykańskiej w Stanach Zjednoczonych istniały dziesiątki, jeśli nie setki, polskich organizacji. Jak doszło do powstania KPA?

Kongres Polonii Amerykańskiej został utworzony w okresie II wojny światowej w odpowiedzi na sytuację w e wschodniej Europie. Szczególnie chodziło o sytuacę w Polsce. Pojawiła się wtedy obawa, że Stany Zjednoczone nie będą wspierały polskiego rządu na wygnaniu, tak jakby tego chcieli Amerykanie polskiego pochodzenia. Dlatego zdecydowano się stworzyć organizację, która mogłaby wywierać naciski na rząd Franklina Delano Roosevelta (prezydent USA w latach 1933 -- 1945) . Twórcom Kongresu Polonii Amerykańskiej chodziło o taki rodzaj nacisków, który zapewniłby, że ani prezydent, ani Departament Stanu nie zapomną o prawach Polski. W tym okresie działało około 10 tysięcy polsko-amerykańskich organizacji różnego typu: kluby, stowarzyszenia itd. Polsko-amerykańska społeczność miała 9 dzienników i ponad sto innych regularnie ukazujących się publikacji.

Na czym polegały problemy polonii amerykańskiej?

Polsko-amerykańska społeczność w okresie II wojny światowej, przynajmniej do roku 1944, była podzielona i istniały co najmniej trzy oddzielne grupy. Pierwszy o środek polityczny w odpowiedzi na rozwój sytuacji w Europie powstał w roku 1942 z inicjatywy Amerykanów polskiego pochodzenia w Nowym Jorku. Tworzyły go osoby zbliżone do dziennika "Nowy Świat". Wydawcą "Nowego Świata" był Franciszek Węgrzynek. Głównym publicystą tego dziennika był Ignacy Matuszewski, były minister skarbu w rządzie marszałka Piłsudskiego. Węgrzynek, Matuszewski i inni na wschodnim wybrzeżu USA założyli Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia -- szerzej znany jako KNAPP. Była to niewielka organizacja skupiająca może 2500 członków, głównie na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, która jednak kontrolowała dwa podstawowe polskie dzienniki i stała się dla Amerykanów wyrzutem sumienia oraz cierniem w sumieniu Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych. KNAPP, organizacja utworzona w roku 1942, prawie natychmiast zaatakowała polski rząd na wygnaniu za to, że jego polityka wobec Związku Radzieckiego jest zbyt łagodna. Przedstawicielom organizacji nie podobał się układ podpisany przez generała Władysława Sikorskiego w lipcu 1941 r. ze Związkiem Radzieckim, ponieważ nie przewidywano w nim jednoznacznie, że wschodnie ziemie Polski zostaną jej zwrócone. KNAPP, na łamach dziennika "Nowy Świat" i działającego w Detroit "Dziennika Polskiego" wydawanego przez Franciszka Januszewskiego, krytykował resztę Polonii za to, że nie podziela jego stanowiska wobec polityki wschodniej rządu gen. Sikorskiego. Należy tutaj podkreślić, że Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia wspierał ideę polskiego rządu na wygnaniu. Uważał jednak, że jego polityka wobec Związku Radzieckiego jest zbyt kompromisowa. W Chicago działali bardziej umiarkowani Polacy. Ich działalność koncentrowała się wokół dwóch stowarzyszeń: Polskiego Związku Narodowego (Polish National Alliance) i Polskiego Związku Rzymskokatolickiego (Polish Roman Catholic Union) . Polacy z Chicago mieli duży u dział w stworzeniu o rganizacji pod nazwą Rada Polsko-Amerykańska (Polish A merican Council) . Rada Polsko-Amerykańska utworzona w roku 1941 była organizacją dobroczynną powołaną w celu pomocy polskim uchodźcom wojennym. Statut Rady Polsko-Amerykańskiej jako organizacji dobroczynnej działającej w Stanach Z jednoczonych jednoznacznie zabraniał prowadzenia tej organizacji działalności politycznej. Dlatego nowojorski KNAPP wielokrotnie krytykował Radę Polsko-Amerykańską, ponieważ była to o rganizacja charytatywna bez żadnego programu politycznego.

I stniała jeszcze trzecia organizacja. Jej działalność skupiała się w Detroit w stanie Michigan wokół dziennika "Głos Ludowy". Grupa ta współpracowała z amerykańskimi związkami zawodowymi, które były w tym okresie wyraźnie lewicowe. Np. "Głos Ludowy" był prawie kopią dziennika Komunistycznej Partii USA "Daily Worker". Nakład "Głosu Ludowego" był nieznaczny, mimo tego jednak Polacy z Detroit -- znani jako lewicowcy -- sprawili sporo kłopotów, zarówno polskiemu rządowi na wygnaniu, jak i Amerykanom polskiego pochodzenia. Spośród trzech przywódców najważniejszym był profesor Oskar Lange z Uniwersytetu Chicagowskiego (University of Chicago) , słynny ekonomista, znany o czywiście także w powojennej Polsce. Oskar Lange już pod koniec roku 1942 i na początku roku 1943 zajmował stanowisko przeciwne polskiemu rządowi na wygnaniu w Londynie. Drugim znanym lewakiem był Leo (Leon) Krzycki, przywódca grupy Amerykański Kongres Słowian (A merican Slavic Congress) . Organizacja ta chełpiła się, że jest rodzajem parasola organizacyjnego, reprezentacją milionów Amerykanów słowiańskiego pochodzenia. Jeszcze przed rokiem 1943 zajmowała ona coraz bardziej proradzieckie stanowisko i oczywiście jej przedstawiciele byli wielkimi zwolennikami prezydenta Franklina Delano Roosevelta, tak samo jak amerykańska Partia Komunistyczna w tym okresie. Był jeszcze jeden działacz lewicowy zbliżony do grupy w Detroit -- ksiądz Kościoła rzymskokatolickiego, ojciec Stanisław Orlemański. Ojciec Orlemański w roku 1943 założył Ligę Kościuszkowską (Kosciuszko League) w celu -- jak twierdził -- wspierania Dywizji im. Tadeusza Kościuszki dowodzonej przez generała Berlinga.

Wymieniam te postaci dlatego, że moim zdaniem to działalność tej niewielkiej organizacji paradoksalnie pomogła się zbliżyć różnym Polakom. Z wiązek prawicowego KNAPP z bardziej umiarkowanymi organizacjami polskimi w Chicago stał się możliwy bowiem obydwie organizacje sprzeciwiały się działalności grupy w Detroit.

Kim byli założyciele Kongresu Polonii Amerykańskiej, kim byli pierwsi przywódcy tej organizacji?

Po odkryciu Katynia przez Niemców polski rząd na wygnaniu zażądał, aby Międzynarodowy Czerwony Krzyż przeprowadził dochodzenie w sprawie tej zbrodni. Związek Radziecki wykorzystał to jako pretekst, by zerwać stosunki z polskim rządem na wygnaniu. Większość Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych, oczywiście nie licząc niewielkiej grupy "Głosu Ludowego", opowiadała się za rządem polskim na wygnaniu -- co do tego nie było żadnych wątpliwości. W sytuacji kiedy nie było polsko-radzieckich stosunków dyplomatycznych, z chwilą powstania w Moskwie Związku Patriotów Polskich rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę radziecka propaganda przeciwko polskiemu rządowi na wygnaniu. Dlatego w roku 1944 prezes Polskiego Związku Narodowego w Chicago Karol Rozmarek odegrał kluczową rolę w zbliżeniu Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia i dużych polskich stowarzyszeń działających w Chicago. Rozmarek rozumiał, że nie można zbudować takiej o rganizacji, która stanowiłaby rodzaj parasola organizacyjnego i broniła polskiego rządu na wygnaniu przed atakami "Głosu Ludowego", i oczywiście Moskwy, bez poparcia Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia. Karol Rozmarek miał duży udział w zbliżeniu prawicowego KNAPP z bardziej umiarkowanymi Polakami w Chicago w celu stworzenia Kongresu Polonii Amerykańskiej w maju 1944 roku w Buffalo w stanie Nowy Jork.

Większość Polaków w tym okresie była zwolennikami Partii Demokratycznej i polityki "Nowego Ładu" Franklina Delano Roosevelta. Jak administracja zareagowała na powstanie KPA, na coraz bardziej samodzielne stanowisko polskiej grupy w polityce zagranicznej?

Administracja w o kresie I I wojny światowej była zainteresowana działalnością wszystkich grup etnicznych. Dlatego stworzyła Oddział Obcych Narodowości Biura Służby Strategicznej (Office o f Strategic Services Foreign Nationalities Branch -- OSS FNB. OSS stała się zalążkiem późniejszej Centralnej Agencji Wywiadowczej -- przyp. T. Z. ), żeby obserwować wydarzenia w amerykańskim środowisku etnicznym. Z adaniem OSS FNB nie było szpiegowanie tych licznych grup etnicznych, ale analizowanie ich prasy i działalności w celu określenia stanowiska tych grup wobec wydarzeń w Europie i ich o jczyźnie.

Oczywiście Polacy stanowiący największą słowiańską mniejszość narodową w Stanach Zjednoczonych znaleźli się w centrum zainteresowania OSS FNB. Już w roku 1943, zaraz po odkryciu Katynia OSS FNB dostrzegła niebezpieczeństwa wynikające z takiego rozwoju sytuacji. "Zaistniała sytuacja -- donosił OSS FNB do centrali -- nie tylko w dziedzinie światowej polityki, ale także w amerykańskiej polityce wewnętrznej stwarza poważne niebezpieczeństwa dla porządku publicznego. Zagrożenia te wymagają ostrożnego przywództwa w wielu dziedzinach, ponieważ sprawa katyńska i odmiana losu Polaków w Londynie spowodowała odrodzenie się nacjonalistycznych uczuć wśród Amerykanów polskiego pochodzenia. Już teraz przyczyniło się to do rozbudzenia ducha nielicznych kongresmanów polskiego pochodzenia". OSS FNB groził znaczącymi działaniami Polonii na rzecz rządu londyńskiego. W roku 1944 ostrzeżenia OSS FNB stawały się coraz poważniejsze.

Działalność grup etnicznych była przedmiotem zainteresowania nie tylko władz amerykańskich. Czy zwracała także uwagę Kremla?

Dla Związku Radzieckiego walka z działalnością takich grup stała się jednym z podstawowych zadań propagandowych. Oczywiście, Moskwa u żywała amerykańskiej Partii Komunistycznej i jej codziennego pisma "Daily Worker" w Nowym Jorku.

W kampanii tej korzystano z takich organizacji jak Komitet Przyjaźni Amerykańsko-Radzieckiej (US-Soviet Friendship Committee) założony przez Amerykanów anglosaskiego pochodzenia, przez lewicujących A merykanów, którzy u ważali, że ciężar prowadzenia w ojny spoczywa na Związku Radzieckim, i chcieli pokazać swoje poparcie. W takiej działalności były używane także niektóre odłamy grup etnicznych, jak chociażby wspomniana grupa związana z "Głosem Ludowym" w Detroit.

Oświadczenia przedstawiane przez Langego, Krzyckiego i Orlemańskiego -- lewicowców z Detroit -- były prawie natychmiast przedrukowywane w dziennikach takich jak "Prawda" i "Izwiestia". Lange, Krzycki i Orlemański byli cytowani jako przedstawiciele polskiego środowiska w Stanach Z jednoczonych, co o czywiście zirytowało grupy umiarkowanych Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Oskar Lange i ojciec Orlemański w roku 1944 zostali zaproszeni do Związku Radzieckiego, aby w Moskwie dyskutować ze Stalinem stosunki radziecko-polskie. Stalin był zafascynowany Langem i Orlemańskim i kilka razy proponował, aby Orlemański, Lange i Krzycki weszli w skład polskiego rządu tymczasowego. Sugestie takie -- zdaniem ówczesnego ambasadora Stanów Zjednoczonych W. Averella Harrimana -- były nieprawdopodobne, ponieważ byli oni o bywatelami Stanów Z jednoczonych. W rezultacie prawie każda polska gazeta wydawana w Stanach Zjednoczonych traktowała Langego i Orlemańskiego, a także Krzyckiego jak zdrajców.

Do wizyty Orlemańskiego i Langego w Moskwie doszło krótko przed powstaniem Kongresu Polonii A merykańskiej. Zdjęcie z powitania polskiego księdza katolickiego ze Stanów Zjednoczonych przez Stalina obiegło czołówki wszystkich dzienników w Stanach Z jednoczonych, stając się kolejnym bodźcem dla twórców Kongresu Polonii Amerykańskiej do walki z tego rodzaju propagandą, z tego rodzaju wizerunkiem Amerykanów polskiego pochodzenia.

Jak pan ocenia osiągnięcia, wpływ KPA w tych pierwszych latach działalności?

Trzeba zrozumieć, że wpływ Polonii przed Powstaniem Warszawskim, w czasie jego trwania i po upadku był bardziej moralny niż polityczny. Polonia działała w celu poruszenia sumieniem A merykanów, ale przypominała administracji Roosevelta, aby pozostała wierna zasadom Karty Atlantyckiej, często wywołując zażenowanie przedstawicieli USA -- jednak nie mogła zmienić amerykańskiej polityki. Rozpacz Polonii po upadku Powstania Warszawskiego i troska o losy Polski po wojnie były szczere. Nie ma wątpliwości, że Polonia bardzo się starała, ale po prostu nie mogła zmienić amerykańskiej polityki z dwóch powodów: Roosevelt i jego administracja za każdą cenę chciała utrzymać Związek Radziecki w antyhitlerowskiej koalicji; Stany Zjednoczone wszelkimi sposobami starały się wciągnąć Związek Radziecki w wojnę z Japonią na Pacyfiku.

Z tego powodu administracja Roosevelta nie pozwoliła, aby jakikolwiek "polski problem" pokrzyżował rozwijające się -- zdaniem Roosevelta -- stosunki amerykańsko-radzieckie. Dlatego działalność KPA miała głównie moralne znaczenie, była dla administracji prezydenta Roosevelta przypomnieniem ideałów Karty A tlantyckiej i jej własnych zasad. Oczywiście, w krańcowych doświadczeniach w ojny zasady te często schodziły na dalszy plan.

Rozmawiał: Tadeusz Zachurski

Profesor Robert Szymczak -- wykładowca, historyk Uniwersytetu Stanu Pensylwania (The Pennsylvania State University) , badacz Polonii amerykańskiej.

Ostatnia aktualizacja: Stefan Buchholz, 08.07.2011