Co Polacy najczęściej psują w swoich komputerach?
Pogotowie komputerowe
PCDOC ogłosiło raport informujący jakie usterki komputera najczęściej zgłaszają Polacy. Co więc najczęściej psujemy?
Na pierwszym miejscu w rankingu, z wynikiem aż 23%, znalazły się zasilacze komputerowe. Zarówno te działające z laptopami jak i zamontowane w komputerach stacjonarnych. Notebookowym zasilaczom uszkadzają się wtyczki, oraz same kable. Eksperci PCDOCa diagnozują także "kompletne spalenie elektroniki".
Jeśli chodzi o zasilacze komputerów stacjonarnych, przyczyną awarii najczęściej jest uszkodzenie kondensatorów, albo innej zawartej wewnątrz elektroniki. Z reguły powodem są zbyt częste skoki napięcia w sieci elektrycznej i/lub zaleganie kurzu wewnątrz obudowy zasilacza.
Na drugim miejscu znalazły się uszkodzenia dysku twardego. Diagnoza ta pada aż w 18% przypadków. Na trzecim miejscu, z niewiele niższym wynikiem - 17% - lokuje się przegrzanie innych podzespołów komputera. Jak wcześniej, jego powodem jest najczęściej zaleganie kurzu wewnątrz obudowy lub/i uszkodzenie wentylatorów (lub radiatorów).
Tylko w 12% przypadków problem dotyczył uszkodzonej matrycy laptopa. To chyba dość niewiele, zwłaszcza, że to wyjątkowo narażony na zniszczenie element, mający zasadniczy wpływ na działanie komputera. Z obitą obudową notebooka można pracować, ale pęknięta matryca może już wymiernie ograniczyć komfort użytkowania.

Tyle w kwestii usterek czysto sprzętowych. Problemy z komputerem powoduje jednak także i oprogramowanie. Najczęściej - system operacyjny. Na pierwszym miejscu w tej kategorii znalazła się "zbyt wolna praca komputera". Ze zgłoszeniem takim trafia do PCDOCa aż 24% przypadków. Z wynikiem 17%, na drugiej pozycji plasują się objawy zawirusowania. 14% zgłoszeń dotyczy natomiast braku możliwości uruchomienia komputera lub problemu z jego normalnym funkcjonowaniem.
Dopiero w dalej na liście znajduje się utrata danych (11%) i problemy z siecią, a konkretniej z jej konfiguracją (9%) i programami pocztowymi (10%).
W usterkach określanych jako związane z oprogramowaniem sporą kategorią są też "inne" (aż 15%), co tylko świadczy, że różnorodność problemów z warstwą "software" może być znacznie większa niż w przypadku sprzętu. Tam ta sama kategoria zebrała tylko 6% zgłoszeń.

Eksperci PCDOCa twierdzą, że sporej części usterek sprzętowych da się uniknąć, jeśli nie zapomnimy o poprawnym użytkowaniu komputerów lub przynajmniej ich konserwacji. Możemy się także obwiniać za zaśmiecanie systemu operacyjnego i niedostateczne zabezpieczanie komputera programami antywirusowymi. Szymon Retecki, dyrektor zarządzający z PCDOC, komentuje wyniki:
Większość problemów z komputerem jest możliwa do uniknięcia poprzez właściwe zabezpieczenie oprogramowania i konserwację sprzętu. Bałagan w systemie operacyjnym oraz przegrzewające się procesory i inne elementy hardware, są najczęstszym powodem spowolnienia systemu. Lekceważone jest również zabezpieczenie Windows odpowiednim programem antywirusowym, co w przypadku infekcji złośliwym oprogramowaniem, dodatkowo spowalnia system i może być powodem poważnych uszkodzeń oraz utraty danych.
No cóż, wynika z tego, że "samo nic się nie psuje".
5 prostych zasad: jak zadbać o swojego laptopa
Kwestia z pozoru banalna. Notebooka nie należy rzucać, nie należy go kopać i starać się nie podlewać go piwem. Niestety - realia są trochę, ale na szczęście tylko trochę, bardziej skomplikowane.
Realia...
Póki mamy gwarancję, wizyta laptopa w serwisie wiąże się z krótszym lub dłuższym odwykiem. Nic strasznego. Zaryzykowalibyśmy nawet, iż niektórym taka kuracja może nawet wyjść na zdrowie. Choć zapewne efektem ubocznym będą obgryzione paznokcie i eksplozja innych (niezwiązanych z internetem) zainteresowań. Gorzej, gdy gwarancja wygasła. Wtedy zaczynają się schodki i przy okazji drenaż kieszeni - mniejszy lub większy, zależnie od komplikacji. Niezwykle nieprzyjemna może być awaria w sytuacji, gdy laptop (nawet na gwarancji) służy nam do pracy. Dramat w skali od 1 do 10, szacujemy na jakieś 12 (20, gdy nie mamy backupu danych). I bynajmniej nie tylko ze względu na cenę samej usługi serwisowej.
O czym więc warto pamiętać podczas normalnego, codziennego korzystania z laptopa, aby pewnego dnia nie obudzić się z ręką w nocniku?
Mamy dla was kilka zdroworozsądkowych sugestii. Zdajemy sobie sprawę, iż niektóre mogą być nieco paranoiczne. Generalnie jednak, czasem jednak warto zwracać uwagę na takie niuanse jak parkowanie głowicy dysku twardego. Dlaczego? Choćby z tego samego powodu, dla którego nie parkujemy auta tam gdzie popadnie...
1. Zacznijmy od tego wspomnianego już naruszenia komputerowego savoir-vivre. Nie biegamy z włączonym laptopem! Gdy user się spieszy, serwis się cieszy...
Jeśli zmieniliśmy standardowe ustawienia Windows (zamknięcie pokrywy = uśpienie komputera) na wygodniejsze dla nas (zamknięcie pokrywy = nic się nie dzieje = ulubione rozwiązanie ściągających pliki w nocy) - starajmy się unikać przenoszenia włączonego peceta. Zdecydowana większość laptopów wciąż ma dyski magnetyczne, które źle znoszą potrząsanie sprzętem podczas pracy. Nie można też przenosić laptopa od razu po zamknięciu jego pokrywy. Komputer nie wyłącza się od razu, trzeba więć chwilę odczekać, aż dysk twardy przestanie działać (zazwyczaj informuje o tym odpowiednia dioda na obudowie).
Czasem nawet najlepszy system "anty-szokowy", nie zablokuje głowicy na czas. Efektem może być awaria twardziela i utrata danych. Nasza rada nie dotyczy subnotebooków z dyskami SSD. Te z racji braku ruchomych elementów, są dość odporne na potrząsanie. Nie oznacza to jednak, iż nie należy ich wyłączać.
2. To nie prawda, że trzymanie baterii w lodówce pozwala dłużej zachować jej świeżość!
Posłużyliśmy się pewną miejską legendą, aby uzmysłowić wam jedno - wyciąganie baterii z laptopa, to raczej marny pomysł. Z jakiegoś powodu często stosowany hiper-ostrożnych użytkowników.
Nie należy także pracować na zawsze i wszędzie podłączonym do zasilania laptopie. Ta opcja dwa również nie jest zdrowa dla akumulatora.
Gdzie jest więc złoty środek?
Eksperci zalecają od czasu do czasu (raz lub dwa razy na tydzień), popracować na baterii wypinając laptopa z sieci (elektrycznej, nie internetowej). Chodzi o zachowanie cyklu rozładowania/załadowania ogniwa. W ten sposób "ćwiczona" bateria zachowa przez dłużej swoją zdolność do magazynowania energii. Najgorsza z możliwych opcji, to wyjęcie rozładowanej baterii z laptopa i zamelinowanie jej na przyszłość. Równie dobrze możecie ją wyjąć i wyrzucić do kosza (grzech ekologiczny gwarantowany!).
3. Laptop to nie farelka!
W tej kwestii społeczeństwo jest już raczej dość świadome, o czym świadczy bogata oferta różnych podstawek pod laptopy na Allegro. Przypominamy jednak - praca na kolanach nie jest zdrowa ani dla komputera, ani dla jego użytkownika. Chodzi głównie o zachowanie obiegu powietrza, co jest najlepszym sposobem uniknięcia przegrzania peceta.
Z tego powodu większość komputerów ma stopki. Te cztery gumowe nóżki, to nie tylko estetyczny bajer dla frajerów. To element konstrukcyjny, który na teoretycznie stabilnym i twardym podłożu, gwarantuje zachowanie dopuszczalnej temperatury pracy. Twardym podłożem nie jest dywan, nie jest nim także łóżko (które dodatkowo nagrzeje komputer). Dziś, co prawda większość sprzętu potrafi uniknąć przegrzania poprzez samowyłączenie. Jednak w tym przypadku dobrze być paranoikiem i nie ufać bezwzględnie tej inteligentnej funkcji.
4. Czasem warto dbać o higienę peceta.
O ile zapaskudzony ekran, czy melinowanie chipsów w klawiaturze mogą wywołać naszą irytację, o tyle zatkany radiator może pozbawić nas narzędzia pracy/zabawy (niewłaściwe skreślić). Kwestia nawiązuje do punktu 3. Laptopy, a już szczególnie bardziej wydajne (a więc bardziej prądożerne) modele z dyskretną kartą graficzną, potrafią generować sporo ciepła. Świeżo kupiony laptop raczej się nie grzeje, ale po roku może sprawić nam niemiłą niespodziankę.
Dlatego warto zainwestować kilkadziesiąt złotych w pojemnik ze sprężonym powietrzem i od czasu do czasu przedmuchać nim komputer. Można nawet zajrzeć do środka - szczególnie, gdy mamy dostęp do systemu chłodzenia. Niektórzy producenci nie zakładają plomby gwarancyjnej na klapkę pod którą kryje się radiator i cooler. Jeśli mamy tam plombę, zawsze można jeszcze operować spreżonym powietrzem w okolicach wlotu i wylotu powietrza. Nie bawimy się jednak w "ręczne" przedmuchiwanie, czy też chuchanie. Nawet jeśli mamy zdrowe płuca, powietrze z parą wodną i kropelkami śliny raczej nie wyczyści naszego peceta. Ostatecznie - pozostają wyspecjalizowane usługi serwisowe.
Co jaki czas warto rozważyć tego typu zabieg konserwacyjny? Raz na pół roku to opcja optymalna.
Na koniec - środki czyszczące. Używamy tylko tych dedykowanych do czyszczenia elektroniki. Generalnie płyn do mycia okien nie jest przeznaczony do czyszczenia matrycy.
5. Przewód i zasilacz, to także elementy laptopa. Warto o tym pamiętać!
Może to wydawać się nieco absurdalne, ale spore znaczenie ma to jak obchodzimy się z przewodem zasilającym i zasilaczem. Ten pierwszy można przypadkiem uszkodzić, ten drugi - ugotować. Producenci komputerów radzą najpierw wpinać końcówkę zasilającą do laptopa, zanim sięgniemy po wtyczkę i wsadzimy ją w gniazdko. Schemat działa w drugą stronę. Wypinamy wtyczkę NAJPIERW z laptopa, zanim odłączymy zasilacz od sieci. To zdrowe rozwiązanie minimalizuje szanse, że będziemy biegać z laptopem do którego podwieszony jest zasilacz. Tym samym mamy mniejsze szanse na uszkodzenie wtyczki i przewodu. Niby banał, ale istotny. Pomaga zwalczyć nasze wrodzone lenistwo, gdy nie chce nam się demontować laptopa przy prznoszeniu do ze stołu na biurko i vice versa.
Zasilacz laptopa zwykle dość mocno się grzeje. Unikajmy umieszczania go w takich miejscach, gdzie nie jest możliwe odprowadzanie ciepła. Jeśli już musimy pracować z pecetem w łóżku, niech leży na podłodze. Nie wpychajmy go za biurko, nie chowajmy do szuflady.
Ostatnia kwestia dotyczy pożyczania zasilaczy. Obecnie większość modeli jest raczej uniwersalna, ale na rynku znajdziecie zasilacze w dwóch najpopularniejszych wersjach: 60 i 90 W. Chyba nie musimy tłumaczyć, dlaczego komputera potrzebującego 90 W nie należy podpinać do zasilacza 60 W?
Jak to policzyć? Każdy zasilacz i każdy laptop ma tabliczkę znamionową. Znajdziecie na niej wartości napięcia i natężenia, odpowiednio w Voltach (V) i Amperach (A). Jednostkę mocy, czyli Wat (W) otrzymacie mnożąc jedno przez drugie. Przykład? 19 V x 4,74 A daje nam 90,06 W. Co zdradza, iż nie obejdzie się bez zasiłki 90 W. To naprawdę nieskomplikowana matematyka.
„Komputer świat”
Janusz A. Urbanowicz - 13.09.2011
Ktoś podszył się pod posłankę Kempę i pocztą elektroniczną wysłał w jej imieniu informację o rezygnacji z kandydowania do Sejmu. Jednak gdyby nie polityczny aspekt całego zdarzenia, nie zwrócilibyśmy na nie uwagi - z takimi mailami mamy do czynienia bardzo często, prawie przestaliśmy je zauważać.
Są dwa proste sposoby wysyłania e-mailowych fałszywek: włamanie do skrzynki albo ręczne spreparowanie fałszywki i wysłanie jej serwerowi pocztowemu.
Fakty są takie: do Polskiej Agencji Prasowej ktoś wysłał wiadomość e-mail wyglądającą tak, jakby wysłała ją posłanka Beata Kempa. Wiadomość zawierała oświadczenie o rezygnacji z kandydowania do Sejmu, jako ważna politycznie, została szybciutko przepublikowana przez PAP, po czym rozpętała się medialno-polityczna burza, bo wiadomość była fałszerstwem. Jak podaje Wyborcza, w mailu były dane biura posłanki w Sycowie i prawdopodobnie z tego adresu została wysłana. Ale to nie znaczy, że z tej skrzynki.
Są dwie proste drogi, żeby wysłać takiego e-maila. Prostsza, dla przeciętnego użytkownika to zgadnięcie hasła do cudzej skrzynki. Poczta sejmowa ma webmaila, publicznie dostępną aplikację pozwalającą na przeglądanie sejmowej skrzynki za pomocą przeglądarki, po zalogowaniu się nazwą użytkownika i hasłem. Wystarczy trochę szczęścia i hucpy. Jedno z biur poselskich Beaty Kempy korzysta z konta pocztowego na Wirtualnej Polse, chronionego analogicznym mechanizmem. Dostęp do cudzej skrzynki jest przestępstwem zagrożonym karą więzienia.
Przestępcy wysyłający spam i wyłudzający hasła rutynowo posługują się fałszowaniem wiadomości.
Druga metoda wymaga trochę wiedzy technicznej, wejścia w świat czarno-zielonych ekranów. Jednak nie trzeba do tego jakiejś wiedzy tajemnej, podsyłanie sobie fałszywek było kiedyś sztandarową zabawą studentów pierwszych lat studiów technicznych, którzy nauczyli się właśnie jak "od środka" działa poczta. Przy stosowaniu tej metody samo wysłanie fałszywki nie wymaga wysokich umiejętności, wiedzy i umiejętności wymaga spreparowanie jej tak, aby nie różniła się od oryginałów, przygotowanie odpowiednich podpisów i nagłówków, także tych niewidzialnych dla zwykłego użytkownika. Bardzo trudne (ale nie niemożliwe) jest też wysłanie wiadomości w sposób całkowicie uniemozliwiający zidentyfikowanie skąd ona naprawdę pochodzi.
Z mailami wysyłanymi drugą metodą mamy do czynienia na codzień - tak postępują spammerzy i phisherzy - przestępcy wyłudzający hasła do banków. Sieciowi bandyci fałszują maile w nadziei że je przeczytamy i zainteresujemy się przesłaną ofertą, albo na zalinkowanej stronie, w celu "weryfikacji danych” podamy login i hasło.
Podszywanie się za pomocą elektronicznych środków komunikacji to podstawowa metoda popełniania internetowych przestępstw, nazywana inżynierią społeczną (social engineering).
Przed fałszerstwami dokonywanymi tą metodą częściowo chronią nas systemy antyspamowe - częściej zdarza się, że fałszywka zostanie odsiana jako reklama. Aby tak się nie stało, nalezy ją starannie przygotować, łatwiej też sfałszować wiadomość z niewielkiego serwera pocztowego, niż z wielkiego serwisu mającego miliony użytkowników i stosującego specjalistyczną ochronę poczty wysyłanej.
Ale tak naprawdę problem lezy gdzie indziej. Taką wiadomość może wysłać każdy, więc redaktor dyżurny w PAP nie powinien publikować jej bez niezależnej weryfikacji. Chociaż to też nie dziwi. Wielokrotnie opisywane były przypadki skutecznego podszywania się za pomocą mediów elektronicznych: więzienie w amerykańskim stanie Tennessee zwoniło więźnia po otrzymaniu faksem takiego - sfałszowanego - polecenia od rzekomego "sędziego". Podobnie, kolektyw Anonymous spenetrował sieć zajmującej się bezpieczeństwem firmy HBGary Federal po podszyciu się pod szefa i wysłaniu prośby o zmianę hasła.
Nie wyewoluowaliśmy do nieufności. Dopóki systemy komputerowego bezpieczeństwa nie dopasują się do tego faktu, takie rzeczy będą się zdarzać. Dlatego lepiej ostrożnie podchodzić do wszystkich informacji, których nie możemy potwierdzić twarzą w twarz. Albo chociaż przez telefon, którym zadzwoniliśmy na znany wcześniej numer.
Janusz A. Urbanowicz jest członkiem zespołu Technologii, oraz niezależnym konsultantem w dziedzinie technologii internetowych i bezpieczeństwa. Prowadzi bloga pod tytułem Fnord.pl.
TOP 20 smartfonów w USA. Totalna dominacja androidów
Raport udostępniła sieć reklamowa Millennial Media, która intensywnie działa na rynku reklamy mobilnej (obsługuje 12 tysięcy serwisów i aplikacji, w tym całkiem sporo z medialnej czołówki). Można go potraktować jako papierek lakmusowy, ale wyłącznie dla rynku amerykańskiego. W Europie sytuacja wygląda nieco inaczej. Bardziej widoczny jest udział Apple, szczególnie za naszą zachodnią granicą. W Polsce na pewno w TOP 20 znaleźlibyśmy sporo Nokii, a we Francji lub Hiszpanii, przynajmniej jednego Samsunga z Bada OS.

Z drugiej strony pewne tendencje są identyczne. HTC i Samsung, to dwie najbardziej aktywne marki w kategorii smartfonów z Androidem. Zarówno w Europie jak i w USA, oba koncerny sprzedają najwięcej modeli. W Stanach wyraźna jest obecność Motoroli, szczególnie popularnego w ubiegłym roku modelu DROID (u nas znanego jako Milestone). Pracę domową odrobiło także samo Google, skutecznie promując za oceanem model Nexus S - pierwszy smartfon z Androidem 2.3.
Fot/Źródło: Millennial Media
Wady i zalety telewizorów LCD
Technologia LCD ma wiele zalet dla branży IT. To właśnie tu pojawiły się pierwsze wyświetlacze LCD, zanim znalazły zastosowania gdzie indziej. Dzięki procesom litograficznym, zapożyczonym z przemysłu półprzewodników, piksele mogą być bardzo małe. Monitory LCD są poważną alternatywą dla nieporęcznych monitorów CRT, a już niedługo wręcz zmonopolizują rynek monitorów. Wyświetlacze LCD są też używane w urządzeniach przenośnych. W międzyczasie rozpoczęła się produkcja diod OLED (Organic Light-Emitting Diode), ale to dopiero początki.
Wyświetlacze LCD są tańsze od plazmowych, ale oczywiście trzeba też wziąć pod uwagę czynniki rynkowe. Kiedy brakuje paneli, nawet niedrogie technologie mogą osiągnąć kosmiczne ceny. Właśnie tak stało się rok temu.
Jeżeli chodzi o jakość obrazu, to LCD charakteryzuje się lepszą jasnością niż CRT. Piksele LCD nie migotają, co oznacza że można oglądać obraz z bliska, co zwiększa wrażenie "zatopienia" w obrazie.
Telewizory LCD mają bardzo stabilny obraz, co oznacza że można siedzieć blisko nich bez narażenia się na zmęczenie wzroku. Ponadto jasność jest doskonała, a obraz idealnie ostry. Jeżeli dodamy do tego rozsądną cenę - pomijając okres niedoborów - i niewielką zajmowaną przestrzeń, to widzimy, że LCD jest bardzo kuszącą propozycją.
Niestety, kąty widzenia nadal pozostawiają dużo do życzenia w porównaniu z plazmą oraz CRT. Jest tak dlatego, że światło emitowane przez lampę z tyłu panelu musi przejść przez dwa polaryzatory, zanim dotrze na powierzchnię monitora. Na szczęście producenci czynią szybkie postępy na tym polu i są już o krok od osiągnięcia zadowalających kątów widzenia dla oglądania telewizji w salonie.
Kontrast jest gorszy niż w wyświetlaczach plazmowych i CRT, ale to nie jest wielkim problemem. Prawdziwym problemem jest głębia czerni. Jak wiemy, piksele w panelu LCD są przełącznikami światła, no i nie są idealne - przepuszczają światło. Tak więc nawet jeżeli przełącznik jest całkowicie wyłączony - czyli piksel powinien być czarny - pewna ilość światła jest przepuszczana. To jest obszar, w którym plazma i CRT mają zdecydowaną przewagę nad LCD: w przypadku tych technologii czarny faktycznie oznacza brak światła.
Czasy odpowiedzi to kolejny problem paneli LCD. Ta technologia jest zasadniczo wolniejsza, co powoduje ze panele LCD wyświetlają ruchomy obraz gorzej niż plazma. Ciągły postęp w tej dziedzinie powoduje, że LCD są coraz szybsze, ale nadal nie umywają się do CRT. Udało się osiągnąć czasy odpowiedzi wystarczające do zastosowań takich jak telewizja i wideo. W najnowszych panelach smużenie nie jest już problemem.
Ponieważ panele LCD posiadają wysoką rozdzielczość natywną, w przypadku telewizji i obrazu wideo trzeba stosować interpolację pikseli. Przynajmniej do czasu szerokiego wdrożenia standardu HDTV. Telewizory LCD radzą sobie z interpolacją raz lepiej, raz gorzej - a im większy rozmiar ekranu, tym gorzej. Wszyscy producenci pracują nad rozwiązaniem tego problemu, i niektórym udało się uzyskać przyzwoite rezultaty w przypadku 26-calowych ekranów. Ale jak dotąd, nie widzieliśmy interpolowanego obrazu, który by nas zadowolił. Po nadejściu obrazu w formacie High Definition problem przestanie istnieć, bo obraz będzie miał tą samą rozdzielczość ekran.
Źródło: tomshardware.pl
Zbadaj szybkość swego internetu:
http://www.komputerswiat.pl/aplikacje/nettest/szybkosc-internetu.aspx
Wstawianie zdjęć na naszym FORUM
Krok pierwszy

Krok drugi:

Krok trzeci:

Krok czwarty:

Krok piąty:

Krok szósty:

Krok siódmy:

Krok ósmy:

Krok dziewiąty:


Na rynku tabletów coraz gęściej. Pojawiają się nowe modele, różne wersje systemów operacyjnych, coraz bardziej nowoczesne podzespoły. To rodzi jakże fundamentalne pytanie: co kupić?
Co to właściwie jest tablet i do czego służy?
O tabletach internetowych zrobiło się głośno, kiedy Apple, producent iPhone'a, wydał iPada. iPad wygląda jak cyfrowa ramka do zdjęć o rozmiarze nieco mniejszym niż kartka do drukarki. W rzeczywistości jest to komputer wyposażony w dostęp do Internetu i dotykowy wyświetlacz. Możemy przeglądać na nim strony internetowe, oglądać filmy, korzystać z map, grać w gry albo odbierać e-maile. Nie musimy natomiast instalować sterowników i programów antywirusowych ani zastanawiać się czy gra podziała na naszej specyfikacji sprzętowej i skąd ją pobrać. Idea jest prosta: komputer ma po prostu działać, a nie zawracać nam głowę sprawami technicznymi.
Dzięki tej prostocie obsługi tablety podbiły serca grafików, programistów, administratorów sieci i innych osób, które całymi dniami męczą się z komputerami w pracy. Po niej chcą w spokoju przeglądać Internet, korzystać z Facebooka czy obejrzeć zdjęcia. Dla nich tablet to jeden z kolejnych komputerów. Wiedzą, że wygodniej pisze się na zwykłej klawiaturze, a strony internetowe projektują na znacznie większym monitorze. Jednak tablet wystarczy im aby przejrzeć serwisy informacyjne przy śniadaniu albo poprowadzić spotkanie.
Z drugiej strony, znacznej części osób tablet może całkowicie zastąpić komputer. Jeśli głównie konsumujemy treści, czyli czytamy, oglądamy filmy i zdjęcia czy prowadzimy wideorozmowy ze znajomymi, zafascynuje nas jak łatwo możemy to robić kiedy skorzystamy z tabletu. Dzięki uproszczonemu systemowi operacyjnemu skończą się problemy z instalowaniem sterowników czy komunikatami programów antywirusowych. Dodatkowe aplikacji zainstalują po prostu wybierając je z listy dostępnych programów. Po prostu poczujemy, że w tych komputerach wszystko jest dla nas jasne.
Nie powinniśmy jednak dawać się ponieść tłumowi i kupować tabletu tylko z powodu mody. Jeśli mamy już dobrego smartfona, to w połączeniu z netbookiem może stanowić wygodne biuro. Alternatywne rozwiązanie to tablet i prosty telefon. iPad czy inne 10-calowe tablety nie są na tyle mobilnymi urządzeniami, abyśmy mogli nosić je przy sobie jak smartfony. To raczej zamienniki netbooków.
Jeśli zdecydujemy się wydać 2000-3000 złotych na tablet, zobaczymy, że oprócz iPada możemy wybrać dziesiątki innych modeli. Przyjrzyjmy się tabletom, które są warte naszej uwagi i już pojawiły się w Polsce lub niedługo będą miały premierę.
Apple iPad
Dla jednych synonim słowa "tablet", dla innych jedynie produkt działu marketingu firmy Apple. Mimo że iPad wcale nie był pierwszych tabletem internetowym na świecie, to właśnie on zapoczątkował szersze zainteresowanie sprzętem tego typu. W Polsce dostępny w dwóch wersjach: iPad i iPad2. Starsza wersja uznawana jest przez użytkowników za jeden z najkorzystniejszych zakupów pod względem cena / jakość.
Samsung Galaxy Tab
Dzięki sprzedaży w sieci Era stał się jednym z popularniejszych tabletów w Polsce. Od iPada różni się mniejszym wyświetlaczem (7" zamiast 10") i mniej wygodną obsługą. Niedogodności wynikają z zastosowania systemu Android 2.3, który zaprojektowano dla smartfonów, a nie tabletów. Mały rozmiar może natomiast być zaletą, gdyż łączy się z dwa razy mniejszą wagą. Na czerwiec Samsung zapowiedział dwie nowe wersje Galaxy Taba: o rozmiarach 8,9" i 10". Będą wyposażone w Androida 3.0 w pełni przystosowanego do obsługi tabletów.
RIM PlayBook
7-calowy tablet firmy RIM, producenta docenianych przez biznes smartfonów BlackBerry. PlayBooka, tak jak BlackBerry przygotowano do wygodnego pisania: w przeciwieństwie do iPada, da się na nim pisać dwoma kciukami. PlayBook ma jeszcze jedną zaletę: bezprzewodowo komunikuje się z klientem poczty, kalendarzem i książką kontaktową z naszego smartfona i może służyć jako "zewnętrzny wyświetlacz". Tablet obsługuje zarówno własne aplikacje, jak i te z systemu Android, co daje olbrzymi wybór programów. PlayBook jest dostępny w USA od 19 kwietnia 2011, daty polskiej premiery nie ustalono.
Motorola Xoom
Jeden z najlepiej wyposażonych z tabletów dostępnych obecnie w sprzedaży w Polsce. Działa pod kontrolą najnowszego systemu operacyjnego Android 3.0, którego obsługa jest znacznie bardziej intuicyjna niż w przypadku tabletów ze starszym Androidem. Google w końcu przystosowało swój system do tabletów dodając takie funkcje jak możliwość uruchomienia aplikacji w widgetach i wygodniejszą klawiaturę
LG G Slate, a.k.a.
LG OPadptimus LG jest zdecydowanym liderem w kategorii "wideo w tablecie". Nagrywa obraz w jakości HD, również w... 3D! Dzięki dwóm kamerom możemy nagrać film w jakości takiej, jak kręcono Avatara (oczywiście poza optyką), a następnie podłączyć LG Slate do telewizora przez wyjście HDMI lub odtwarzać film na samym tablecie w jakości HD Ready. Rzecz jasna te opcje przydadzą się osobom, które kupiły tablet w celu nagrywania filmów w 3D... Pozostałe będą mogły cieszyć się z dostępu do wszystkich aplikacji na Androida 3.0.
Asus Eee pad Transformer
Asus postanowił wykorzystać doświadczenie związane z netbookami i zaproponował tablet z dołączaną klawiaturą. Jej brak w większości tabletów to jedna z głównych wad wymienianych przez krytyków. Eee Pad Transformer to właściwie netbook, w którym wyświetlacz można odłączyć od klawiatury. Urządzenie właśnie trafiło do sprzedaży.
Urządzenie wyposażono w Androida z zainstalowanym pakietem biurowym Polaris Office 3.0, co przy fizycznej klawiaturze ma sens. Czy przy cenie poniżej 2000 złotych okaże się hitem takim jak netbooki?
Archos Gen 9
Mimo że to iPada uznaje się za protoplastę tabletów, to francuska firma Archos produkuje takie urządzenia już od 2007 roku (Archos Generation 5). W czerwcu 2011 roku wypuści nowy tablet Archos Gen 9. Najsilniejszy model ma być wyposażony w Windows 7 i kosztować mniej niż 1600 złotych, więc Gen 9 może okazać się kompromisem między ceną a możliwościami. O ile poświęcimy system znany ze smartfonów na rzecz Windowsa... Może i taka możliwość skusi osoby, które nie chcą uczyć się nowego systemu, ale bądźmy szczerzy: Windows nie jest mistrzem jeśli chodzi o obsługę ekranów dotykowych.
HP TouchPad
Zapowiedziany na czerwiec 2011 HP TouchPad do złudzenia przypomina pierwszego iPada, a do tego jest lepiej wyposażony. Wielką niewiadomą jest natomiast system operacyjny webOS, do tej pory instalowany w urządzeniach Palm. Największą wadą TouchPada może okazać się mała liczba dostępnych aplikacji - webOS będzie po raz pierwszy zainstalowany na tablecie. HP chce osłodzić korzystanie z tabletu dodając obsługę książek z czytnika Kindle. Oby tylko nie skończyło się na czytniku za 3000 złotych...
Acer Iconia Tab
Dostępny od pierwszego maja Acer Iconia Tab pokazuje jednak, że można zrobić tablet obsługujący najnowsze oprogramowanie w niskiej cenie. Niecałe 300 funtów (1350 złotych) to rozsądna cena za 7-calowe, markowe urządzenie. W dodatku, w przeciwieństwie do chińskich podróbek, Iconia Tab dysponuje nowym Androidem i daje dostęp do wszystkich aplikacji. Czy doczekamy się jednak tabletu internetowego, który pokona barierę 1000 złotych przy zachowaniu wysokiej jakości?
Chińskie podróbki
Wybierając tablet prawdopodobnie trafimy na chińskie urządzenia wyglądające dokładnie jak iPad, ale kosztujące nawet 10 razy mniej niż markowe produkty. SuperPady, ePady, aPady, TabletPady, Androiry i inne, mimo że wyglądają jak markowe tablety, wyposażone są w tak słabą elektronikę, że o wygodzie iPada możemy zapomnieć. Najważniejsze wady to: bateria wystarcza na 2 godziny, jakość obrazu jest niska, tablet wolno odpowiada na kliknięcia, a system operacyjny jest przestarzały. Idzie za tym ograniczony wybór aplikacji, zwłaszcza, że chińscy producenci nie wykupują licencji na korzystanie z aplikacji Google. Musimy się więc pożegnać z mapami, sklepem z aplikacjami czy aplikacją YouTube i zadowolić się chińskimi odpowiednikami. Takie urządzenia to raczej odtwarzacze multimedialne z większym wyświetlaczem niż "prawdziwe" tablety.
Marcin Kosedowski
Czy elektroniczne czytniki książek będą rewolucją na miarę wynalezienia druku? Oto wszystko co musisz wiedzieć zanim kupisz swój pierwszy czytnik.
Od A do Z wyjaśniamy czym jest czytnik e-booków, komu się przyda i jaka może być przyszłość
A co to jest czytnik ebooków?
Czytnik to urządzenie wielkości książki, które służy do... czytania e-książek. Książki kupuje się przez wbudowany sklep (jeśli czytnika ma dostęp do sieci) lub przez przeglądarkę komputera i przesyła do czytnika przez kabel.
Czytniki wyróżniają się wyświetlaczem wykorzystującym technologię e-tuszu (E Ink). W przeciwieństwie do monitora laptopa czy telefonu, wyświetlacz czytnika nie świeci. Przypomina raczej kawałek plastiku, na którym wydrukowano napis. Z jednej strony to wada, bo czytać możemy tylko kiedy jest jasno (w nocy musimy skorzystać z lampki). Z drugiej strony to olbrzymia zaleta: korzystanie z czytnika nie męczy wzroku tak jak patrzenie na monitor. Ponadto taki wyświetlacz zużywa prąd tylko w chwili zmiany strony na nową.
Bateria na dwa miesiące?
W maju 2011 świat obiegła informacja, że czas działania popularnego Kindle wynosi 2 miesiące. Szybko okazało się, że to chwyt marketingowy, dzięki któremu Kindle ma dorównać swojemu konkurentowi o nazwie Nook.
Amazon, producent urządzenia, przyjął że będziemy czytać przez pół godziny dziennie i wtedy bateria wytrzyma 2 miesiące. W rzeczywistości, jeśli czasem będziemy korzystać z sieci, bateria 6" Kindle wystarczy na 10-20 godzin czytania, czyli tydzień dla przeciętnego użytkownika. Inne urządzenia oferują podobny czas pracy.
Czym czytnik różni się od tabletu?
Czy elektroniczne czytniki książek będą rewolucją na miarę wynalezienia druku? Oto wszystko co musisz wiedzieć zanim kupisz swój pierwszy czytnik.
A co to jest czytnik ebooków?
Kindle
Czytnik to urządzenie wielkości książki, które służy do... czytania e-książek. Książki kupuje się przez wbudowany sklep (jeśli czytnika ma dostęp do sieci) lub przez przeglądarkę komputera i przesyła do czytnika przez kabel.
Czytniki wyróżniają się wyświetlaczem wykorzystującym technologię e-tuszu (E Ink). W przeciwieństwie do monitora laptopa czy telefonu, wyświetlacz czytnika nie świeci. Przypomina raczej kawałek plastiku, na którym wydrukowano napis. Z jednej strony to wada, bo czytać możemy tylko kiedy jest jasno (w nocy musimy skorzystać z lampki). Z drugiej strony to olbrzymia zaleta: korzystanie z czytnika nie męczy wzroku tak jak patrzenie na monitor. Ponadto taki wyświetlacz zużywa prąd tylko w chwili zmiany strony na nową.
Bateria na dwa miesiące?
W maju 2011 świat obiegła informacja, że czas działania popularnego Kindle wynosi 2 miesiące. Szybko okazało się, że to chwyt marketingowy, dzięki któremu Kindle ma dorównać swojemu konkurentowi o nazwie Nook.
Amazon, producent urządzenia, przyjął że będziemy czytać przez pół godziny dziennie i wtedy bateria wytrzyma 2 miesiące. W rzeczywistości, jeśli czasem będziemy korzystać z sieci, bateria 6" Kindle wystarczy na 10-20 godzin czytania, czyli tydzień dla przeciętnego użytkownika. Inne urządzenia oferują podobny czas pracy.
Czym czytnik różni się od tabletu?
Kupno czytnika utrudnia jeszcze jedna sprawa: z aplikacji Kindle można korzystać na tabletach z systemem Android i na iPadzie. Są również czytniki innych popularnych plików. Co wybrać? Najważniejszą różnicą między tabletami a czytnikami jest wyświetlacz, który nie męczy oczu, ale nie nadaje się do wyświetlania zdjęć ani filmów. Druga różnica to większa liczba funkcji tabletu: pozwala odtwarzać filmy, grać i wygodnie surfować po stronach WWW (niektóre czytniki też to potrafią, ale nie tak wygodnie jak komputery czy tablety). Na korzyść czytników przemawia natomiast waga, zwykle 2-3 razy mniejsza niż tabletu.
Dla kogo czytnik?
Czytnik jest więc specjalizowanym urządzeniem, które ma zastąpić osobistą bibliotekę osobom, które dużo czytają. Największa zaleta, czyli niemęczący oczu wyświetlacz, pokaże swoje zalety dopiero jeśli będziemy czytali dłużej niż kilkanaście minut dziennie. Jeśli chcemy surfować po sieci, oglądać filmy i grać, a książki czytamy tylko czasami ? wybierzmy tablet.
E Ink
Zalety wyświetlaczy czytników wynikają z ich budowy. W typowym monitorze albo komórce za wyświetlaczem znajduje się podświetlenie, którego światło przechodzi przez ciekłe kryształy. Ekran wykorzystujący technologię E Ink (elektroniczny tusz) możemy wyobrazić sobie jako leżące jedna obok drugiej, miniaturowe kule. Każda z nich po jednej stronie jest biała, a po drugiej czarna. Kiedy zmieniamy stronę książki, niektóre kule są przekręcane na drugą stronę. Wynikają z tego dwie zalety: energia jest potrzebna tylko do zmiany strony (z tego powodu czasem podaje się wytrzymałość baterii w tysiącach stron), a ekran nie świeci, dzięki czemu nie męczy wzroku.
Formaty książek
Przy wyborze czytnika najważniejszy jest dostęp do książek. I tu pojawia się problem. Książki publikowane są w kilku formatach. To tak jak z filmami: żeby obejrzeć film BlueRay musimy mieć inny odtwarzacz niż do DVD.
Żaden z "czytnikowych" formatów nie jest odczytywany przez wszystkie urządzenia. W Amazonie możemy kupić książki w formacie AZW. Większość pozostałych wydawców postawiła na format ePub lub dokumenty PDF. Żeby tego było mało, Kindle ma zacząć obsługiwać format ePub, jak w maju 2011 podały cztery wydawnictwa współpracujące z Amazonem. W 2011 roku w branży chce pojawić się jeszcze Google z książkami w formacie HTML5, które będzie można przeczytać wszędzie.
Gdzie kupić książki?
Tysiące książek, również darmowych lub w cenie kilku dolarów, znajdziemy na Amazonie. Niestety polskich utworów jet tam niewiele. Więcej kupimy w Empiku, Virtualo.pl czy Nexto.pl. Wszędzie zasada kupowania jest ta sama: zamawiamy książkę w sklepie online, płacimy, a po otrzymaniu płatności sklep wysyła nam książkę. W zależności od urządzenia i formatu możemy otrzymać od razu na czytnik lub na komputer, z którego prześlemy książkę do czytnika.
Haczyk?
Znaczna część ebooków ma zasadniczą wadę: nie pożyczymy ich znajomym i rodzinie, a po przeczytaniu nie sprzedamy. To zabezpieczenie antypirackie (DRM), którego od sklepu oczekują wydawcy. Najpopularniejsze zabezpieczenie to system 6+1. Oznacza on, że kupioną książkę możemy otworzyć na sześciu czytnikach, a co roku na kolejnym. Ponadto Kindle nie obsługuje plików zabezpieczonych przez innych sprzedawców. Pojawiają się również problemy z drukowaniem (ograniczona liczba stron na dzień) czy przesyłaniem książki znajomym.
Ile kosztuje e-książka?
Na rynku amerykańskim niektóre e-booki są darmowe, a znaczna część, zwłaszcza wydawanych tylko w wersji elektronicznej, kosztuje kilka dolarów. Co ciekawe, autorzy zarabiają na tym więcej niż na zwykłych książkach, gdyż tanie ebooki sprzedają się w dziesiątkach tysięcy, a marża wydawcy znika pozwalając autorowi zarabiać nawet 70% ceny sprzedaży. Przy książkach drukowanych zarabia 5-10%.
Jakie są ceny w Polsce?
W polskich księgarniach jest inaczej. Klasyki literatury kosztują mniej niż 10 złotych, ale za nowości zapłacimy tyle co za papierowe książki, a czasem nawet więcej! Potwierdza to tezę, że wydawcy traktują ebooki jako produkt ekskluzywny.
Kto promuje czytniki?
Wszystkie najpopularniejsze czytniki sprzedają... księgarnie. Na pierwszy rzut oka budują konkurencję samym sobie, ale w rzeczywistości powiększają upadający rynek książek.
Ebooki mogą zastąpić najtańsze książki. Pozwolą również wydawać kosztujące kilka złotych książki niezależnym autorom, których do tej pory nie było stać na opłacenie wydawnictwa. Na Amazonie to już się dzieje, a rynek powiększył się o tysiące tytułów od których księgarnia pobiera prowizję, a których wcześniej w ogóle nie było.
Lekki i poręczny
Prawie wszystkie nowoczesne czytniki mają wyświetlacz o przekątnej 6". To tyle, co pół typowej książki. Ważą ok. 300 gramów - dwa razy mniej niż tablety o tej samej wielkości. To istotne, bo trzymanie tabletu przez pół godziny prowadzi do bólu nadgarstka.
Masowy czy ekskluzywny?
W USA Amazon sprzedaje już więcej e-booków niż książek drukowanych. Powód jest prosty: najtańszy Kindle kosztuje 114 dolarów, co stanowi mniej niż 1/10 pensji minimalnej, więc stać na niego każdego. Cena może być tak niska, bo urządzenie wyświetla nieprzeszkadzające reklamy.
Gdyby w stosunek ceny do płacy minimalnej pozostał ten sam, w Polsce czytnik powinien kosztować około 100-150 złotych. Tymczasem najtańsze czytniki kosztują ok. 500 złotych, co stanowi ok. 40% pensji minimalnej. Z tego powodu czytniki są niestety traktowane jako towar dla zamożnych czytelników, a nie jako produkt masowy.
Nie ma kolorowych wyświetlaczy?
Od ok. 2007 roku kolejne firmy przedstawiają prototypy kolorowych wyświetlaczy działających w technologii E Ink. Takich wyświetlaczy nie chcą jednak księgarnie. Po pierwsze, ceny samych wyświetlaczy wynoszą kilkaset dolarów, a po drugie nie da się na nich wyświetlać filmów: zmiana obrazu trwa około sekundy. Amazon uważa, że przy takiej cenie i ograniczeniach czytelnicy wybraliby tablety, a przecież czytniki pozycjonowane są jako tanie urządzenia kosztujące tyle co dwie pizze.
Od kabla do chmury
Pierwsze czytniki z roku 1998 pozwalały kopiować pliki tekstowe z komputera. Obecnie możemy albo kupić książki przez Internet i wysłać je do czytnika przez kabel (np. eClicto Kolportera) albo skorzystać z wbudowanej w czytnik księgarni (firmowany przez Empik OYO) i pobrać książki na kartę pamięci.
W lutym 2011 polska firma Legimi zaprezentowała aplikację przenoszącą książki do chmury obliczeniowej. Dzięki temu możemy zacząć czytać na czytniku Onyx Boox, a następnie otworzyć tę samą książkę od miejsca w którym skończyliśmy na iPhonie lub komputerze. Zważywszy na to, że Amazon jest właścicielem jednej z największych chmur obliczeniowych na świecie, taki sposób dostępu może stać się standardem.
Piraci
Wydawcy boją się, że ich książki będą masowo kopiowane, więc wprowadzają zabezpieczenia, tzw. DRM. Zabezpieczone są książki Amazonu i duża część książek z innych księgarni. Najgorsze jest to, że zabezpieczenia są od dawna złamane i utrudniają życie jedynie uczciwym kupującym.
Dużo wygodniejszym sposobem na piratów jest dodanie "znaku wodnego", czyli informacji o tym, kto kupił dany egzemplarz książki. Jeśli zostanie nielegalnie udostępniona, wydawca będzie wiedział od kogo pochodzi. Niektórzy wydawcy już wybierają to rozwiązanie. Podobne problemy występowały kiedy w sieci pojawiały się pierwsze płatne pliki muzyczne. Większość wytwórni muzycznych zrezygnowała z DRM-ów, więc to samo powinno czekać ebooki.
Rewolucja na miarę druku?
Od kiedy pojawiły się ebooki, słychać pogłoski o śmierci druku, upadku wydawnictw i rewolucji na miarę wynalezienia druku. Tymczasem ebooki to uzupełnienie książek: specjalistyczne podręczniki, elegancko wydane egzemplarze drukowane na dobrym papierze i albumy zostaną w wersji drukowanej. O rewolucji możemy mówić za to w aspekcie działania wydawnictw: już teraz każdy może wydać książkę na Amazonie i sprzedawać ją za kilka złotych. Zjawisko można porównać do wprowadzenia YouTube'a i krótkich, amatorskich filmów uzupełniających telewizję.
Stare formaty, nowe czasy
Obecnie na rynku popularne są co najmniej 3 formaty (ePub, AZW i PDF), a stosowany do niedawna format MOBI jest już prawie zapomniany przez wydawców (poza Amazonem, którego format AZW to MOBI z nałożonym DRM-em).
Za 5 albo 50 lat formaty mogą się zmienić. Księgarnia może zapewnić narzędzia do konwersji plików do nowych formatów, ale kto zapewni, że Amazon, Empik czy Adobe będą jeszcze działać? Nie wiadomo czy przekażemy gromadzoną przez lata bibliotekę wnukom tak łatwo jak możemy przekazać drukowaną książkę. Jeśli mamy wybór, korzystajmy więc z otwartego formatu ePub, który w przyszłości łatwo będzie skonwertować do przyszłych formatów.
To tylko moda?
A może czytniki nie przetrwają do czasów naszych wnuków i to tylko chwilowa moda? Wygląda na to, że jednak przetrwają. Pierwsze próby przeniesienia książek do pamięci komputera rozpoczęły się w latach '70 XX wieku od Projektu Gutenberg, który zakładał cyfryzację 10.000 książek. Udało się to w 2005 roku. Dopiero teraz ceny czytniki spadają, więc jeśli jest to moda, to właśnie się rozkręca. I trwa wyjątkowo długo, bo już 40 lat.
Uwaga na kolorowe "czytniki"!
Przyglądając się rynkowi należy zwrócić uwagę na "czytniki ebooków" z kolorowym wyświetlaczem kosztujące ok. 300-500 złotych. W rzeczywistości to chińskie tablety wyposażone w zwykły ekran LCD. Pozbawia to je podstawowej zalety prawdziwych czytników wykorzystujących E Ink: męczą wzrok tak jak zwykły monitor, a bateria wystarczy na około 2h czytania.
Wybierz czytnik do formatu ebooka
Wybierając czytnik powinniśmy sprawdzić jakie formaty obsługuje. Będziemy mogli ustalić w jakich księgarniach kupimy książki. Formaty w jakich najpopularniejsze sklepy sprzedają książki przedstawia tabela. Obsługiwane przez czytnik formaty podaje producent.
|
Czytnik/obsługiwany format
|
ePub
|
ePub z DRM
|
PDF File Open
|
PDF z DRM
|
AZW
|
|
Empik
|
|
tak
|
|
tak
|
|
|
Amazon
|
|
|
|
|
tak
|
|
Nexto
|
tak
|
tak
|
tak
|
tak
|
|
|
Virtualo
|
tak
|
tak
|
tak
|
tak
|
|
|
eClicto
|
|
tak
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
|
Zmęczenie oczu
Kupowanie czytnika przez osobę, która czyta przez 30 minut dziennie mija się z celem. Czytając tak mało może równie dobrze korzystać z monitora czy bardzie j uniwersalnego tabletu, a i tak nie zmęczy oczu. Czytnik wykorzystujący E Ink zupełnie nie męczy wzroku, więc sprawdzi się przy dłuższych lekturach.
Na zakończenie jeszcze jedno: czytniki ebooków i E Ink dopiero wchodzą na rynek, więc zarówno technologie, jak i sposób ich wykorzystania będą się zmieniać. Najbliższe lata przyniosą czytniki nowej generacji. Kto wie, jakich udogodnień możemy się w nich spodziewać? Czy będzie to przeniesienie książek w chmurę obliczeniową, czy może czytniki będą wyglądały jak kartka papieru?
Marcin Kosedowski
Raport o stanie niebezpieczeństwa
Jak co roku firma Cisco Systems wypuściła raport o stanie sieciowego bezpieczeństwa. Ogólna wymowa 44-stronicowego dokumentu jest pozytywna, opracowany przez firmę indeks (nie)bezpieczeństwa ARMS, w porównaniu z 2009 spadł o 0,4, z 7,2 do 6,8.
Cisco Global ARMS Race Index (ARMS oznacza "Adversary Resource Market Share" czyli "przeciwnika udział w rynku) to liczba określająca jak wiele światowych zasobów podłączonych do Internetu jest pod kontrolą przestępców. Wartość 6,8 oznacza, że wprawdzie Internet nie jest miejscem bezpiecznym dla naszych komputerów, ale zmniejszyła się szansa na całkowite przejęcie kontroli przez przestępców.
W kategorii "wznoszących gwiazd" cyberprzestępczości, raport wskazuje włamania przez przeglądarki, kradzież danych za pomocą wyspecjalizowanych wirusów - koni trojańskich oraz pranie pieniędzy za pomocą ludzi werbowanych przez spamowe ogłoszenia o pracy.
W kategorii najbardziej zyskownych plasują się ataki na usługi płatne - fałszywe kliknięcia, zwykłe oszustwa, spam i spyware.
W kategorii wypadających z pola widzenia ze względu na niską opłacalność mamy rozproszone ataki blokujące dostęp do usługi (DDoS), prosty phishing (wykradanie danych dostępowych do kont) i ataki przez sieci społeczne.
Raport wskazuje też najważniejsze słabości ludzkiej natury jakie są wykorzystywane przez ataki przes sieci społeczne, są to:
* erotyka - trudno odmówić atrakcyjnej osobie płci przeciwnej, gdy dodaje nas do znajomych
* chciwość - oferty na otrzymanie iPoda za darmo, zwykle mają jakiś haczyk
* próżność - wszelkie oszustwa zaczynają się od przekonania "frajera”, że to spejcalna oferta przygotowana tylko dla niego
* nadużycie zaufania - oszuści zwykle podszywają się pod znane marki i firmy
* lenistwo - oszuści zwykle liczą że ofiara nie sprawdzi wiarygodności otrzymanej wiadomości
Widziałem nawet kiedyś wiadomość phishingową w której nagłówkach był ukryty tekst "jeśli to czytasz, to jesteś zorientowany i nie ciebie próbujemy oszukać".
* współczucie - częstym sposobem oszustwa przez Facebooka jest wyłudzanie pieniędzy na przyjaciela w podróży w potrzebie
* pośpiech - przyjaciel w potrzebie potrzebuje pieniędzy na już, a idealna oferta ważna jest sześć godzin
Dobrą wiadomością jest spadek ilości przepływającego przez Internet spamu, pierwszy raz w historii Internetu. Zła wiadomość jest taka, że Polska jest na szóstym miejscu wśród krajów rozsyłających spam. Ale to nie "Polak potrafi" - po prostu mamy w sieci dużo źle zabezpieczonych komputerów, które mogą być wykorzystane przez przestępców. W 2010 roku przesłali przez polskie komputery 3,6 bilionow wiadomości - 3.600.000.000.000 spamów.
Spam nie jest już nielegalnym reklamowaniem leków na potencję, spora część spamu to zaproszenia do oszustwa: zawiadomienia o spadkach, nagrodach czy możliwościach zarobienia pieniędzy (oszustwo nigeryjskie zwane skrótowo "419" od numeru odpowiedniego paragrafu), albo wiadomości od "firm" poszukujących "przedstawicieli" w rzeczywistości "słupów" potrzebnych do wyprania pieniędzy uzyskanych z innych przestępstw. Wspaniała praca pośrednika oznacza założenie konta w banku, przyjęcia przelewu i przesłania dalej pieniędzy przekazem Western Union. Paradoksalnie, takich pośredników jest za mało, aby przestępcy mogli przeprać wszystkie swoje pieniądze, dlatego też ciągle szukają nowych "mułów" jak też nazywa się przedstawicieli.
Dwoma zdarzeniami przełomowymi według rapotu, była sprawa robaka Stuxnet, który zsabotował irański program jądrowy, oraz zamknięcie botnetów Pushdo i Waledac, przez co ilość spamu spadła o około 20 procent.
[na podstawie Cisco 2010 Annual Security Report]
Janusz A. Urbanowicz
Trzy razy Windows: Siódemka przegoniła Vistę, ale nadal w ogonku za XP-kiem

fot. Gemius/Microsoft
Choć w rankingu najbardziej popularnych systemów operacyjnych w Polsce nastąpiła realna zmiana pokoleniowa, a po ponad roku od wejścia na rynek Windows 7 prześcignął Vistę... Mimo tych wszystkich rewelacji na szczycie nadal znajduje się system z dopiskiem XP.
Z badania Gemiusa wynika, że Windows Vista, z wynikiem 16,87% znajduje się na trzecim miejscu pierwszej trójki najpopularniejszych systemów operacyjnych. Windows 7 wskoczył na drugie, z rezultatem 17,26%. Na pierwszym, od niewiadomo ilu lat, miejscu, choć jego wynik wciąż powoli spada (aktualnie 63,35), znajduje się Windows XP. Na resztę OS'ów przypada już tylko 2,52%.
Znamy liczby co to jednak oznacza? Mniej więcej tyle, że choć jego popularność systematycznie spada, w Polsce nadal najpopularniejszym systemem operacyjnym jest produkt wydany przez Microsoft pod koniec 2001 roku (z łatką z 2008 roku). To przynajmniej 8 lat temu.
I dzieje się to mimo iż 13 lipca 2010 roku producent oficjalnie wstrzymał wsparcie dla systemu z łatką numer 2. Ostatni, wydany w 2008 roku ServicePack 3 ma być natomiast utrzymywany jeszcze do kwietnia 2014 roku, a więc być może dożyje jeszcze do premiery systemu Windows 8. Jest też zatem szansa, choć niewielka, że do tego czasu XP utrzyma się na prowadzeniu wśród systemów operacyjnych. Fakt to jednak niezaprzeczalny, że w największym stopniu traci procentową popularność na rzecz "siódemki".
Ciężko jednak stwierdzić, czy użytkownicy dokonują wyboru świadomie. Windows 7 jest bowiem systemem operacyjnym, który znajdziemy w niemal każdym nowym komputerze. Często bez możliwiości wyboru. Nawet w tych mniej wydajnych, ale zyskujących coraz większą popularność - netbookach.
[za Microsoft]
Łukasz Cichy
Podstawowe zabezpieczenie komputera….
Serwis Enterpreneur opublikował właśnie listę najpopularniejszych błędów jakie popełniają użytkownicy komputerów podczas ich użytkowania, które mogą doprowadzić do przykrych i czasem kosztownych szkód.
Nie są to rady przeznaczone dla zaawansowanych użytkowników, jak wiadomo, każdy rozsądny człowiek robi kopie zapasowe, ale mimo to warto się zapoznać z najważniejszymi z nich:
* odpowiadanie na spam
Dlaczego dostajemy spam? Bo jest skuteczną reklamą. Gdyby ktoś na niego nie odpowiadał, i nie dałoby się w ten sposób zarobić pieniędzy, spam umarłby śmiercią naturalną. Nieważne więc czy zaskakujący list mówi o odziedziczonej fortunie, przecenie leków na dyskretne przypadłości, czy może też jest to wiadomość od tajemniczej nieznajomej.
* przestawianie działającego komputera
Piszę te słowa z Toshiby Portege, na której producent umieścił programik wyświetlający ostrzeżenie, jeśli komputer jest włączony i zostanie poruszony. Wszyscy to robią, ale w ten sposób najłatwiej uszkodzić twardy dysk, a to kończy się utratą danych.
* używanie laptopa na kocu albo łóżku
Ze względu na projektowanie pod kątem rozmiarów i wagi, laptopy mają problemy z odprowadzaniem ciepła. Postawienie laptopa/netbooka na miękkiej i puszystej powierzchni prowadzi do zatkania otworów wentylacyjnych, a dodatkowo ciepło może uciekać tylko górą i w ten sposób komputer może dokonać samousmażenia. Do pracy w łózku warto nabyć odpowiedni stolik śniadaniowy, nieźle też sprawdza się odpowiednich rozmiarów deska do krojenia.
* instalowanie wszystkiego co popadnie
Im więcej oprogramowania, tym więcej zmian w systemie i tym mniej wolnej pamięci. Nawet jeśli któregoś radykalnie zredukować ilość zainstalowanych programów, pozostanie po nich to co programiści nazywają "cruft" - stare pliki, niedokładnie usunięte zmiany stare sterowniki czy inne śmieci. Kończy się spowolnieniem systemu i koniecznością jego reinstalacji. Oprogramowania w Internecie jest bardzo dużo, nie trzeba instalować wszystkiego.
* wyrzucanie papierów
Kiedy się coś stanie, pierwszą rzeczą o jaką zapyta serwisant, będzie karta gwarancyjna a drugą, jakakolwiek dokumentacja, której nie przeczytaliście przed podłączeniem nowego gadżetu. To się może mścić, np do poprawnego zaktualizowania sterowników karty sieciowej NetGear, trzeba ją wyjąć z komputera. Dlaczego tak? Nie wiem, i też uważam, że to głupie. Ale trzeba o tym wiedzieć zanim się weźmiemy do klikania.
* używanie do wszystkiego jednego adresu e-mail
Za darmowe usługi z Internetu płacimy swoją uwagą i danymi osobowymi. Podawanie wszędzie jednego adresu e-mail spowoduje, że ważne listy utoną w zalewie reklamowych przesyłek (nawet tych legalnych), lepiej kierować je na osobne konto sprawdzane raz w tygodniu.
* używanie do wszystkich kont jednego hasła
Na konto e-mail mogą spływać listy od bliskich czy wyciągi bankowe, warto, żeby były zabezpieczone innym hasłem, niż to na które zamawiamy pizzę. Jest spora szansa, że ktoś kto włamie się do komputera pizzerii, będzie uzyskane tam hasła sprawdzał w innych serwisach. Nawet jeśli były zaszyfrowane, czasem można to złamać.
* brak kopii zapasowych
Dyski dzielą się na te które padły, i te które dopiero padną. Potrząsanie nimi w czasie pracy (np przy przestawianiu komputera), albo przegrzewanie kiedy komputer zostaje postawiony na kocu, znakomicie skraca ich żywotność.
* brak programów antywirusowych
Kilka lat temu, w czasach kiedy sieciowe robaki same wyszukiwały sobie następne ofiary, niezabezpieczony komputer z Windows podłączony do niezabezpieczonej sieci, łapał jakąś infekcję po półtorej minuty. Teraz metody infekcji trochę się zmieniły, ale zagrożenie nie zmalało. Warto ściągnąć chociaż Microsoft Security Essentials.
* brak osobnych backupów
Przewraca się stół, laptop leci na podłogę, ciągnąc za sobą wszystko co przypięte do niego kablami, w tym zewnętrzny dysk twardy na którym są awaryjne kopie treści, oba dyski do wymiany, albo kosztownego odzyskiwania danych w specjalistycznej firmie. Złodziej kradnie plecak z laptopem i pendrive'em z backupami. Aby kopia zapasowa przetrwała nieszczęścia niezależnie od komputera, trzeba trzymać ją w bezpiecznym miejscu.
Obyście nigdy nie musieli się przekonać, czy te rady były słuszne.
[Na podstawie Enterpreneur via CrunchGear]
Janusz A. Urbanowicz