mixxt

Sign up here for free!

Welcome to mixxt!

Kalejdoskop porad

Kalejdoskop porad

Jak robić zakupy i nie dać się oszukać

Sezon świątecznych zakupów został oficjalnie zainaugurowany. Dziś „Black Friday” a niebawem „Cyber Monday” – dni w których jak zwykle Amerykanie tłumnie ruszają na zakupy: w piątek w centrach handlowych, a w poniedziałek w Internecie. To także wyjątkowo „pracowite” dni dla wszelkiego rodzaju oszustów, naciągaczy i kieszonkowców, którzy korzystając z nieuwagi, niewiedzy czy zwykłego roztargnienia kupujących, także zaliczają te dni do wyjątkowo udanych. Better Business Bureau – organizacja zajmująca się ochroną praw konsumenta, radzi jak uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek w gorączce świątecznych zakupów.

-Zanim wybierzemy się do centrów handlowych warto przygotować się do zakupów sprawdzając oferty handlowców w gazetach, ulotkach promocyjnych oraz w Internecie – mówi Steve Bernas, prezes BBB Chicago. Warto również upewnić się, że sklep, w którym zamierzamy zrobić zakupy cieszy się dobrą opinią innych klientów. Można zrobić to na stronie www.bbb.org, wpisując w wyszukiwarkę nazwę danej firmy. Dobrze jest również zabrać ze sobą do sklepu ulotki, na których znaleźliśmy atrakcyjne oferty. Będziemy mieć pewność, że za wybrany produkt nie zapłacimy więcej.

Steve Bernas podkreśla, że ważną rzeczą jest również zapoznanie się z zasadami zwrotu zakupionego towaru. W tej kwestii nie ma jednolitych przepisów i każdy sklep może ustalać je w dowolny sposób. Niektórzy handlowcy przyjmą na przykład wcześniej zakupiony towar, tylko pod warunkiem wymiany na inny.

Coraz większą popularnością cieszą się zakupy w Internecie. Zamiast biegać po zatłoczonych sklepach Amerykanie chętniej w zaciszu domu korzystają z wyprzedaży w sieci. Nie czyhają wtedy na nas co prawda kieszonkowcy, ale i ten sposób robienia zakupów ma swoje zagrożenia. BBB poleca korzystanie z kilku ważnych zasad, dzięki którym „Cyber Monday” nie przyprawi nas o niepotrzebny ból głowy.

1. Chroń swój komputer – zadbaj o dobry program antywirusowy i anty-spywire. Warto również zablokować reklamy typu pop-up.

2. Rób zakupy na zaufanych stronach – listę cieszących się dobrą opinią firm, prowadzących sprzedaż w sieci znaleźć można na stronie www.bbb.org.

3. Chroń swoje dane osobowe – koniecznie należy poznać wszelkie warunki dotyczące sprzedaży (czyli tekst zapisany małym drukiem). Sprawdź jakich informacji wymaga sprzedawca i w jaki sposób zostaną one wykorzystane. Jeżeli nie ma na ten temat jasnej informacji, uważaj bo twoje dane mogą zostać sprzedane innym firmom, bez twojej zgody.

4. Wystrzegaj się ofert w stylu: „zbyt piękne by mogło być prawdziwe” – jeżeli ktoś oferuje sprzedaż 52- calowego telewizora za 150 dol. to na pewno jest w tym jakiś haczyk. Kieruj się zdrowym rozsądkiem i intuicją. Tak podejrzana „super oferta” może kosztować się bardzo drogo.

5. Uważaj na tzw. phishing – to e-maile, które do złudzenia przypominają wiadomości wysłane przez twój bank czy sklep internetowy, w których informowani jesteśmy o problemie z kontem lub zamówieniem i proszeni o ponowne wpisanie prywatnych informacji, jak hasło czy numer konta. Żaden bank ani poważna firm nie rozsyła tego typu emaili. Jeżeli dostaniesz taką wiadomość skontaktuj się telefonicznie z daną instytucją i zweryfikuj, czy rzeczywiście pojawił się jakiś problem.

6. Rób zakupy na bezpiecznych stronach – zanim zdecydujesz się wpisać numer swojej karty na stronie internetowego sklepu, upewnij się że twoje dane są odpowiednia zabezpieczone. W pasku adresu powinno znajdować się słowo „secure” lub litera „s”, a w prawym dolnym rogu znaczek zabezpieczenia (zamek lub kłódka). Jeżeli strona nie jest zabezpieczona, nie udostępniaj na niej numeru swojej karty czy konta bankowego. Twoje dane mogą bowiem trafić w niepowołane ręce.

7. Płać kartą kredytową – daje ci to dodatkowe zabezpieczenie przed niesumiennym sprzedawcą. Jeżeli towar, który zakupiłeś nie dotrze do ciebie, możesz zgłosić to do firmy, która wystawiła kartę kredytową, zakwestionować transakcję i otrzymać zwrot pieniędzy. Większość kart kredytowych zwraca także koszty w przypadku nieautoryzowanego użycia naszej karty bądź jej kradzieży. Nie wysyłaj pieniędzy przelewem na konto sprzedawcy, gdyż ich odzyskanie będzie niemożliwe.

8. Zachowaj dokumentację transakcji – koniecznie wydrukuj potwierdzenie zakupu. Warto także zachować link do strony internetowego sklepu oraz ewentualną korespondencję e-mailową.

9. Często sprawdzaj wciągi z kart kredytowych – nie czekaj aż wydruk przyjdzie pocztą. BBB radzi sprawdzanie listy transakcji elektronicznie lub telefonicznie. Im częściej to robisz, tym szybciej wychwycisz ewentualne nieprawidłowości.

10. Znaj swoje prawa – federalne przepisy wymagają, aby zamówienia złożone pocztą, przez Internet lub telefon były dostarczone do odbiorcy w ustalonym przez obie strony terminie. Jeżeli termin nie został jasno określony, to jest to standardowo 30 dni. Jeżeli dany produkt nie dotrze na czas, jeżeli jest inny niż ten który zamówiliśmy lub jeżeli został w trakcie transportu uszkodzony, konsument ma prawo do zwrotu kosztów.

Po więcej przydatnych informacji jak bezpiecznie robić świąteczne zakupy odwiedź stronę:

www.chicago.bbb.org


 

Przekręty na Social Security

 ..55 milionów Amerykanów otrzymuje od rządu federalnego świadczenia z funduszu Social Security. Z reguły nie są to wielkie pieniądze, ale i tak stale wypłacane emerytury i renty stanowią łakomy kąsek dla złodziei różnego formatu..Często też oszuści podszywają się pod pracowników Social Security Administration, czy Medicare, aby wejść w posiadanie danych osobowych osób starszych. Przestępstwo kradzieży tożsamości może mieć dużo poważniejsze skutki od jednorazowej kradzieży.

Próby żerowania na ludziach, którzy weszli już w wiek poprodukcyjny stały się tak liczne, że wpływowe American Association of Retired Persons (Amerykańskie Stowarzyszenie Emerytów – AARP) zamieściło w swoim biuletynie ostrzeżenie przed najczęściej spotykanymi oszustwami związanymi ze świadczeniami Social Security. Oto czego według najbardziej wpływowej organizacji ludzi starszych w USA należy się wystrzegać:

Sposób 1: Uaktualniamy dane
Złodzieje tożsamości często udają pracowników Social Security Administration, którzy twierdzą, że muszą mieć “porządek w papierach”. Zwracają się więc do emerytów z prośbą o potwierdzenie danych osobowych – daty urodzenia, numeru Social Security, nazwiska panieńskiego matki i numeru konta. Wszystkie te informacje mogą posłużyć przy kradzieży tożsamości. Osoba, posiadająca dane osobowe, może podszyć się pod ofiarę, zaciągając w jej imieniu kredyty, albo wybierając pieniądze z jej konta. Złodzieje mogą się kontaktować różnymi metodami – osobiście, listownie, telefonicznie lub przez internet. W tym ostatnim przypadku przekręt na “uaktualnianie danych” jest jedną z form tzw. phishingu – praktyki, polegającej na wyciąganiu od klientów ważnych informacji osobistych za pośrednictwem poczty elektronicznej lub stron internetowych. Otrzymywane przez konsumentów emaile oraz witryny internetowe, na które są odsyłane ofiary złodziei tożsamości, wyglądają na pochodzące od znanych instytucji, w tym wypadku administracji Social Security. Phisherzy wchodzą w ten sposób w posiadanie ważnych informacji, pozwalających na kradzież tożsamości.

Warto więc pamiętać, że przedstawiciele Social Security Administration nie kontaktują się z emerytami za pośrednictwem poczty elektronicznej. Jeśli wystąpiliśmy o świadczenia SS możemy otrzymać telefon lub list od tej instytucji. Jeśli nabierzemy jakichkolwiek podejrzeń należy się rozłączyć i zadzwonić pod numer (1-800) 772-1213 (TTY: (1-800) 325-0778) albo osobiście wybrać się do najbliższego biura SSA, aby potwierdzić, czy rzeczywiście ta instytucja chciała się z nami skontaktować.

Sposób 2. Dostałeś podwyżkę świadczeń
Emerytury Social Security są niewielkie i nadzieja na podwyżkę świadczeń może być bardzo kusząca. Bądźcie jednak ostrożni wobec każdego, kto zapewnia was, że za opłatą załatwi wam wyższą emeryturę – ostrzega AARP. Social Security Administration nie pobiera żadnych opłat za wypełnienie wniosku. Oczywiście, można się odwoływać od decyzji SSA o wysokości przyznanej emerytury, jest to jednak długa i skomplikowana procedura. Można w tym przypadku skorzystać z pomocy osób trzecich, ale Social Security i w tym wypadku reguluje wysokość opłat, i za pobranie wyższych sum można spotkać się z prokuratorem. Należy się więc wystrzegać osób “z ulicy”, którzy oferują swoim ofiarom szybkie załatwienie sprawy i podwyżkę emerytury.

Sposób 3. Zwrot z podatków Social Security
Przestępstwo polega na ogłoszeniu możliwości otrzymania zwrotu części podatków wpłaconych na fundusz emerytalny Social Security. Na czym zarabiają oszuści? Na opłacie manipulacyjnej w wysokości 100 dolarów i procentu od odzyskanej kwoty, jako wynagrodzenia za wypełnienie wniosku. Oczywiście cała ta operacja jest bezprawna. Ostatnia wersja tego przekrętu polega na wmawianiu ofiarom, że kwalifikują się do jednorazowego zwrotu pieniędzy w wysokości 3000 dolarów. Ma to być rekompensata za to, że przez ostatnie dwa lata Social Security nie podwyższało wskaźników wzrostu poziomu życia (COLA), służących za podstawę do indeksacji emerytur (mają one wzrosnąć dopiero w kolejnym roku). W rzeczywistości ten przekręt jest kolejną formą kradzieży tożsamości. Emeryt musi zapłacić za nowe rozliczenie podatkowe, zwrotu podatków nie otrzymuje, a złodziei wchodzi w posiadanie jego danych osobowych.

Sposób 4. Lekarstwa przez Medicare
Ubezpieczenie medyczne Medicare jest obok emerytury Social Security jednym z niewielu świadczeń gwarantowanych osobom starszym przez państwo. W zaawansowanym wieku liczy się zdrowie i każdy grosz. Nic więc dziwnego, że telefon od osoby, oferującej zwrot większej sumy pieniędzy za lekarstwa przez Medicare może wzbudzić fałszywe nadzieje. Złodziej tożsamości wchodzi dzięki temu w posiadanie nie tylko numeru Social Security swojej ofiary, ale także jej konta bankowego. Skutek może być opłakany, bo emeryt może stracić swoje życiowe oszczędności.

AARP oraz obrońcy praw konsumenckich powtarzają do znużenia, że nie należy beztrosko dzielić się z nikim danymi osobowymi, jeśli inicjatywa należała do drugiej strony. Dotyczy to także kontaktów z Social Security Administration i Medicare. I należy sceptycznie odnosić się do wszystkich ofert, które wydają się być zbyt piękne, aby były prawdziwe. There is no such thing as free lunch – zwykli mawiać Amerykanie.

Opr. DET (Nowy Dziennik)


 

Polski emeryt z Ameryki pokaże ZUS pay stub

 

Od 1 października ZUS nie zawiesi wypłaty polskiej emerytury emerytowi pracującemu w USA, jeśli ten udokumentuje rozwiązanie umowy ostatnim paskiem zarobków.

Informuje o tym ZUS w swoim dzisiejszym komunikacie. Obowiązek rozwiązania umowy o pracę zawartej przed przyznaniem emerytury, w celu kontynuowania pobierania tego świadczenia wynika z art. 103a ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Dotyczy to także osób pracujących za granicą, w tym także tych pracujących w Stanach Zjednoczonych. Dzieje się tak na mocy umowy z 2 kwietnia 2008 r. zawartej przez Polskę i USA dotyczącej ubezpieczeń społecznych. Przepisy tej regulacji mają również zastosowanie do obywateli polskich przebywających w Stanach Zjednoczonych Ameryki, a pobierających emeryturę z polskiego systemu zabezpieczenia społecznego.

Zgodnie z umową wszelkie zdarzenia mające wpływ na prawo, zmniejszenie, zawieszenie lub wysokość świadczeń, które mają miejsce na terytorium jednej strony muszą być uwzględniane przez drugą. Oznacza to, że osoby, które nawiązały stosunek pracy w USA przed dniem nabycia prawa do emerytury i nadal go kontynuują, w celu dalszego pobierania świadczenia powinny rozwiązać umowę o pracę i przesłać do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zaświadczenie potwierdzające ten fakt.

Sam obowiązek pisemnego potwierdzenia w ZUS rozwiązania stosunku pracy wynika z ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych. Dokumentem potwierdzającym rozwiązanie umowy o pracę może być zarówno świadectwo pracy, jak i zaświadczenie wystawione przez pracodawcę, w tym pracodawcę w USA.

Jak podaje ZUS, z informacji przekazanych stronie polskiej przez amerykańską instytucję zabezpieczenia społecznego Social Security Administration wynika, że mimo iż pracodawcy w USA nie mają obowiązku wydawania zaświadczeń o rozwiązaniu stosunku pracy, to w większości przypadków czynią to na indywidualną prośbę pracownika. Gdyby jednak doszło do sytuacji, w której pracodawca nie wystawi niezbędnego zaświadczenia emeryt, który rozwiązał umowę o pracę w USA może przedłożyć w ZUS ostatni “pay stub” czyli pasek z wyszczególnieniem zarobków, z którego wynika fakt zakończenia zatrudnienia.

Natomiast w wyjątkowych przypadkach i w oparciu o polsko-amerykańską umowę ZUS sam wystąpi do Social Security Administration z wnioskiem o przekazanie informacji niezbędnych w konkretnej sprawie.

Sylwia Gortyńska

rp.pl - Meritum http://www.meritum.us/


 

 

Trujące grzyby w New Jersey

2011-08-24

Kilka osób trafiło w ostatnich dniach do szpitali w New Jersey na skutek zatrucia grzybami. Polscy grzybiarze przypominają: "Nigdy nie należy zbierać grzybów, których się nie zna".

Foto: Nowy Dziennik/Bart Sadowski
Nie ma prostej metody na odróżnienie grzybów jadalnych od trujących

Na skutek zatruć do szpitali na terenie powiatu Hudson trafiły 2 osoby, kolejna rozchorowała się w powiecie Monmouth i jedna z powiecie Ocean. Wszystkie zatruły się jedząc grzyby, które wyglądały na jadalne, a tymczasem okazały się trujące. Eksperci twierdzą, że ostatnie silne opady deszczu przyczyniły się do gwałtownego wysypu różnego rodzaju gatunków grzybów na terenie lasów New Jersey, co kusi wielbicieli ich zbierania.

Steven Marcus z agencji ds. zatruć twierdzi, że w ciągu ostatniej doby jego biuro odebrało kilkanaście telefonów w sprawie trujących grzybów. "Jedna z osób, które trafiły do szpitala, przestraszyła nas nie na żarty, gdyż z opisu zjedzonego grzyba, jaki nam dała, wynikało, że mógł to był gatunek śmiertelnie trujący. Potem jednak się okazało, że wszystko jest w porządku" – dodaje.

Podkreśla on także, że nie ma prostej metody na odróżnienie grzybów jadalnych od trujących, stąd jego zdaniem lepiej ich w ogóle nie zbierać. Symptomy zatrucia grzybami to między innymi silne wymioty i rozwolnienie.
Grzybobranie jest bardzo popularne w Polsce i wielu rodaków lubi w ten sposób spędzać czas także w USA, tym bardziej, że część gatunków jest taka sama.

Pan Stanisław z Queensu jeździł na grzyby w Polsce od dzieciństwa, bo "rodzice byli zagorzałymi grzybiarzami". Tu najczęściej jeździ w różne miejsca na Long Island, gdzie zbiera podgrzybki, prawdziwki i czerwone kozaki. Ale przyznaje, że trzeba być ostrożnym. "Na przykład rosną tutaj grzyby bardzo podobne do kurek, które w rzeczywistości są niejadalne. Jeśli tylko mam jakiekolwiek wątpliwości, to po prostu nie biorę tego grzyba".

Z kolei pan Kazimierz z Maspeth, który ma także dom w okolicach Lake George, chodzi na grzyby właściwie co weekend. "Nawet je później marynuję" – mówi. Ostrzega przed pewnym gatunkiem muchomora, który jest podobny do kani, i przed szatanami, które są bardzo podobne do borowików.

"Jak grzyb jest gorzki, to znaczy, że jest niejadalny. Nigdy nie należy zbierać grzybów, których się nie zna" – podkreśla pan Kazimierz, który lubi również jeździć na grzyby w góry Adirondack.

Jego zdaniem na grzyby oprócz Polaków, chętnie chodzą też inni imigranci, zwłaszcza z Rosji, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii, ale też z Hiszpanii, Włoch i Portugalii. Amerykanie chodzą na grzyby rzadziej, bo "nie lubią oni schodzić z wyznaczonych ścieżek".

EK - Nowy Dziennik

W dziale "pliki" do pobrania "Atlas najczęściej spotykanych grzybów"


 

 "Barszcz kaukaski" - to niebezpieczna trucizna!

 

Fotouczulające rośliny obcego pochodzenia i ich biologiczne właściwości
- na przykładzie kaukaskich barszczy Sosnowskiego i Mantegazziego (Heracleum sosnovski i Heracleum mantegazzianum)

Dogłębna znajomość biologii gatunku jest nieodzowna z wielu względów podczas doboru określonej rośliny do uprawy, a także w przypadku zamiaru poszerzenia asortymentu upraw gatunków leczniczych jak i innych użytkowych lub ozdobnych. Dotyczy to głównie gatunków obcego pochodzenia. Rośliny przeniesione z naturalnych siedlisk mogą wykazywać wyraźnie odmienne właściwości. Niekiedy również oddziałują niekorzystnie na florę rodzimą, a w pewnych przypadkach mogą nawet zagrażać zdrowiu człowieka oraz zwierząt stałocieplnych (ssaków: bydła domowego, kóz, owiec i innych).

Niebezpieczny barszcz
Takie niekorzystne właściwości posiadają między innymi dwa gatunki azjatyckie: barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnovski MANDEN) i barszcz Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum SOMMIER & LEVIER), które introdukowano do celów paszowych i ozdobnych pod koniec lat 60. ubiegłego wieku w Polsce. Antropofity te są kenofitami, które rozprzestrzeniają się spontanicznie w różnych ekosystemach otwartych, głównie jako hemiagriofity i obecnie mają w naszym kraju coraz liczniejsze stanowiska. Oba gatunki należą do rodziny selerowatych (Apiaceae), nazywanych dawniej baldaszkowymi (Umbelliferea). Zaliczane są do roślin zawierających substancje toksyczne dla ludzi i zwierząt.

Truje i leczy…
Zawierają też substancje aromatyczne (głównie kumaryny) i są surowcami wykorzystywanymi w medycynie ludowej ludów kaukaskich Azji Centralnej i Wschodniej (H. mantegazzianum) oraz Azji Południowo-Zachodniej (H. sosnowski). Surowcem leczniczym może być ziele (Herba), korzeń (Radix) i olejek eteryczny (Oleum aetherum) -- patrz Jędrzejko 2001.

Nieudane uprawy
W roku 1958, w Ogrodzie Roślin Leczniczych Akademii Medycznej we Wrocławiu, rozpoczęto próby upraw barszczu Sosnowskiego. Jest to roślina bogata w składniki pokarmowe, zwłaszcza w tłuszcze i węglowodany. Ze względu na szybki przyrost jej fitomasy mogłaby stanowić - jak się wówczas wydawało - atrakcyjny surowiec na kiszonki paszowe. W roku 1970 rozpoczęto również badania nad tym gatunkiem w Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Krakowie. Wstępne, pozytywne wyniki oraz lobbing ówczesnych politycznych decydentów, pozwoliły w niedługim czasie wprowadzić ten gatunek barszczu do upraw. Niestety, bardzo szybko zorientowano się, że uprawa tej rośliny dostarcza wiele kłopotów, związanych z jej silnymi właściwościami fotouczuleniowymi. Notowano też coraz częstsze przypadki chemicznych oparzeń, spowodowanych bezpośrednim kontaktem z jej liśćmi, zwłaszcza podczas słonecznej pogody. Do takich oparzeń dochodziło też w pobliżu rośliny, nawet bez jej dotykania - gdy w jej bliskim otoczeniu panował stan silnej koncentracji (stężenia) kumarynowych substancji lotnych w powietrzu, które łatwo przenikają przez naskórek do skóry. Był jeszcze jeden problem: barszcz Sosnowskiego w krótkim czasie dorastał do tak znacznych rozmiarów, że regularny zbiór tej rośliny stał się istotnym problemem technicznym.

Najwyższe okazy barszczu Sosnowskiego w Grodźcu Śląskim koło Skoczowa, rosnące w bardzo licznej populacji w pobliżu zamku, mają po 5 m wysokości. Na fotografii wśród roślin inż. ochrony środowiska Edward Walusiak-współautor artykułu.
a

Co z tym zrobić..?
Stosunkowo szybko zaczęto się wycofywać z tych upraw, jednak w krótkim czasie doszło do rozprzestrzenienia się rośliny na wielu stanowiskach poza obszarami plantacji. Pomimo wielu wysiłków i stosowania różnych metod, mających na celu zahamowanie procesu kolonizacji przez kłopotliwą roślinę wielu siedlisk (w sposób naturalny i półnaturalny), nadal bardzo trudno jest uzyskać pozytywny rezultat tych działań!

Naturalny na Kaukazie
Barszcz Sosnowskiego jest rośliną zielną, jego siedliska naturalne znajdują się w górach Kaukazu, gdzie dorasta do wysokości około 2 m, a na terenach nizinnych do 3 m. Jest byliną o grubej, głęboko bruzdowanej łodydze, o średnicy sięgającej u podstawy rośliny do 12 cm. Łodyga ma 3-6 międzywęźli, rozgałęzia się na szczycie, wewnątrz jest pusta. Ma silny korzeń palowy. Pojedyncze korzenie mogą sięgać do głębokości ok. 2 m. Długość liścia dochodzi nawet do 2 m. Kwiatostan tworzą olbrzymie baldachy, złożone z kilkudziesięciu baldaszków. Owocem jest rozłupka, rozpadająca się po dojrzeniu na dwie płaskie niełupki koloru oliwkowego.

Kumaryny
Do bardzo niekorzystnych właściwości tej rośliny należy obecność w jej soku substancji zwanych kumarynami (furanokumarynami lub furokumarynami). Są to związki chemiczne o silnym działaniu fotouczuleniowym. Przy słonecznej pogodzie, po zetknięciu z nimi i naświetleniu tych miejsc, powodują przykre i bolesne oparzenia. Kumaryny obecne są zarówno w barszczu Sosnowskiego, jak i w barszczu Mantegazziego.
Kumaryny są rozpowszechnione w świecie roślin, zwłaszcza w rodzinie selerowatych - na przykład w gatunkach z rodzaju aminek (Ammi), seler (Apium), dzięgiel (arcydzięgiel), litwor (Angelica archangelica subsp. Archangelica), barszcz (Heracleum) i inne - oraz bobowatych (Fabaceae - dawniej zwanych motylkowymi Papilionaceae) - na przykład u aspalata (Psoralea macrostachya). Wiele z nich to cenne substancje lecznicze i aromatyczne. Są to pochodne alfa-pironu, a także fenylopropanu - ze względu na ich biogenetyczne pochodzenie. Jako związki o strukturze laktonowej, kumaryny mają charakter substancji biologicznie czynnych. Ich właściwości są bardzo zróżnicowane, w zależności od rodzaju związku. Na przykład niektóre z nich, jak furanokumaryny, mają silne działanie fotouczulające, a inne wręcz przeciwnie - jak na przykład eskulina (hydroksy- i metoksykumaryny) - absorbują promienie nadfioletowe w pewnych zakresach długości fal i mają zastosowanie jako środki światłochronne.
Podstawową kumaryną, silnie uczulającą na światło i dość toksyczną, jest psoralen.
Kumaryny działają uspokajająco na ośrodkowy układ nerwowy, a niektóre związki (np. piranokumaryny kminku egipskiego Ammi visnaga) także spazmolitycznie (przeciwskurczowo) i hipotensyjnie (obniżają ciśnienie krwi, rozszerzają naczynia wieńcowe). Aktywność tego typu występuje w okresie kwitnienia i owocowania barszczu, co jeszcze wzmaga się przy upalnej pogodzie. Wówczas może dojść jednak do okaleczenia skóry - nawet w sytuacji, gdy nie nastąpił bezpośredni kontakt człowieka lub zwierzęcia z rośliną. Niebezpieczne jest to, iż bolesny efekt oparzenia jest odczuwalny dopiero po około 8 godzinach od kontaktu i dlatego nie jest kojarzony z rzeczywistą jego przyczyną. Dodatkowym zagrożeniem ze strony tej rośliny jest ograniczanie siedlisk rodzimych gatunków, gdyż barszcz tworzy liczne populacje, ograniczając w ten sposób przestrzeń życiową gatunkom, którym biologia nie pozwala na konkurencję z tak okazałą rośliną, dorastającą w naszych warunkach nawet do wysokości 5 m! (na przykład w rozległym płacie, leżącym w pobliżu zamku w Grodźcu Śląskim, gdzie tworzy okazałą i liczną populację (około 2000 egzemplarzy). W Polsce występuje jeszcze jeden azjatycki przybysz, który jest blisko spokrewniony z barszczem Sosnowskiego. Jest nim, pochodzący także z Kaukazu

Barszczbarszcz Mantegazziego
Oba gatunki są często mylone, choć barszcz Mantegazziego - mimo że ma podobne właściwości i budowę - dzięki głębiej pociętym, rozłożystym liściom, odznacza się bardziej ozdobnym wyglądem. Do Polski został sprowadzony właśnie w celach ozdobnych i spontanicznie rozprzestrzenił się z takich kolekcji na siedliska półnaturalne i naturalne, zwłaszcza w lasach łęgowych, wzdłuż potoków i rzek (np. na Pogórzu Cieszyńskim i w Beskidzie Śląskim). Ponadto w Polsce występują dwa

rodzime gatunki barszczu
Jest to barszcz syberyjski (H. sibiricum L.), który występuje głównie w północnej Polsce, oraz barszcz zwyczajny (H. sphondylium L.), mający swoje siedliska na obszarze całego kraju. Oba gatunki nie osiągają tak imponujących rozmiarów jak ich kaukascy krewni, bowiem ich wysokość wynosi jedynie od 50 do 120 cm. Nie są też specjalnie atrakcyjne. Ważne, że nie mają toksycznych właściwości fotouczuleniowych. Dogłębne poznanie biologii gatunku, zwłaszcza obcego pochodzenia, przed wprowadzeniem go do upraw, pozwala uniknąć komplikacji związanych z niekontrolowaną ekspansją plantowanej rośliny. Może to prowadzić do istotnych zaburzeń synekologicznych, zachodzących lokalnie w rodzimej szacie roślinnej, związanych głównie z siłą konkurencyjną i znaczną inwazyjnością danego gatunku oraz wyjątkową łatwością jego emigracji poza obszary uprawy.

Prof. dr hab. Krzysztof Jędrzejko
Mgr inż. ochr. środ. Edward Walusiak

 

 


Uwaga na kąpieliska. Groźny pasożyt zabił trzy osoby

Trzy osoby zmarły w wyniku rzadkiej choroby pasożytniczej, negleriozy. Wywołuje ją ameba żyjąca w naturalnych zbiornikach wodnych. Pasożyt atakuje mózg, „pożerając” jego tkankę. W ten sposób zmarło dwoje dzieci i młody mężczyzna. Lekarze przestrzegają przed kąpielami w jeziorach i rzekach.

fot. Christian Strickland i Courtney Nash zmarli w wyniku infekcji groźnym pasożytem

9-letni Christian Strickland z hrabstwa Henrico w Wirginii, rozchorował się po pobycie na obozie wędkarskim. U 16-letniej Courtney Nash, doleglowści pojawily się wkrótce po tym, jak nurkowała w St. Jonhs River na Florydzie. W obu przypdakch dzieci skarżyły się na bóle głowy, nudności i miały problemy z kojarzeniem. 9-latek i 16-latka zmarli w tydzień po infekcji. Kilka dni temu pojaiwły się informacje o kolejnym zgonie – 20-latka z Luizjany, który wcześniej przeprowadził zabieg płukania nosa, skarżąc się na infekcję zatok. Mężczyzna – jak wykazały testy – użył skażonej pierwotniakiem wody. Mężczyzna zmarł w czerwcu.

Testy laboratoryjne potwierdziły, że we wszytskich przypadkach za zgony odpowiedzialana jest ameba z gatunku Naegleria fowleri. Jest ona potocznie nazwana “amebą pożerająca mózg” (brain eating ameba) i wywołuje chorobę znaną jako neglerioza.  Pierwotniak dostaje się do organizmu człowieka przez nozdrza, a następnie wnika do mózgu. W ciągu tygodnia od infekcji pojawiają się pierwsze objawy – ból głowy, zaburzenia widzenia, nudności, a nawet halucynacje. Ostre zapalenie mózgu i opon mózgowo-rdzeniowych kończy się zazwyczaj śmiercią w następnych ciągu 72 godzin.

Choroba wywoływana przez pasożyta jest niezwykle rzadka. Od lat 60-tych w Stanach Zjednoczonych zanotowano zaledwie 117 przypadków śmiertelnych. Dwie trzecie z nich miało miejsce w ostatnim dziesięcioleciu. Aż trzy zgony w ciągu kilku tygodni wywołały zaniepokojenie specjalistów. Dla porównania, w Polsce nigdy nie zanotowano ani jednego przypadku negleriozy.

Krajowe Centrum Prewencji Chorób radzi, aby stosować się do kilku ważnych wskazówek, które mogą mieć krytyczne znaczenie. Należy unikać kąpieli w płytkich zbiornikach wodnych, gdzie woda jest ciepła. Pływając w rzekach, warto korzystać ze specjalnych zatyczek do nosa, które unimożliwią dostanie się wody do nozdrzy. W miarę możliwości nie należy mącić rzecznych osadów, w których potencjalnie mogą występować pasożyty.

Specjalisci podkreślają, że ameba nie występuje w chlorowanej wodzie, stąd kąpiele w basenach są na ogół bezpieczne.

mp - InformacjeUSA

 

Jak zaoszczędzić na ubezpieczeniach

Wykupywanie niektórych polis to po prostu zwykła strata pieniędzy

Super Express 7 lipca 2011r (New York)


 

 

Nauka w USA

Copyright:
    ANNA FRONTCZAK
    NOBEL INTERNATIONAL INC. CHICAGO

Często zastanawiamy się nad tym, co właściwie chcemy robić w swoim życiu? Wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych czy innych krajów europejskich, gdzie chcemy w znacznym stopniu podnieść swoje kwalifikacje, rzeczywistość stawia przed nami często trudne wybory. Wynika to z barier językowych, kulturowych, religijnych ale przede wszystkim ogromnej odwagi z naszej strony. Jeśli chcemy poszerzać swoje horyzonty, uzyskać wykształcenie, satysfakcjonującą pracę musimy nauczyć się przezwyciężać te trudności. Nie bójmy się nowych wyzwań i doświadczeń bo to właśnie one budują nasz charakter, wzmacniają hart ducha i pozwalają przetrwać nawet ekstremalne chwile, gdy jesteśmy w tym wielkim świecie zagubieni.
Wiele młodych osób często wybiera naukę w krajach europejskich. Okazuje się jednak, że poziom nauczania nie jest na tak wysokim poziomie jak sobie to wyobrażali a opłaty często przekraczają ich możliwości. Według najnowszych sondaży najbardziej prestiżowe szkoły są jednak w Stanach Zjednoczonych
KTO MOŻE ROZPOCZĄĆ NAUKĘ NA AMERYKAŃSKIEJ UCZELNI?

Naukę w Stanach Zjednoczonych może podjąć praktycznie każdy. Ale trzeba tu rozróżnić trzy grupy osób. Pierwsza grupa to osoby z zalegalizowanym pobytem tzn. posiadające zieloną kartę lub obywatelstwo. Drugą grupę stanowią osoby posiadające wizę studencką o którą ubiegają się w Ambasadzie lub Konsulacie amerykańskim na terenie Polski. Rząd amerykański w chwili obecnej patrzy bardzo przychylnie na potencjalnych studentów, dlatego uzyskanie jej nie sprawia prawie żadnych kłopotów. Nie trzeba być nawet studentem aby się o nią starać. Minimalny wiek osoby to 10 lat. Inną możliwością studiowania i przebywania legalnie na terenie Stanów Zjednoczonych jest wiza turystyczna, bądź J-1 czyli pracownicza. Te ostatnie wizy możemy zamienić w trakcie pobytu w Stanach na wizę studencką, po której przyznaniu, podejmujemy naukę.
Ostatnia grupa osób to osoby nie posiadające zalegalizowanego pobytu w USA. Tu jest pewien problem, ale wiele Uniwersytetów czy Community Colleges przyjmują studentów bez wymaganego statusu, czy Social Security Number( SSN), dysponując nawet finansową pomocą dla swoich uczniów.

SYSTEM EDUKACJI W STANACH ZJEDNOCZONYCH. 

Struktura systemu edukacji w Stanach Zjednoczonych znacznie różnie się od tego, który obowiązuje w Polsce. Naukę tutaj rozpoczynamy w wieku 6 lat, uczęszczając do Primary School – dzieci uczą się tutaj przez kolejne sześć lat. Następny etap to Middle School, gdzie nauka trwa około dwóch lat. Kolejne cztery lata to High School  czyli polskie Liceum Ogólnokształcące. Odpowiednikiem polskiej matury jest tutaj zdanie egzaminu SAT, bądź ACT. Są to testy sprawdzające umiejętność logicznego rozumowania, matematyki i języka angielskiego. Po ukończeniu High School swoją edukację możemy kontynuować w Community College lub na Uniwersytecie. Możemy studiować zarówno na uczelniach prywatnych jak i państwowych. Ogromnym powodzeniem cieszą się rankingi szkół, które konkurują ze sobą w ofercie najciekawszej programowo uczelni, warunkach finansowych, kosztów związanych z nauką itd… Ważny jest tu również prestiż, tradycja i wielokulturowość danej uczelni,  gdyż Ameryka to zlepek różnych nacji, kultur, religii i orientacji.

UZNAWANIE POLSKICH STUDIÓW W STANACH ZJEDNOCZONYCH

Wiele osób nie wie o możliwości uznania studiów z Polski. Niepotrzebnie rozpoczynają edukację od początku, tracąc przy tym czas, pieniądze, nie wiedząc o możliwościach jakie na nich czekają. Bez względu na to, czy posiadamy przerwane lub ukończone studia w Polsce typu pomaturalne, licencjackie czy magisterskie a chcemy swą naukę kontynuować w Stanach Zjednoczonych mamy możliwość uznania wszystkich przedmiotów oraz dyplomu na uczelniach amerykańskich. Nieważne, czy były to studia dzienne, wieczorowe, zaoczne, państwowe czy prywatne. Jeśli zdecydujemy się na kontynuację studiów na jednej z amerykańskich uczelni, zaliczenie przedmiotów Polski pozwoli nam na ukończenie nauki w krótszym czasie i za zdecydowanie niższą opłatą. W pierwszej kolejności należy przeprowadzić EWALUACJĘ  zaliczonych przedmiotów a cały proces uznania studiów nazywa się NOSTRYFIKACJĄ DYPLOMU.

JAK PRZEBIEGAJĄ STUDIA W STANACH ZJEDNOCZONYCH?

Uczęszczając na studia, oprócz zaliczenia przedmiotów i uzyskania ocen ważne są godziny kredytowe obowiązujące na amerykańskich uczelniach. Godzina kredytowa to ilość punktów, jakie otrzymujemy za zaliczenie danego przedmiotu. Aby ukończyć Community College powinniśmy uzyskać około 60 godzin kredytowych. W przypadku studiów Undergraduate (otrzymujemy tytuł Bachelor) stanowi to 120 godzin kredytowych. 60 godzin kredytowych możemy zaliczyć w College i następnie je przetransferować na Uniwersytet w wymiarze również 60 godzin. Jeśli chcemy uzyskać tytuł Master powinniśmy zdobyć kolejne 30 punkty kredytowe.
Atutem szkolnictwa wyższego jest tutaj możliwość wyboru rozkładu zajęć. Na zajęcia możemy uczęszczać zarówno rano, jak i popołudniu, czy wieczorem. Nauka może również odbywać się w weekendy, co wtedy nie koliduje z naszą pracą. Od nas także zależy jak często chodzimy na zajęcia i w jakiej kolejności wybieramy interesujące nas przedmioty. Edukacja w USA  również umożliwia podjęcie nauki w różnym przedziale wiekowym, nie ma tutaj żadnych ograniczeń.

TYTUŁY ORAZ DYPLOMY. 

Po ukończeniu Community College otrzymujemy tytuł Associate. Szkołę tę możemy porównać do dwuletniej szkoły pomaturalnej w Polsce. Jednakże przewagą jej jest możliwość przeniesienia zaliczonych przedmiotów na Uniwersytet, o ile oczywiście chcemy kontynuować naszą edukację. Wiele osób po ukończeniu High School decyduje się właśnie na tę szkołę z uwagi na niższe opłaty. Uczniowie pragnący jednak kroczyć „ścieżką akademicką” decydują się na czteroletnią naukę na Uniwersytecie (Undergraduate) i tak jak wspomniałam otrzymują tytuł Bachelor. Zdecydowana większość osób już wtedy rozpoczyna swoją karierę zawodową. Jednak po jakimś czasie, kiedy ich ambicje nie zostają zaspokojone decydują się na 2 letnie studia Graduate, po ukończeniu których otrzymują tytuł Master. Nobilitują one również do uzyskania wykształcenia zawodowego np. prawnik, lekarz, stomatolog, weterynarz, farmaceuta, biznesman (MBA). Jednak studia te możemy dopiero rozpocząć na poziomie Graduate. Tu podam kilka przykładów: lekarzem można zostać dopiero po 4 latach Undergraduate plus 4 lata Graduate oraz 3 – letni staż w szpitalu, jeśli chcemy kontynuować karierę naukową po ukończeniu Master udajemy się na Studia Doktoranckie czyli Phd. Trwają one od 3-ch do 5-ciu lat, oczywiście od wybranego przez nas kierunku. Doktoranci często otrzymują pomoc finansową od swojej uczelni, pracują też jako asystenci na interesujących ich wydziałach.

STYPENDIA I POMOC FINANSOWA.

Ponieważ studia w USA są płatne, istnieje wiele różnych form otrzymania stypendium lub innej pomocy finansowej na pokrycie kosztów związanych z naszą edukację. Pomoc tę można uzyskać z wielu źródeł: rządu, szkół, różnego rodzaju fundacji a nawet osób prywatnych. Niestety w większości przypadków, aby otrzymać stypendium np. rządowe musimy posiadać zieloną kartę lub obywatelstwo. Inną formą opłacenia naszej nauki może być nisko oprocentowana pożyczka, którą spłacamy dopiero po ukończeniu studiów.
Osoby przebywające na wizie studenckiej nie mogą się ubiegać o dotacje rządowe, jednakże w wielu szkołach na podstawie ewaluacji przedmiotów i uzyskania wysokiej średniej ze studiów z Polski, bądź podczas studiowania, mogą otrzymać stypendium oferowane przez daną szkołę. Istnieją również różnego rodzaju stypendia dla osób bez uregulowanego statusu pobytu.

WIZY STUDENCKIE F-1

Istnieją dwie drogi uzyskania wizy studenckiej. Pierwsza z nich, to ubieganie się w Ambasadzie lub Konsulacie amerykańskim w Polsce. Jednak zanim będziemy starać się o tę wizę, cała dokumentacja musi być przygotowana w USA. Wizę F-1 możemy otrzymać na okres od 1 miesiąca do 5 lat. Wszystko zależy od tego, na jak długo planujemy przyjechać i uczyć się. Jeśli decydujemy przyjechać np.  tylko na wakacyjny kurs języka angielskiego wówczas wizę możemy otrzymać na kilka miesięcy. Jeśli w trakcie nauki zdecydujemy się jednak kontynuować naszą edukację mamy możliwość przedłużenia wizy na kolejne miesiące czy lata bez konieczności opuszczania Stanów Zjednoczonych.
Natomiast atutem otrzymania wizy studenckiej w Polsce jest możliwość opuszczania terytorium USA podczas nauki i ponowny powrót do nich, w przypadku gdy chcemy wyjechać do rodziny, na wakacje, na święta itd… Niestety takiej możliwości nie mają osoby, które ubiegały się o wizę studencką na terenie USA, zamieniając swoją wizę turystyczną B-2 czy J-1.
Po takiej zamianie wizy B-2 na F-1 – jeśli wyjedziecie ze Stanów Zjednoczonych, musicie ponownie ubiegać się o wizę studencką ale już w Polsce. Teoretycznie osoba, która otrzymała status studenta nie powinna mieć problemów z ponownym otrzymaniem wizy. Ale życie niesie wiele niespodzianek i od strony praktycznej bywa to różnie. O wizę studencką może ubiegać się każda osoba. Jedynym ograniczeniem jest wiek, nie można mieć mniej niż 10 lat. Również, aby ubiegać się o wizę F-1 nie trzeba być studentem polskiej uczelni. Do amerykańskich szkół przyjeżdżają zarówno licealiści, studenci czy osoby dorosłe. Często zdarza się tak, że po miesięcznym okresie nauki chcielibyśmy dalej ją kontynuować. Nie ma problemu. Można utrzymywać wizę F-1 i dalej się uczyć bez ponownego wyjazdu do Polski. Również osoba przebywająca na wizie studenckiej może transferować się do innych szkół bez konieczności opuszczania USA i ubiegania się o wizę.
Jednym z przywilejów posiadania wizy studenckiej jest możliwość otrzymania prawa jazdy oraz innych niezbędnych dokumentów. Po ukończeniu nauki z tytułem Associate, Bachelor czy Master zdobywamy tzw. praktyki OPT lub CPT, dzięki którym otrzymujemy roczne pozwolenie na pracę oraz Social Security Number (SSN).
Jeśli jeden z członków rodziny ubiega się o wizę studencką F-1, pozostałe osoby otrzymują wizę F-2. Oznacza to, że jedynie osoba, która otrzymała wizę F-1  uczęszcza do szkoły ale pozostali jej członkowie mogą przebywać na terenie USA legalnie. Jest to idealne rozwiązanie dla osób, które posiadają dzieci poniżej 21 roku życia lub przebywają tu ze swoimi współmałżonkami.
Reasumując to wszystko okazuje się, że przebywanie na wizie studenckiej ma wiele zalet i przywilejów. Dlatego też naprawdę warto się o nią ubiegać czy to na terenie Polski czy tutaj na miejscu i utrzymywać status studenta podczas naszego pobytu w USA.
Nie mam również żadnych wątpliwości, że nowe doświadczenia, dobra znajomość języka angielskiego, otrzymanie dyplomu amerykańskiej uczelni otworzy nam drogę do wielu drzwi abyśmy mogli spełniać swoje marzenia i realizować się w tym co najbardziej lubimy.
Nie jest ważne to czy zdecydujemy się zostać w USA, czy wrócić do Polski lub zdobywać europejskie rynki, ważne jest to czego my sami pragniemy!!!

oryginalny art tutaj :http://www.naukawusa.com/informacje.html


 

Nabici w butelkę (wody)

 Emine Saner The Guardian

 

 

Skąd wzięło się przekonanie, że powinniśmy pić osiem szklanek wody dziennie? Na pewno nie z badań naukowych – bo te już dawno obaliły mit, że spożywanie większych ilości wody jest korzystne dla zdrowia.

W ostatnich tygodniach internauci, którzy odwiedzili stronę pisma "British Medical Journal", mieli okazję zobaczyć reklamę nowej inicjatywy zdrowotnej o nazwie Hydration for Health (nawodnienie dla zdrowia). Sponsorem akcji jest koncern Danone, właściciel takich marek butelkowanej wody jak Evian, Volvic i Badoit. Autorzy kampanii namawiają pracowników służby zdrowia, by zachęcali ludzi do spożywania większej ilości wody. Twierdzą, że istnieje coraz więcej dowodów na to, iż nawet niewielkie odwodnienie organizmu może w istotny sposób sprzyjać rozwojowi chorób wirusowych.

Na łamach tego samego magazynu lekarka i felietonistka Margaret McCartney nie szczędzi słów krytyki twórcom reklamy (redaktorzy "BMJ" przyznają, że nie zastosowali się do własnych wytycznych dotyczących publikacji materiałów reklamowych). Skarży się na brak dowodów na poparcie tezy, że powinniśmy pić więcej wody. - Wolę zdobywać informacje zdrowotne z niezależnych źródeł, a nie od ludzi, którzy mają w tym swój interes – argumentuje McCartney. Jej zdaniem przekonanie, że powinniśmy wypijać osiem szklanek wody dziennie to nonsens, który został już całkowicie obalony.

Wielu z nas uwierzyło, że im więcej wody pijemy, tym jesteśmy zdrowsi. Brat Nigeli Lawson, Dominic, nazwał niedawno swoją siostrę "akwaholiczką", która wlewa w siebie kilka litrów dziennie.

Od kiedy tak bardzo boimy się odwodnienia? Uczniowie zachęcani są do tego, by brali ze sobą wodę na lekcje. Na stołach w większości sal konferencyjnych przed dyrektorami wyrastają butelki z wodą. Bywalcy siłowni równie szybko uzupełniają płyny, co je wypacają, jakby się obawiali, że najmniejsze odwodnienie nadwątli ich zdrowie.

Kilka lat temu Stanley Goldfarb, profesor medycyny z Uniwersytetu Pensylwanii, dostrzegł pewien fenomen: – Ludzie taszczyli wielkie butle wody i cały czas popijali. Pomyślałem: co oni wyprawiają? – opowiada naukowiec.

– Człowiek jest wyposażony w doskonały mechanizm, który informuje, że organizm potrzebuje wody. Po co zatem bojkotować ten system, pijąc profilaktycznie? – zastanawia się Goldfarb. Studiując literaturę poświęconą zbawiennemu działaniu H2O, wyróżnił cztery najczęściej pojawiające się wątki.

– Jednym z nich było przeświadczenie, że woda dobrze wpływa na skórę. Wykazaliśmy, że nie ma naukowych podstaw, by tak twierdzić. Drugi mit: picie wody wspomaga diety, zmniejszając apetyt. To zagadnienie zostało dokładnie zbadane i jest to nieprawda. Jeśli skończymy posiłek, nie dostarczywszy organizmowi wystarczająco dużo kalorii, będziemy głodni i zjemy później. Nie ma żadnych dowodów na to, że wodna dieta prowadzi do spadku wagi – tłumaczy profesor.

Zgodnie z trzecim mitem pijąc wodę wypłukujemy z organizmu toksyny. – W ten sposób możemy jedynie zwiększyć ilość moczu, ale nie zmienimy jego zawartości – przekonuje Goldfarb. Ostatni pogląd, że dzięki wodzie możemy zapanować nad bólami głowy, także nie znalazł naukowego uzasadnienia.

Kiedy potrzebujemy płynów, mózg uwalnia hormon, który nakazuje nerkom zmniejszenie wydzielania wody. Hormon ten jest wstrzymywany, gdy organizm ma więcej wody niż potrzebuje. Wówczas nerki natychmiast ukazują pełnię swoich możliwości wydzielania cieczy, a są one ogromne. W ten sposób regulowana jest ilość wody w organizmie. – Pijemy wodę, kiedy odczuwamy pragnienie, a to staje się na długo przed tym, zanim pojawi się zagrożenie, że na skutek odwodnienia może nam się stać jakakolwiek krzywda – mówi Goldfarb.

Profesor zauważa przy tym, że u osób starszych mechanizm odczuwania pragnienia może być zaburzony, dlatego im właśnie należy przypominać, żeby się napiły. Wśród osób, które powinny spożywać dużo wody, są również chorzy cierpiący na kamicę nerkową. W ich przypadku płyny zmniejszają ryzyko powstawania kamieni.

– W pozostałych przypadkach nie ma potwierdzenia, że picie wody w dużych ilościach jest korzystne dla zdrowia – podsumowuje Goldfarb.

Neil Turner, profesor nefrologii z Uniwersytetu w Edynburgu, dodaje, że zbyt duże spożycie wody może być wręcz szkodliwe, choć takie sytuacje nie zdarzają się często. W 1995 roku nastoletnia Leah Betts zmarła na skutek wypicia olbrzymiej ilości wody w krótkim czasie, po zażyciu pigułki ecstasy. Przyczyną śmierci instruktora fitnessu Davida Rogersa w 2007 roku była hiponatremia spowodowana przewodnieniem. Rogers wlał w siebie zbyt dużo wody po ukończeniu pierwszego w swoim życiu maratonu w Londynie.

– Woda rozpuszcza substancje, które normalnie znajdują się we krwi, w szczególności sód. Taki stan objawia się drgawkami i utratą przytomności. Jednak mówimy tu o ekstremalnym spożyciu. Ludzie, którzy piją wodę w zwykłych ilościach, nie muszą się niczego obawiać – wyjaśnia Turner.

Według Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności zdrowa dorosła kobieta potrzebuje około dwóch litrów wody dzienne, a mężczyzna – około 2,5 litrów. Blisko 20 proc. zapotrzebowania na wodę zaspokaja jedzenie.

– Ludzie nie zdają sobie sprawy, że nawet suche produkty, takie jak ser, zawierają sporo wody. A przecież owoce i warzywa to niemal sama woda. W tych obliczeniach trzeba także wziąć pod uwagę herbatę, kawę, soki i mleko – zauważa Catherine Collins, rzeczniczka Brytyjskiego Towarzystwa Dietetyki.

Jej zdaniem producenci wody butelkowanej wmawiają nam, że stale balansujemy na granicy nawodnienia i odwodnienia organizmu, wykorzystując mit o ośmiu szklankach wody. Powołują specjalne organizacje, takie jak Natural Hydration Council (efekt współpracy koncernów Danone, Nestlé i Coca-Cola), które mają zachwalać właściwości wody, by zwiększyć jej sprzedaż – co ciekawe, często kosztem innych napojów, również znajdujących się w ofercie tych firm.

– Nie ma potrzeby przyjmować dodatkowych dwóch litrów dziennie – rozwiewa wszelkie wątpliwości Goldfarb. – Te dwa litry uzyskamy, opierając się na codziennej diecie i uczuciu pragnienia. Koncerny stosują chwyt marketingowy, w rzeczywistości namawiając nas, byśmy pochłaniali cztery do pięciu litrów wody, bo dwa czy trzy litry już mamy w postaci kawy, herbaty, zimnych napojów, owoców bądź napojów alkoholowych. To wszystko jest woda – podkreśla ekspert.

Rynek wody butelkowanej zaczął błyskawicznie się rozwijać w latach 80. Z czasem butelki z wodą stały się elementem stylu i modnym dodatkiem. Gwiazdy pokroju Jennifer Aniston zdradzały, że sekret ich piękna to kilka litrów przezroczystego płynu dziennie.

Kiedy rynek, którego wartość szacuje się dziś na 25 miliardów funtów, zaczął się nasycać, producenci dostrzegli, że muszą się czymś wyróżnić. Tak powstały "luksusowe wody" takie jak australijska deszczówka (Cloud Juice) i woda z kanadyjskich lodowców (10 Thousand BC). Ta ostatnia butelkowana jest ponoć przy dźwiękach inspirującej muzyki, ponieważ, jak przekonują producenci, "woda ma pamięć". O miano najdroższej wody na świecie walczy z kolei Bling H2O, sprzedawana w butelce pokrytej cennymi kryształami (ok. 1,6 tys. funtów).

W sklepach pojawia się coraz więcej produktów opartych na wodzie, posiadających rzekomo niezwykłe właściwości zdrowotne. Są wśród nich wody smakowe i wzbogacone witaminami. Wiele z nich zawiera tyle samo cukru co puszka napoju gazowanego.

Penta – "jedyna woda zrestrukturyzowana molekularnie" – składa się ponoć z mniejszych cząsteczek H2O, które szybciej nawadniają organizm. Na swej amerykańskiej stronie producenci przekonują, że ich cudowny płyn wydłuża życie.

Na skutek światowej recesji oraz poważnych wątpliwości, które od niedawna zgłaszają ekolodzy, sprzedaż butelkowanej wody spada. W Wielkiej Brytanii skurczyła się w latach 2006-2009 o 16 proc. W ubiegłym roku w dalszym ciągu malała, choć nieco wolniej. Zdaniem specjalistów, ewentualny wzrost sprzedaży nastąpi nie wcześniej niż w 2014 roku. Nie wiadomo tylko, czy nasza obsesja picia wody przekształci się w coś bardziej sensownego.

Akwaholicy powinni wziąć sobie jednak do serca słowa profesora Goldfarba: – Kilka lat temu Narodowa Akademia Nauk w Stanach Zjednoczonych przeprowadziła bardzo obszerne badania dotyczące spożycia wody. Ostateczny wniosek, do jakiego doszli naukowcy, brzmiał: "Pij, kiedy jesteś spragniony".

(M. Mikołajska)

Autor: Emine Saner Źródło: The Guardian


 

Co nas postarza?  

spiro33 - 06.08.2011

Wszyscy wiemy, że nadmierne opalanie się i palenie przyspiesza proces starzenia się. Ale czy zdajesz sobie sprawę z tego, że siedzenie na przystanku i nawigacja w samochodzie przyczyna się do tego, że się szybciej starzejemy. Co jeszcze dodaje nam lat?

Telefony komórkowe i nawigacja 

Japońscy naukowcy zbadali pamięć zdrowych dwudziesto i trzydziestolatków i dowiedli, że jedna na 10 młodych osób ma problemy z pamięcią, takie same jak osoby po 60 roku  życia. Według Japończyków słaba pamięć młodych osób to wina urządzeń elektronicznych takich jak np. telefony komórkowe z książkami telefonicznymi, nawigacje. Dzisiaj nikt nie uczy się na pamięć telefonu przyjaciela czy partnera, nikt nie stara się zapamiętać nazw miejscowości i poszczególnych etapów trasy np. z Warszawy nad morze, a to sprawia, że nie gimnastykujemy pamięci. Nie uruchamiamy partii mózgu odpowiedzialnych za zapamiętywania, rozleniwione komórki odzwyczajają się od pamiętania. Japończycy namawiają, aby mimo wszystko uczyć się na pamięć numerów telefonów najbliższych, listę zakupów mieć w głowie, a nie w notatniku w telefonie.

Pomijanie warzyw i owoców 

Antyoksydantami, które znajdziesz przede wszystkim w owocach, blokują destrukcyjne działanie wolnych rodników, zwanych utleniaczami. Nadmiar wolnych rodników ma duży wpływ na proces starzenia się organizmu. Zwiększając poziom antyoksydantów w krwiobiegu powodujemy że ciało blokuje destrukcyjne działanie wolnych rodników. Największe ilości antyoksydantów znajdziesz w beta karotenie (kapusta włoska, zielone liście buraka, szpinak, marchew, słodkie ziemniaki, dynia, papaja, morele, pietruszka, bazylia), witaminie C (owoce cytrusowe, brokuły, kalafior, kapusta), witaminie E (orzechy, szpinak, kapusta włoska, mango, łuskane ziarna pszenicy0, selenie (cebula, czosnek, grzyby, łuskane ziarna pszenicy). Dieta każdej osoby powinna zawierać codziennie pięć porcji warzyw i owoców.

Za dużo czerwonego mięsa

Zjadając dziesięć porcji czerwonego mięsa tygodniowo, ryzyko utraty wzroku rośnie aż o 50 procent - czytamy w raporcie opublikowanym w American Journal of Epidemiology. Badaniami nad związkiem diety i wynikającym ze starzenia się zwyrodnieniem plamki żółtej (główna przyczyna utraty wzroku dla ludzi powyżej 50. roku życia) zajęli się naukowcy z uniwersytetu w Melbourne. Przebadali 6,7 tysiąca osób pomiędzy 58. a 69. rokiem życia. Australijczycy zachęcają, aby czerwone mięso zastąpić drobiowym.

Siedzenie zamiast stania

Na przystanku, w autobusie szukasz wolnego miejsca i siadasz? Błąd. Siedzenie to nic dobrego. 70 proc. osób czynnych zawodowo osób pracuje w pozycji siedzącej. Na krześle spędzamy w sumie 10 lat! Prawie 80 proc. osób wykonujących pracę na siedząco skarży się na bóle dolnej części kręgosłupa. W rankingu grup pracowników najbardziej narażonych na dolegliwości mięśniowo-szkieletowe pracownicy biurowi wyprzedzają dokerów. Według naukowców najlepszym wskaźnikiem wieku biologicznego u osób dorosłych jest wydolność fizyczna mierzona maksymalną zdolnością pochłaniania tlenu (tzw. pułap tlenowy). Wzrasta ona do ok. 20. roku życia. Potem, przez kilka lat utrzymuje się na tym samym poziomie, po czym stopniowo zmniejsza się. U osób aktywnie trenujących spadek pułapu tlenowego jest niemal o połowę wolniejszy niż u prowadzących siedzący tryb życia. Dzięki treningowi fizycznemu można uzyskać zmianę relacji między wiekiem kalendarzowym a biologicznym.

Żywność z plastikowych pojemników

Jak dowiedli naukowcy z Kanady plastikowe pojemniki na jedzenie zawierają bisfenol A (BPA), który odpowiada za gorsze działanie mózgu w zakresie pamięci i uczenia się. Nie wykluczają też, że ma on swój udział w chorobie Alzheimera, schizofrenii czy depresji. BPA wykorzystuje się przy produkcji plastikowych butelek na napoje, butelek do karmienia dzieci, pojemników na żywność. Naukowcy z Uniwersytetu Guelph odkryli, że bisfenol A przenika do stałych lub płynnych pokarmów przechowywanych w plastiku. Gdy zostają one zjedzone, BPA zaburza komunikację między neuronami, bez czego niemożliwe staje się prawidłowe zapamiętywanie czy rozumienie. Niewielkie dawki bisfenolu, który stale dostaje się do organizmu może zaburzyć tworzenie się synaps w rejonach kluczowych dla uczenia. Według Kanadyjczyków, bisfenol A oddziałuje na estrogen, a ten wpływa na tempo, w jakim tworzą się synapsy określonego rodzaju, poza tym odpowiada za utrzymywanie normalnego kształtu neuronów w obszarach mózgu kontrolujących uczenie, pamięć a nawet nastrój.

 


 

 

GMO zagraża życiu

 

Jadwiga Łopata, laureatka Nagrody Goldmana czyli Ekologicznego Nobla o zagrożeniach płynących z dopuszczenia do spożycia żywności genetycznie zmodyfikowanej.

Spośród warzyw i owoców wybieramy te największe o najintensywniejszych kolorach, ale czy atrakcyjnie wyglądający produkt jest rzeczywiście najlepszy? Często padamy ofiarą niewiedzy bo soczysty, słodki owoc jest organizmem genetycznie zmodyfikowanym.

GMO, czyli Genetycznie Zmodyfikowane Organizmy to takie których geny zostały zmienione przez człowieka w sposób nienaturalny. Innymi słowy, genetyczna modyfikacja oznacza sztuczne wstawienie obcych genów do materiału genetycznego danego organizmu. Geny przenosi się przekraczając granice między gatunkami, np. geny zwierząt do rośliny.

Modyfikacjom genetycznym najczęściej poddawana jest kukurydza, soja, bawełna, rzepak, buraki cukrowe i ziemniaki. Trzeba jednak pamiętać, że ponad 60% przetworzonych produktów zawiera soję a skrobia kukurydziana jest stosowana jako zagęszczacz w setkach produktów. Obecnie 70% światowej produkcji roślin GM odbywa się w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. W krajach Unii Europejskiej uprawy te reprezentują zaledwie 0,02% powierzchni gruntów rolnych.

GMO występuje w żywności najczęściej w postaci popularnego „wypełniacza”, jakim jest transgeniczna soja, kukurydza lub rzepak. W Polsce najczęściej możemy się zetknąć z genetycznie modyfikowaną soją (potrawy wegetariańskie, mleko sojowe) i dodatkach (białko sojowe w wędlinach, lecytyna sojowa np. w czekoladzie). Amerykańskie wyroby (płatki kukurydziane, przekąski) oraz oleje rzepakowy i kukurydziany mogą zawierać GMO.

Wpływ GMO na zdrowie i rozwój człowieka

Najwięcej pytań budzi wpływ GMO na organizm ludzki bo przecież nigdy wcześniej genetycznie zmodyfikowane organizmy nie były częścią ludzkiej diety. Nie zbadano zatem czy są one bezpieczne. Np. w USA z góry założono że organizmy transgeniczne (GMO) są nowymi, naturalnymi odmianami a więc nie wymagają dokładnych badań i tekstów toksykologicznych. Jednakże wyniki badań prowadzonych przez niezależnych naukowców, polegające na karmieniu zwierząt paszą z GMO są niepokojące.

U szczurów karmionych genetycznie zmodyfikowaną kukurydzą zauważono podwyższoną liczbę białych krwinek, częstsze zaburzenia pracy nerek oraz znaczący wzrost poziomu cukru we krwi. Wysoki poziom śmiertelności i zaburzenia wzrostu u szczurzego potomstwa to wynik karmienia ich matek genetycznie modyfikowaną soją.

Dlatego też zasadnym jest rozważenie tezy, że GMO może mieć zgubny wpływ na zdrowie i rozwój dzieci. W książce „Genetyczna Ruletka...” Jeffrey Smith pisze iż dzieci są szczególnie narażone na negatywne oddziaływanie GMO m.in. dlatego że są do czterech razy bardziej podatne na alergie pokarmowe od dorosłych. Młode, rozwijające się organizmy wykorzystują więcej pożywienia do budowy organów i tkanek niż dorośli, którzy pożytkują je raczej na wytwarzanie energii i magazynują w formie tłuszczu.

 Dodatkowo dzieci spożywają dużą ilość produktów, które mogły zostać poddane inżynierii genetycznej. Ich dieta zawiera wyższy procent kukurydzy niż dieta dorosłych.

Matki używające skrobi kukurydzianej jako substytutu talku w pielęgnacji skóry dziecka, narażają je na oddziaływanie GMO poprzez wdychanie. Czasami niemowlęta są stale karmione odżywkami sojowymi.

Nie mniej ważnym problemem jest dieta kobiet w ciąży i obecność w niej żywności z GMO. Należy pamiętać, że nienarodzone dzieci również poddawane są działaniom GMO. Według badań, pestycydy towarzyszące uprawom GMO (toksyna Bt i herbicydy), mogą przenikać do krwi człowieka, w tym kobiet ciężarnych i noworodków. Do tej pory wpływ GMO na płód nie został przebadany dlatego istotne jest aby przyszłe matki wystrzegały się tego typu żywności. Oczywiście to nie jest tak że po zjedzeniu kukurydzy transgenicznej od razu zachorujemy lub dostaniemy alergii. Ten proces będzie trwał przez lata. Osoby dorosłe są bardziej odporne w przeciwieństwie do dzieci, dla których żywność oparta na organizmach transgenicznych może być bardziej niebezpieczna.

 Czego się wystrzegać?

Lecytyna sojowa używana jest do produkcji słodyczy, a mąka sojowa do wypieków i konserw. Jako substytut mięsa, soja używana jest powszechnie do produkcji wędlin. Najpewniejszą metodą unikania zmodyfikowanych genetycznie składników jest rezygnacja z produktów wysoko przetworzonych, kupowanie produktów z certyfikatem ekologicznym lub od znajomego rolnika, który nie karmi zwierząt paszą z GMO.

Bardzo ważne jest dokładne czytanie etykiet kupowanych produktów. Niestety przeciętnemu konsumentowi trudno będzie odróżnić żywność z GMO od naturalnej gdyż nie są one jasno oznakowane. W Anglii, pod presja konsumentów, supermarkety wycofały żywność genetycznie modyfikowaną z półek sklepowych. We Francji i Niemczech oznakowane są nawet produkty od zwierząt karmionych paszami bez GMO. Czy mamy realny wybór? TAK, jeszcze mamy, bowiem w Europie uprawy GMO stanowią mniej niż 1%. Polscy konsumenci również mogą zaangażować się w obronę swojego zdrowia, różnorodności biologicznej oraz dobrej jakości żywności przed genetycznym eksperymentem wymykającym się spod kontroli.

Bądź EKO

Organizm dziecka nie ma jeszcze wykształconych wszystkich mechanizmów obronnych, bariera krew-mózg nie jest szczelna, co może powodować przenikanie z krwi do mózgu toksycznych składników diety. Młode, rosnące organizmy są dużo bardziej wrażliwe na pozostałości pestycydów, które są nieuniknione w żywności produkowanej z zastosowaniem chemii rolnej.

Badania prowadzone w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie wskazują na znacznie wyższą zawartość witamin w produktach ekologicznych w porównaniu do konwencjonalnych. Aby zaspokoić zapotrzebowanie na witaminy wystarczy więc mniejsza ilość produktów , które pochodzą z upraw ekologicznych. Jest to szczególnie istotne przy małych porcjach żywności jaką spożywają dzieci.

Można ją zakupić w specjalnych sklepach z żywnością ekologiczną, na jarmarkach, bazarach lub targowiskach. Można je również zamówić w internecie z dostawą do domu. Najbardziej polecaną formą jest jednak bezpośrednia sprzedaż w eko gospodarstwie. Klient ma możliwość nawiązania bezpośredniego kontaktu z rolnikiem, a nawet zakontraktowania potrzebnych produktów. Żywność tak nabywana jest zawsze świeża oraz tańsza (brak pośredników), a kupujący na własne oczy może przekonać się jak jest wytwarzana. Obecnie wielu tradycyjnych rolników posiada lub stara się o oficjalny atest producenta ekologicznego.

1 lipca Sejm przyjął ustawę o nasiennictwie, dopuszczającą do uprawy nasiona GMO w Polsce. Pomimo iż ustawa nie umożliwia sprzedaży ziarna GMO na terenie kraju, daje zezwolenie na jego produkcję.

Dopuszczając do upraw roślin transgenicznych na naszych polach doprowadzimy do nieodwracalnego i nieuniknionego skażenia naturalnych i tradycyjnych roślin. Pyłki roślin GM są przenoszone przez wiatr, owady, ludzi, sprzęt na sąsiednie uprawy i nie sposób temu zapobiec. Jeśli za parę lat będziemy mieli „twarde” dowody na szkodliwość GMO, to nie będzie można tego procesu odwrócić. Z tego powodu rządy już 9 krajów UE wprowadziły zakazy upraw GMO. Są to: Grecja, Węgry, Austria, Luksemburg, Niemcy, Francja, Włochy, Szwajcaria oraz Bułgaria.

 Produkcja żywności GMO budzi wątpliwości natury etycznej. Z jednej strony mamy sztuczną ingerencję w naturę, a z drugiej argument, że w ten sposób możemy zwalczyć problem głodu na świecie. To za mit. Rzeczywisty problem głodu nie tkwi w braku żywności gdyż na świecie produkuje się ją w wystarczającej ilości. Głód jest wynikiem niewłaściwej polityki rolnej i niewłaściwej dystrybucji żywności. Wielokrotnie udowodniono, że z łatwością wykarmimy świat jeśli postawimy na lokalne, tradycyjne, proekologiczne rolnictwo. Natomiast jeżeli dopuścimy do dalszego rozprzestrzeniania upraw GMO to bieda i głód będą się zwiększać gdyż jedynymi beneficjentami z wprowadzania GMO są ponadnarodowe korporacje.

Jadwiga Łopata

Jadwiga Łopata jest inicjatorką i wiceprezeską Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC. Laureatką Nagrody Goldmana (Ekologiczny Nobel). Została także odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Prowadzi małe gospodarstwo edukacyjne.

 www.icppc.pl

www.eko-cel.pl


 

4 popularne mity dotyczące odżywiania

 

Uważasz, że późne kolacje tuczą, a jedzenie jaj podnosi cholesterol? Twoja żywieniowa wiedza wymaga odświeżenia.

MIT nr 1: można schudnąć, unikając jedzenia wieczorem węglowodanów.

Wierzy w to niemal co druga osoba. Do końca trudno się tym ludziom dziwić, bo ograniczanie posiłków po godzinie 17 pomaga tez ograniczyć ilość kalorii spożywanych w ciągu dnia. Nie ma jednak większego znaczenia, czy ostatni posiłek będzie zawierał węglowodany, czy też nie. Pełnoziarnisty chleb i makaron, ziemniaki i kasze zawierają - oprócz węglowodanów złożonych będących wartościowym źródłem energii - również inne cenne składniki odżywcze (błonnik, związki mineralne, witaminy), więc z produktów tych nie należy rezygnować. A nauka nie zna przekonującego powodu, by pilnować określonej godziny ich spożywania.

MIT nr 2: za cellulit odpowiada jedzenie fast foodów.

Nie ma tak dobrze. Gdyby za „pomarańczową skórkę” odpowiadało wyłącznie niezdrowe jedzenie, to wystarczyłaby zmiana diety, a problem by zniknął. Niestety, tak się nie dzieje. W istocie, pojawienie się cellulitu nie ma większego związku z tym,  co i ile się je. Za ten defekt odpowiadają bowiem przekształcenia tkanki łącznej, na której "wspierają" się komórki tłuszczowe. Na pojawienie się cellulitu wpływ może mieć odwodnienie, narastanie tkanki tłuszczowej, a nawet poziom hormonów w organizmie.

MIT nr 3: sałatki to samo zdrowie.

Jedzenie sałatek czy surówek może służyć zdrowiu - pod warunkiem, że nie będą one zawierały zbędnych wysokokalorycznych dodatków, np. tłustych sosów. Gotowe sałatki dostępne w sklepach często mają więcej kalorii niż niejedna kanapka!

MIT nr 4: jedzenie jajek podnosi poziom cholesterolu.

To nieprawda. Za wysoki poziom cholesterolu odpowiadają tłuszcze nasycone, których w jajkach nie ma. Obfituję w nie za to masło, śmietana, wędliny i tłuste mięso.


 

To jedzenie zwiększa ryzyko cukrzycy typu 2

RC / PAP 

Hot dogi, szynka, salami, mortadela, a także bekon i inne produkty z czerwonego mięsa znacznie zwiększają ryzyko cukrzycy typu 2 – wykazały badania opublikowane na łamach "American Journal of Clinical Nutrition".

Wynika z nich, że wystarczy codziennie spożywać zaledwie 50 g przetworzonego czerwonego mięsa, by ryzyko cukrzycy zwiększyło się o 51 proc. Mniej szkodliwe jest mięso nieprzetworzonego. Dzienna porcja 100 g takiego produktu o 19 proc. zwiększa groźbę tej choroby.

Wykazały to największe badania porównawcze na ten temat jakie przeprowadzili w USA specjaliści Harvard School of Public Heath pod kierunkiem dr Franka Hu.

Przeanalizowali oni zwyczaje żywieniowe i stan zdrowia 204 tys. pielęgniarek i innych pracowników służby zdrowia, którzy byli obserwowali od 14 do 28 lat. Spośród nich 13 759 osób zachorowało na cukrzycę, głównie właśnie te, które spożywały dużo czerwonego mięsa.

Obserwowanych od wielu lat pracowników służby zdrowia porównano także ze zwyczajami żywieniowymi i zdrowiem 442 tys. osób uczestniczących w badaniach jakie prowadzono w innych ośrodkach.

Badacze z Harvard School of Public Heath tłumaczą, że czerwone mięsa zawiera dużo kalorii, co sprzyja otyłości i podnosi ryzyko cukrzycy. Czerwone mięso zawiera dużo żelaza, które jest dobrze wchłaniane przez organizmu, ale zbyt duża ilość tego pierwiastka pobudza z kolei wytwarzanie większej ilości insuliny.

W wędlinach znajdują się też konserwujące azotyny i azotany. Azotyny łączą się w przewodzie pokarmowym z aminami w wyniku czego powstają nitrozoaminy. Te związki podejrzewane są o działanie rakotwórcze, ale pod ich wpływem organizm gorzej reaguje na insulinę, co z kolei toruje drogę cukrzycy.

Dr Frank Hu zaleca, by zmniejszyć spożycie czerwonego mięsa, a szczególnie wędlin. Jego zdaniem, wystarczy do codziennego jadłospisu wprowadzić drób, warzywa i owoce, produkty z pełnego ziarna oraz orzechy i produkty mleczne o małej zawartości tłuszczu, by prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycą było wyraźnie mniejsze.

Na cukrzycę na całym świecie choruje już 350 mln ludzi – ponad dwukrotnie więcej niż przed 30 laty. W 2030 r. liczba chorych może się zwiększyć nawet do 438 mln. W USA choruje 25,6 mln osób, czyli 11 proc. dorosłych powyżej 20 roku życia.

W Polsce na cukrzycę cierpi 2,5 mln ludzi, spośród nich ponad 750 tys. nie wie jeszcze o swojej chorobie. U co drugiego chorego z cukrzycą występuje choroba niedokrwienna serca.


 

12 sierpnia - Dzień Pracoholika

Zaniedbana rodzina, przyjaciele, zdrowie, brak czasu, zmęczenie i stres - to niektóre symptomy pracoholizmu, czyli uzależnienia od pracy. W Japonii ukuto nawet termin karoshi, czyli śmierć z przepracowania. 12 sierpnia przypada dzień pracoholików.

"Pracoholizm to choroba, uzależnienie" - podkreśliła w rozmowie z PAP Magdalena Robak ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

"Są pewne predyspozycje charakterologiczne i osobowościowe. Narażone są osoby, które maja wręcz chorobliwie dużą potrzebę osiągnięcia sukcesu w życiu. Druga przyczyna to potrzeba zastępowania sobie pracą czegoś, czego się nie ma: rodziny, kontaktów osobistych. Pracoholik nie ma innego sposobu na spędzanie wolnego czasu, więc spędza go w pracy" - powiedziała Robak.

Kiedyś problem negatywnych skutków pracoholizmu kojarzony był przede wszystkim z Japonią i określany jako karoshi - śmierć z przepracowania. Pierwszy taki przypadek odnotowano w Kraju Kwitnącej Wiśni w latach 60. ubiegłego stulecia. Określenie to odnosi się zarówno do przypadków zgonów jak i poważnych uszczerbków na zdrowiu spowodowanych schorzeniami krążeniowo-sercowymi.

Najbardziej narażeni na uzależnienie od pracy są przedsiębiorcy pracujący na własny rachunek, menedżerowie, a także wykonujący wolne zawody. W pracoholizm popadają najczęściej osoby przesadnie ambitne, perfekcjoniści nastawieni na sukces i podatni na stres. Zjawisko to prowadzić może do depresji czy uzależnień np. od alkoholu.

W Polsce nie ma dokładnych danych ile osób ma zaburzenia związane z pracoholizmem. Problem ten może dotyczyć nawet kilkunastu procent osób aktywnych zawodowo.

Pierwszym grzechem pracoholika jest zapominanie o odpoczynku, co powoduje nadmierny stres. To z kolei może mieć poważne następstwa zdrowotne takie jak: bezsenność, zaburzenia trawienia, bóle głowy, problemy z ciśnieniem, utrzymaniem prawidłowej wagi - przestrzegają lekarze. Zaburzenia snu mogą prowadzić do rozdrażnienia, problemów z koncentracją, pamięcią i myśleniem.

Niewskazane są także, częste wśród pracoholików, pośpieszne posiłki spożywane "w biegu". Kolejnym problemem są brak czasu na ćwiczenia fizyczne, praca mimo choroby, lekceważenie regularnych badań kontrolnych.

Według specjalistki z SWPS przeciwdziałanie pracoholizmowi jest niezwykle trudne, gdyż jego przyczyny związane są często z patologią rodziny i wszechobecnym pędem komercjalizmu. "Dla wielu osób praca stała się wyższą wartością niż rodzina. W tej chwili praca jest rzeczą na tyle cenną, że bardzo często +wychodzi przed rodzinę+" - zaznaczyła Robak.

"Gdy już ktoś zorientuje się, że jest pracoholikiem, powinien zastanowić się, co jest tak naprawdę przyczyną jego choroby. Już na tym etapie powinien wkroczyć specjalista i zaoferować pomoc terapeutyczną. Jak już sobie to uświadomimy, to trzeba próbować szukać jakiejś aktywności pozazawodowej. Na przykład raz na tydzień spędzić kilka godzin ze znajomymi a także uprawiać sport, bez względu na to, co się dzieje" - radzi Robak.

Konieczna jest zmiana dotychczasowego, związanego z pracą trybu życia, a także nawet zmiana środowiska.

Należy również - przypominają specjaliści - pamiętać o regularnym wypoczynku: urlop powinien trwać co najmniej trzy tygodnie, aby organizm naprawdę mógł wypocząć.



A wy jak radzicie sobie z nadmiarem obowiązków w pracy?

źródło: PAP / NaszeMiasto.pl

 


 

 



Diety, zdrowe zywienie, oczyszczanie - jednym slowem dbamy o siebie i zdrowo zyjemy! Super tytuly - super ceny! Polecamy i pozdrawiamy!
 

CO JESC PRZY CUKRZYCY
Elaine Magee


Udar mozgu
Gerhard Leibold


GOTUJ ZGODNIE ZE SWOJA GRUPA KRWI
Peter J. D'Adamo, Catherine Whitney


DIETA BEZGLUTENOWA
Andrea Hiller


PROGRAM DOSKONALEGO ZDROWIA
Gillian McKeith


KOLOROWA DIETA
David Heber , Susan Bowerman


100 sekretow diety
The Top 100 Diet Secrets

Anna Selby


100 sposobow na odpornosc
The Top 100 Immunity Boosters

Charlotte Haigh


100 sposobow na mlodosc
The Top 100 Foods For A Younger You

Sarah Merson


CHOROBY NOWOTWOROWE OBJAWY DIAGNOZOWANIE METODY LECZENIA PORADNIK DLA PACJENTOW I ICH RODZIN
Maxine Rosenfield Val Speechley


100 sekretow na zdrowie
The Top 100 Healing Foods

Various Authors


ARTRETYZM I REUMATYZM
Alternative Answers to Arthritis & Rheumatism

Anne Charlish


CAN WE LIVE 150 YEARS
Michal Tombak


CURE THE INCURABLE
Michal Tombak


STRZAL W DZIESIATKE CZYLI 10 LAT MLODSZA W 10 DNI
Agnieszka Perepeczko


SEXY MAMA BO JESTES KOBIETA
Katarzyna Cichopek


CHARAKTER CZLOWIEKA I JEGO WPLYW NA ZDROWIE
Giennadij Malachow


FILOZOFIA ZDROWIA
Anna Ciesielska


50 DROG DO ZDROWEGO SERCA
Christiaan Barnard


METODY OCZYSZCZANIA I REGENERACJI ORGANIZMU
Olga Jelisejewa


ZADABAJ O SWOJE PLECY JAK RADZIC SOBIE Z BOLEM PLECOW LUB KREGOSLUPA
Stella Weller


PRASTARA TERAPIA JAJEM ORAZ KONCHOWANIE USZU
Tadeusz Szewczyk


SZKOLA ZDROWIA
Nadieżda Siemionowa

 


 

 

 

Ostatnia aktualizacja: Stefan Buchholz, 26.11.2011