mixxt

Sign up here for free!

Welcome to mixxt!

Sprawa mec.Antoniego Zambrowskiego

Sprawa mec.Antoniego Zambrowskiego

Na naszej stronie wstawiłem trzy listy współpracowników PRL-owskiego aparatu ucisku w plikach PDF. Zrobiłem to, przyłączając się do apelu o ujawnianie agentów i tym samym o oczyszczenie środowisku z tego rodzaju ludzi. Oczywiście nie jestem autorem tych list.  Na końcu każdej z tych publikacji podani są ludzie, organizacje, które wzięły na siebie ten trud.

 

Jak do tej pory, tylko jedna osoba nie zgadza się z umieszczeniem na tych listach osoby śp.mec. Karola Głogowskiego, Jej ojca. Pani Małgorzata Kielecka skontaktowała się ze mna a ja poradziłem Jej jak ma rozpocząć proces usunięcia z tej listy swego ojca. Będę teraz przedstawiał drogę do osiągnięcia tego celu.

Stefan Buchholz

 

 

List  pierwszy 

 

źródło: Archiwum Opozycji Antykomunistycznej 

abcnet Fundacja Orietacja http://www.abcnet.com.pl/pl/artykul.php?art_id=2270&token=[/url] 

z pełnym poszanowaniem i respektem dla autorów, wydawców i praw autorskich, w dzisiejszych czasach powszechnego przemilczania i 

fałszowania historii i faktów historycznych, uważamy za szczególnie ważną powinność i obowiązek rozpowszechniania informacji, celem edukacji i 

uświadamiania, oraz bezpardonowej walki z owymi przemilczeniami i fałszami 

 

 

Witam serdecznie. 

Szanowni Państwo, przeglądając Państwa stronę nie mogę odnaleźć  tej, która  powyżej Państwu przesłałam. Nie wiem co jest tego przyczyna  tj. niemożności otworzenia u Państwa tej strony. Ale w związku z tym iż  nadal Państwo funkcjonują i prowadza stronę  mogę przypuszczać , ze będą Państwo tak mili i udostępnią mi  nazwiska autorów tego artykułu a właściwie listy tak zwanych konfidentów. Wierze, ze autorzy tej listy nie musza działać w ukryciu i nie wstydzą się swoich nazwisk. Szkoda, ze się  nie podpisali tylko podali stronę fundacji. Na listę tego rodzaju natrafiłam zupełnie przypadkowo i ku mojemu zdziwieniu odnalazłam tam Pana mec. Karola Głogowskiego założyciela Ruchu Wolnych Demokratów. Jestem zbulwersowana, kto i na jakiej postawie umieścił tu  Pana mecenasa. Woła to o pomstę do nieba i niech Bóg wybaczy tym aktorzy to napisali. Nie tylko umieszczenie go na tej liście godzi w Jego Dobre Imię, ale godzi w każdego  uczciwego Polaka , któremu dobro Polski  i jego narodu jest drogowskazem w życiu. Dla przypomnienia i malej analizy cyt... co jest o P. mec. K. Głogowskim napisane...... 

TW W LATACH 1950-TYCH KAROL GŁOGOWSKI, członek Ruchu Wolnych Demokratów. Naczelny Sąd

Administracyjny wyrokiem z dnia 13 stycznia (rozpatrując sprawę Karola Głogowskiego, który najpierw był

agentem, a później podjął działalność antykomunistyczną - sygn. akt OSK 1586/04) nakazał IPN przyznanie

statusu pokrzywdzonego również osobie: „która przedtem bądź pomiędzy działaniami o charakterze

niepodległościowym była współpracownikiem organów bezpieczeństwa, a następnie zaprzestała tej działalności

i odpowiadała pojęciu pokrzywdzonego”.

 

Autorzy  w sposób kłamliwy a zarazem szkalujący osobę  mec Karola Głogowskiego, podali informacje wskazując ze był najpierw agentem, a później podjął działalność antykomunistyczna. Nie maja żadnych ku temu podstaw ani dowodów. Powołali się co prawda na sygnaturę akt  NSA, ale chyba nie byli zaznajomieni  z tezami, uzasadnieniem  w Wyroku NSA z 2005 roku. Nie podali nowe daty z rokiem wyroku  co już świadczy o ich nie umiejętnościach pisarskich na temat innych osób a zwłaszcza na przekazywaniu prawdziwych faktów. Następne informacje które zawarli świadczą jednoznacznie, iż nie znają prawa jedynie powołują się na artykuły z Ustawy o IPN. Pan mec. Karol Głogowski przed Sadem udowodnił  dwukrotnie, ze nie był konfidentem, ze nigdy nie podjął współpracy a najważniejsze, że pracownicy IPN-u nie potrafili prawidłowo interpretować ustawy na której się opierali.   

13 stycznia 2005 r. NSA ostatecznie oddalił kasację IPN, przyznając tym samym Karolowi Głogowskiemu status pokrzywdzonego i podzielając jego opinię, wyrażoną w liście otwartym do prezesa IPN, że pracownicy tej instytucji nieprawidłowo interpretowali na jego niekorzyść zapisy art. 6 ust. 3 Ustawy o IPN[7]. ( informacje zamieszczone w wikiipedii  potwierdzone źródłami )

 Osoby, które rozpowszechniana nieprawdziwe, fałszywe informacje wobec czego naruszają prawa osobiste i narażają godność człowieka powinno podać się bezwzględnie do Sadu. W zawiązku z tym, że to na tym portalu miało miejsce proszę o ustosunkowanie się do mojej prośby  i podanie mi nazwisk autorów oraz oficjalne poinformowanie na swojej stronie o tym wydarzeniu.

 

Dziś u Państwa czytam cyt..

W demokracji suwerenem powinien być naród - ogół obywateli. Cała reszta, a więc państwo, prawo i wynikający zeń system władzy, administracyjny, sądowniczy i gospodarczy, powinny być służyć suwerenowi i odpowiadać jego potrzebom.

Jak widać mamy już , choć może jeszcze nie w pełni demokracje w która wielu  ludzi  a wśród nich  również Pan  mec.Karol Głogowski włożyli wiele trudu  poświęcając swoje życie i życie swoich rodzin na ciągłą niepewność o jutro  byśmy mogli dziś myśleć o Wolnej Polsce i demokracji.

Nie mogę przejść obojętnie nad tym wydarzeniem i proszę Fundacje o ustosunkowanie się do mojego APELU

                               z poważaniem Małgorzata Kielecka

 

List drugi

 

KRAJOWY REJESTR UJAWNIONYCH KONFIDENTOW – WYMIAR SPRAWIEDLIOŚCI

24. kwiecień 2005 - 23:00

Układ agentury będzie terytorialny i według organizacji opozycyjnych, a w przyszłości wyszukiwarka na nazwisko i pseudonim jak w http://www.cibulka.com z tym, że w odróżnieniu od wzorca czeskiego, będziemy podawali jak najobszerniejsze biogramy i historię donosicielskiej działalności. Na razie zaczynamy od kilku nazwisk ale wszystko musi mieć swój początek. Nawet już istniejące noty będziemy stale uzupełniali. Apelujemy do Czytelników o pomoc i nadsyłanie materiałów.

STAN ZAUBECZENIA WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI III RP

Witam jeszcze raz ...

Widzę, że Państwo nie odpisują na mój apel. Na swojej stronie  proponują Państwo cyt. .".będziemy podawali jak najobszerniejsze biogramy i historię donosicielskiej działalności,"... Bardzo mnie to cieszy ponieważ się dowiemy sporo interesujących spraw. Cytuje dalej . "Na razie zaczynamy od kilku nazwisk ale wszystko musi mieć swój początek Nawet już istniejące noty będziemy stale uzupełniali."   Jak na razie nie widzę zadanych uzupełnień zwłaszcza dotyczących Pana mecenasa Karola Głogowskiego. Przy Jego osobie są informacje o których napisałam w swoim apelu do Państwa.  Cytuje dalej.. " Apelujemy do Czytelników o pomoc i nadsyłanie materiałów." Zastanawiam się  jaka działalność Państwo prowadza i do czego ona ma służy. Jestem ciekawa jaka działalność donosicielska prowadził Pan mec. Karol Głogowski !!!!  Wszyscy , którzy śledzili  sprawę  P. mec. Karola Głogowskiego ( na Jego życzenie na forum publicznym )  wiedza, ze IPN niezasadnie i bezpodstawnie  odmówił mu wglądu do swoich akt zbieranych tajnie przez Służby Bezpieczeństwa. Nie mieli podstaw i dokumentów na "donosicielska działalność " o której Państwo mówią. Zwróciłam się do Państwa z APELEM !!! ale jak widzę nie ma reakcji. Powyżej widnieje data i godzina. Jeśli ta data dotyczy rejestru to informacja na temat Pana Karola Głogowskiego sporządzona przez osoby nieznane może stać się   podstawa do wytoczenia Państwu sprawy sądowej o naruszenie godności osobistej i praw osobistych nie tylko zmarłego P. Karola Głogowskiego ale i jego rodziny. Na razie droga e-mailowa proszę o jak najszybsze  wyjaśnienie mi tej sprawy .

Ten list jest już kolejnym listem do Państwa i nie ma żadnej odpowiedzi. Zastanawiam się czy na portalach społecznościowych nie podać informacji na ten temat. Czekam na odpowiedz.

                                                                                        Z poważaniem córka Karola Głogowskiego Małgorzata Kielecka

 

==============================================

Oto co na ten temat znalazłem w internecie.

Stefan Buchholz

Krzywda niepokrzywdzonych

 

Kto donosił, kto nie? Na kogo donoszono? W teczkach IPN ukrywa się opatrzony klauzulą tajności świat kapusiów i ich ofiar. Wszystko w nim jest możliwe. Nawet to, że ofiara zmienia się w donosiciela. W ten sposób powstaje nowa, dziwna wersja historii konspiracji czasów PRL.

Dawni bohaterowie okazują się zdrajcami. Wśród opozycjonistów z czasów PRL wybuchają gwałtowne kłótnie. Toczy się debata na temat: czy Instytut Pamięci Narodowej bardziej szkodzi, czy pomaga w poznawaniu historii. W sporze mówi się o całym IPN, ale w gruncie rzeczy adwersarzom chodzi o działalność jednego pionu tego Instytutu, Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów (BUiAD). Tu bowiem obywatele zwracają się, mówiąc w skrócie, o swoje teczki. I tu uzyskują swoiste świadectwa moralności albo status osób podejrzanych. Według BUiAD, świat konspiry z okresu PRL dzielił się na tzw. pokrzywdzonych i pozostałych.

Pokrzywdzeni to ci, na których donoszono, na co są odpowiednie kwity w aktach. W kategorii „pozostali” mieści się cała galeria innych przypadków. Osoby, na które donoszono, ale akta się nie zachowały. Osoby działające w opozycji, na które nikt nie donosił. Opozycjoniści, na których ktoś donosił, ale oni sami też donosili na kogoś. Tajni współpracownicy służb, którzy próbują wydębić status pokrzywdzonych. W myśl ustawy wszystkie te osoby zostały zrównane.

Wystarczy zwrócić się do IPN z prośbą o status pokrzywdzonego (to jest warunek uzyskania wglądu w zgromadzone tam materiały) i dostać odmowę, aby znaleźć się w kłopotliwej sytuacji. Bo kiedy ktoś nie jest pokrzywdzonym, to automatycznie staje się podejrzanym o donoszenie. IPN umywa ręce, zasłania się ustawą. – Pozwala ona jedynie na nadawanie statusu pokrzywdzonych – tłumaczy rzecznik IPN Andrzej Arseniuk. – Pozostałym nie możemy dawać zaświadczeń, że nie byli konfidentami, bo ustawa tego nie przewiduje.

Do IPN zwróciło się już o teczki ponad 15 tys. osób. Rozpatrzono ponad 13 tys. wniosków. Statusu pokrzywdzonego odmówiono 8120 osobom. To jest prawdziwa skala problemu. Do Instytutu zwracają się przecież ludzie subiektywnie przekonani o doznanej krzywdzie. Przeważnie są to osoby związane z dawną opozycją. I teraz większość z nich dostaje odpowiedź: status pokrzywdzonego pani/panu się nie należy. Dla wielu brzmi to jak potwarz.

Znaczy, że donosiłaś

Barbara Cholewa-Dakowicz wystąpiła do IPN, bo chciała wiedzieć, kto na nią donosił. W czasach PRL 38 razy odmawiano jej paszportu. Była to kara za nielegalny wyjazd męża Janusza do RFN (spektakularna ucieczka – ukrył się w kontenerze na statku). Była przesłuchiwana, a oficerowie sięgali do teczek i cytowali fakty z jej życia. – Ktoś im to musiał opowiedzieć – mówi pani Barbara.

Z IPN nadeszła krótka, sucha odpowiedź: „Nie jest pani pokrzywdzonym w rozumieniu art. 6 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej”, bo „w dostępnym zasobie archiwalnym IPN nie odnaleziono dokumentów pozwalających uznać panią za pokrzywdzonego”. Poszła po radę do człowieka, którego znała od lat, czołowej postaci gdańskiej opozycji Bogdana Borusewicza. – Powiedziałam mu, że odmówiono mi statusu osoby pokrzywdzonej, spytałam, co robić? – opowiada Cholewa-Dakowicz. – Nagle stał się chłodny. Poprosił, żeby mój mąż, który mi towarzyszył, wyszedł z pokoju. Wtedy oświadczył: Skoro nie byłaś pokrzywdzoną, to znaczy, że donosiłaś. I wcale nie żartował. Dlatego, że dostałam z IPN odmowę, potraktował mnie jak człowieka bez wartości. Cholewa-Dakowicz zapewnia, że nigdy nie donosiła, nie podpisywała zobowiązania o współpracy. – W opozycji działali moi rodzice, brat, mąż. W domu bywali znani opozycjoniści.

W stanie wojennym jeździła do Warszawy do Stefana Bratkowskiego po kasety z tzw. Gazetą Dźwiękową (wiadomości nagrywane na taśmie magnetofonowej). Zawoziła je do Gdańska, czasem bezpośrednio do Lecha Wałęsy, kiedy już wrócił z internowania. Wałęsa wciąż dobrze pamięta rodzinny dom pani Barbary. – To była bardzo patriotyczna rodzina, mam o nich wysokie mniemanie – mówi.

Bogdan Borusewicz o Barbarze Cholewie-Dakowicz mówi niechętnie. Początkowo twierdzi, że nie widział jej od 20 lat, ale w końcu przypomina sobie, że faktycznie, niedawno z nią rozmawiał. Jeśli odniosła wrażenie, że on ją o coś podejrzewa, to trudno. – Jej wrażenia to jej wrażenia, nie będę tego komentował. Jej działalność nigdy nie była dla opozycji istotna – sucho komentuje. – Co innego jej brat, on był istotny. A jego raporty osobiście czytałem. Oceny zostawiam dla siebie.

Sugestia jest jasna – to nie Barbara donosiła, ale jej brat Mieczysław. Skąd pochodzi wiedza Borusewicza? Z jego własnej teczki, o którą formalnie wystąpił do IPN? Z materiałów udostępnionych innym osobom? Z czasów PRL, kiedy zdarzało się, że SB podrzucała opozycji kwity kompromitujące osoby z jej grona? Borusewicz źródła nie chce ujawnić.

Mieczysław Cholewa kategorycznie oświadcza, że żadnych raportów nie pisał, na nikogo nie donosił. W opozycji działał od połowy lat 70., u boku Borusewicza właśnie. Roznosił ulotki, ukrywał nielegalne wydawnictwa, brał udział w tajnych spotkaniach. Zwykła konspira. Po amatorsku grał na gitarze i śpiewał. Kiedyś dostał tekst anonimowego autora, ułożył do niego muzykę. Tak powstała słynna „Ballada o Janku z Gdyni”, czyli o Janku Wiśniewskim, którego podczas wydarzeń Grudnia 1970 r. zastrzeliła milicja. Kiedy urodził mu się syn, na ojca chrzestnego poprosił Lecha Wałęsę. – Na imię dałem chłopcu Bogdan, na cześć Borusewicza – mówi z goryczą.

Nie wierzy w rzetelność akt, na podstawie których IPN wydaje opinie. – O swoją teczkę nie wystąpiłem, ale nie z obawy, żeby mi odmówiono. Esbecja miała za dużo czasu na czyszczenie, jestem pewny, że dobrze to spreparowali, aby nas skłócić.

Lech Wałęsa: – Borusewicz błądzi. W tamtych czasach nie było prostych spraw, człowiek sam jeden stawał przeciwko całemu aparatowi władzy. Trudno w takiej konfrontacji być tylko bohaterem.

Spalić, zmielić, ukryć

Ustawa o IPN precyzuje cele: ewidencjonowanie, gromadzenie i udostępnianie akt wytworzonych przez organy bezpieczeństwa. Tym właśnie zajmuje się BUiAD, dysponując dokumentami przekazanymi przez archiwa MSWiA, UOP (ABW), MON, resort sprawiedliwości i Archiwum Akt Nowych. Ale wiedza gromadzona i udostępniana przez Instytut jest wybiórcza.

W 1989 r., kiedy PRL odchodziła do historii, funkcjonariusze SB dostali ostatni rozkaz: niszczyć archiwa. Podstawą był szyfrogram ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka o reorganizacji SB. Celem była ochrona agentury przed dekonspiracją. Doszło do licznych przypadków palenia akt SB. Ile teczek spłonęło i ilu tajnym współpracownikom oczyszczono życiorysy – nie wiadomo. Szacuje się, że ze zbiorów Wojskowej Służby Wewnętrznej, na rozkaz gen. Edwarda Buły, od 8 listopada 1989 r. do kwietnia 1990 r. usunięto i zniszczono prawie 80 proc. zasobów. Teczki agentów SB palono od listopada 1989 r. do lutego 1990 r. W koszarach milicji na stołecznych Szczęśliwicach spłonęły akta 27 tys. tajnych współpracowników SB. W Piotrkowie zniszczono dossier agentów z regionu łódzkiego. Specjalna komisja UOP stwierdziła, że gdańska SB oddała na przemiał (w zakładach papierniczych w Świeciu) ok. 90 proc. dokumentacji z okresu PRL.

To, co zostało, powinno – zgodnie z ustawą – trafić do IPN, ale nie wszyscy śpieszą się z przekazywaniem. Wojskowe Służby Informacyjne uniemożliwiły generalski awans Mieczysława Tarnowskiego, zastępcy szefa ABW, wykorzystując jego teczkę z czasów PRL. Ujawniono, że był agentem wywiadu wojskowego. Atak był nagły i zaskakujący, bo Tarnowskiego przez ostatnich 15 lat lustrowano na wszelkie sposoby i zawsze przez weryfikacje przechodził czysty jak łza. Aż tu nagle: agent! WSI, jak można podejrzewać, ukrywało jego teczkę, aby sięgnąć po nią w odpowiednim momencie. Materiały powinny być wcześniej przekazane IPN. Nie uczyniono tego. Złamano ustawę i nikomu, jak do tej pory, nie spadł włos z głowy (poza płk. Tarnowskim rzecz jasna).

Tak więc IPN dysponuje bardzo uszczuplonymi materiałami. I to na ich podstawie jedni dostają poświadczenie przyzwoitości, a inni nie.

Pseudonim Prawnik

Karol Głogowski, 71 lat, znany łódzki adwokat, kiedyś współzałożyciel Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), działacz tzw. niepodległościowego nurtu opozycji, dwa razy składał oświadczenia lustracyjne. Raz w 1993 r., kiedy kandydował na posła (wystawiony z listy partii Jana Olszewskiego), drugi raz w 1998 r. wypełniając wymóg dotyczący adwokatów. Własnym podpisem potwierdzał, że nigdy nie był tajnym i świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL. Rzecznik interesu publicznego nie miał do niego zastrzeżeń, nie zarzucono mu tzw. kłamstwa lustracyjnego. W 2001 r. złożył w IPN wniosek o udostępnienie dotyczących go materiałów. Specjalnie zaznaczył, że nie chodzi mu o uzyskanie statusu pokrzywdzonego – i bez poświadczenia wiedział, że nim był. W 1969 r. został skazany na rok więzienia za „przechowywanie i rozpowszechnianie wiadomości szkalujących ustrój”, a w stanie wojennym został internowany. Wielokrotnie wzywała go SB, przesłuchiwała i groziła. Odmówiono mu paszportu.

Z łódzkiego oddziału IPN zamiast decyzji o zgodzie (lub odmowie) na wgląd w dokumenty przysłano mu pismo zatytułowane „Zaświadczenie nr 15/03”: „Zaświadcza się, że Karol Głogowski nie jest pokrzywdzonym w rozumieniu art. 6 ustawy”. – I to był już skandal – żali się mec. Głogowski. – Nie podano uzasadnienia i nie dano mi szansy zażalenia na to pismo, bo zaświadczenie nie jest postanowieniem i nie można się od niego odwoływać.

Napisał „list otwarty” do prezesa IPN Leona Kieresa, gdzie wyłuszczył swoje pretensje. Poskutkowało o tyle, że „zaświadczenie” zastąpiono „postanowieniem” – ale nadal nie udzielono zgody na wgląd w materiały, bo nie jest pokrzywdzonym. Akurat kiedy składał od tej decyzji odwołanie, listonosz przyniósł anonimowy list. Na kartce formatu A4 wystukano zaledwie dwa słowa: „Pseudonim Prawnik”. – Zrozumiałem, że mam zamilknąć – mówi. – Ja faktycznie dostałem kiedyś taki kryptonim, ale to nie zmienia faktu, że byłem pokrzywdzonym przez PRL, a jako taki mam prawo do swoich teczek.

Prawnikiem nazwał go w 1954 r. pewien ubek. Karol Głogowski miał wówczas 21 lat, studiował prawo i pracował w fabryce farb. Odkrył kradzieże dokonywane przez dyrekcję, ogłosił to na zebraniu załogi. Zaraz potem zgłosił się do niego ten oficer, pogratulował obywatelskiej postawy i dał do podpisania oświadczenie, że kiedy dowie się o nowych kradzieżach, poinformuje tego oficera. – Podpisałem dla świętego spokoju – wspomina. – Byłem młody, naiwny, tak to dzisiaj tłumaczę. Ale później nigdy żadnego ubeka o niczym nie informowałem. Chociaż nadali mi pseudonim, nie byłem ich agentem. Z opozycją zacząłem współpracować znacznie później.

Głogowski wystąpił ze skargą na postanowienie IPN do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Pod koniec maja 2004 r. zapadł korzystny dla niego wyrok – WSA uchylił zaskarżone „postanowienie”.

W uzasadnieniu stwierdził: „Osoba, która przedtem albo pomiędzy działaniami o charakterze niepodległościowym była współpracownikiem organów, a następnie zaprzestała tej działalności, ma prawo skorzystać ze statusu pokrzywdzonego”. IPN wniósł od wyroku skargę kasacyjną. Karol Głogowski wierzy jednak, że NSA podzieli opinię sądu niższej instancji.

Czyści, brudni i brudniejsi

Organy bezpieczeństwa PRL celowo i po kryjomu zbierały informacje o niektórych obywatelach po to, aby móc ich przydzielić do kategorii: groźny dla ustroju państwa oraz niegroźny. Na groźnych zbierano haki, niegroźnych pomijano. Zbieranie haków na groźnych służyło peerelowskiej racji stanu. Takie osoby represjonowano. Próbowano też infiltrować grupę podejrzanych politycznie od środka. Szukano słabych ogniw. Spośród nich typowano kandydatów na agentów.

Machina działała okrutnie. Aparat państwa korzystał z odpowiednio wyszkolonych funkcjonariuszy, z bogatej techniki operacyjnej i obowiązującego prawa. Człowiek zdany na konfrontację z aparatem był bezbronny. Ci, którzy okazali się za słabi, aby odmówić współpracy czy nawet wyłącznie złożenia oświadczenia, że będzie się współpracować (aby później jednak tego nie robić), teraz poddawani są swoistej lustracji. Można się zżymać na określenie dzika lustracja, ale często właśnie do niej dochodzi. Z niektórych oddziałów IPN wyciekają informacje o plamach na życiorysach dawnych działaczy opozycyjnych.

Zlustrowani na dziko pozbawieni są szans obrony. Tworzy się podział na czystych i ubrudzonych. Najczyściejsi są ci, którzy wystąpili do IPN, dostali status i wgląd w teczki. Najbrudniejsi to ci, których nazwiska i kryptonimy wyczytali w swoich kwitach pokrzywdzeni. Ale coraz liczniejsza jest grupa osób lekko brudnych, czyli tych, którym odmówiono dostępu do teczek i statusu pokrzywdzonych. Podejrzenia budzą nawet ci, którzy wcale nie chcą do teczek sięgać, bo „czyści” nie wierzą, że powodem jest brak ciekawości, kto się w tych teczkach ukrywa.

Zmienić ustawę

Debata o IPN rozgorzała po ujawnieniu agenturalnej przeszłości Henryka Karkoszy, podziemnego wydawcy z Krakowa. Prof. Andrzej Romanowski na łamach „GW” postuluje likwidację Instytutu w postaci, jaką przybrał (najwięcej sprzeciwu wywołuje u profesora działalność pionu śledczego i archiwalnego). Bronisław Wildstein napisał w „Rzeczpospolitej”, że wszyscy, którzy krytykują IPN, w gruncie rzeczy walczą przeciwko odzyskiwaniu pamięci przez Polaków. Ale między biegunami kryje się wiele innych postaw i opinii.

Najistotniejsze wypowiadają ci, którzy utknęli w próżni – dostali odmowę uznania za pokrzywdzonych i nie mają jak dowieść, że nie byli tajnymi współpracownikami. Gdyby pełnili funkcje publiczne, obejmowałby ich formalny proces lustracji. Mogliby wtedy udowadniać przed sądem, że w PRL byli czyści jak łzy. Prywatne osoby dotknięte dziką lustracją (pomówieniami, plotkami, ostracyzmem ze strony dawnych przyjaciół) szans na obronę nie mają, bo ustawa o IPN nie przewiduje dla nich drogi oczyszczenia. Prof. Leon Kieres, szef IPN, radzi niezadowolonym z decyzji o odmowie dostępu do teczki drogę sądową. Ale sądy oceniają jedynie proceduralną słuszność decyzji IPN, nie interesuje ich, czy powodem odmowy jest fakt, że obywatel był zarejestrowanym „tw”, czy po prostu brak na jego temat materiałów.

Zamiast dyskutować o celowości istnienia IPN, warto zająć się ustawą. Zmienić ją przynajmniej tak, aby ludzie, którzy nie zostali uznani za pokrzywdzonych, mogli otrzymać na piśmie potwierdzenie, że nie byli agentami. Bo nie wystarczy formułka, iż z powodu braku dokumentów nie można kogoś uznać za pokrzywdzonego. Tworzy się armia nowych pokrzywdzonych, którzy – jak Barbara Cholewa-Dakowicz – usłyszeli: dostałaś odmowę, to znaczy, że donosiłaś. Przy takiej procedurze wkrótce może się okazać, że połowa dawnych konspiratorów to kapusie SB, przynajmniej w oczach dawnych przyjaciół. A historię Solidarności napiszą w końcu ubecy.

Piotr Pytlakowski

ENCYKLOPEDIA SOLIDARNOŚCI

Karol Głogowski, ur. 1 VII 1933 w Gowarczowie k. Końskich, zm. 22 X 2005 w Łodzi. Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego w Łodzi, kierunek prawo (1956).

W 1956 twórca, przywódca (wraz z Przemysławem Górnym) Związku Młodych Demokratów, od 30 XI 1956 przew. Tymczasowego Zarządu Głównego ZMD, współautor „Deklaracji ideowo-politycznej” ZMD, samorozwiązanego w I 1957; od 1962 zaangażowany w działalność samokształceniową byłych członków ZMD. W 1957 członek Zrzeszenia Prawników Polskich, od 1960 adwokat, w 1966 usunięty z listy adwokatów. W III 1964 aresztowany za gromadzenie materiałów szkalujących PRL, we IX 1964 zwolniony na wniosek obrony z powodu trudnej sytuacji rodzinnej, 29 IX 1964 uniewinniony przez Sąd Powiatowy dla Miasta Łodzi; 5 III 1965, po rewizji prokuratorskiej, ponownie uniewinniony przez Sąd Wojewódzki w Łodzi; 7 VIII 1965, w wyniku rewizji nadzwyczajnej wniesionej przez wiceministra sprawiedliwości, Sąd Najwyższy uchylił oba wyroki i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Powiatowy dla m.st. Warszawy, 2 II 1966 skazany przez Sąd Powiatowy dla m.st. Warszawy na 9 mies. więzienia w zawieszeniu na 2 lata; 9 V 1966, w wyniku ponownej rewizji prokuratora, Sąd Wojewódzki w Warszawie utrzymał wyrok w mocy; na mocy amnestii z VII 1969 darowano mu pozostałe 4 mies. więzienia (okres aresztu został zaliczony na poczet kary). 1968-1970 bez zatrudnienia, 1970-1976 radca prawny (zgoda władz w wyniku m.in. interwencji Episkopatu Polski) w Zakładach Przemysłu Wełnianego im. 9 Maja w Łodzi. 31 XII 1970 współorganizator Zespołu Inicjatywy Obywatelskiej w Łodzi; w XII 1975 współautor listu do Sejmu PRL przeciw zmianom w Konstytucji PRL; w III 1977 sygnatariusz Apelu do społeczeństwa polskiego (dokumentu założycielskiego ROPCiO); 1977-1980 współzałożyciel Ruchu Wolnych Demokratów działającego autonomicznie w ramach ROPCiO; w 1978 po rozłamie ROPCiO zwolennik grupy Leszka Moczulskiego, członek Rady Rzeczników ROPCiO. Z uwagi na istnienie w statucie „S” zapisu o kierowniczej roli PZPR nie włączył się w działalność Związku. Od 1981 ponownie adwokat.

Jesienią 1980 jeden z doradców łódzkiej „S”, I-II 1981 doradca, ekspert strajku studenckiego na łódzkich uczelniach o rejestrację NZS; obrońca w procesie Ryszarda Kostrzewy, w I 1982 internowany w Ośr. Odosobnienia w Łowiczu, 30 IV 1982 zwolniony. Od 1982 obrońca w procesach politycznych w Łodzi.

W 1998/1999 obrońca Kazimierza Świtonia w procesie o postawienie krzyży na Żwirowisku na terenie obozu Auschwitz-Birkenau. Odznaczony medalem O Niepodległość Polski i Prawa Człowieka 13 XII 1981 – 4 VI 1989 (2002).

Włodzimierz Domagalski
Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza
ZAPOMNIANY BOHATER OPOZYCJI ANTYKOMUNISTYCZNEJ - mec.K.Głogowski Wysłane piątek, 9, grudnia 2005 przez Krzysztof Pawlak


22 października br. zmarł nagle w Łodzi mec. Karol Głogowski - wybitny działacz opozycji demokratycznej i niepodległościowej w PRL. Jego śmierć przeszła do tego stopnia niepostrzeżenie, zignorowana przez środki przekazu, że na jego imieniny w dniu 4 listopada usiłowałem mu złożyć telefonicznie życzenia i dopiero od zapłakanej wdowy dowiedziałem się o jego tragicznej śmierci. Jakże to kontrastuje z ogólnopolskimi obchodami śmierci Jacka Kuronia, który dzięki odpowiedniej reklamie zgarnął wszystkie laury bohatera opozycji demokratycznej kosztem wielu pozostałych - nie mniej od niego zasłużonych!

Karol Głogowski urodził się 1 lipca 1933 roku w Gowarczowie koło Końskich, ale całe jego życie związane było z miastem Łódź, gdzie ukończył w roku 1956 na Uniwersytecie studia prawnicze. Po przełomie październikowym 1956 roku Karol stanął na czele pierwszej w PRL politycznej organizacji niekomunistycznej, usiłującej działać legalnie w ramach obowiązującego prawa. Był to Związek Młodych Demokratów, który wybrał Karola na swego przewodniczącego. Niestety SD - stronnictwo satelickie, popierające kierowniczą rolę PZPR, cofnęło swój parasol ochronny znad ZMD i władze komunistyczne zdelegalizowały tę organizację. Część członków ZMD ze studentem wydziału prawa Uniwersytetu Warszawskiego Przemkiem Górnym zeszła do podziemia i w następnym roku wzięła czynny udział w demonstracjach studenckich w obronie zamkniętego przez władze za nieprawomyślność tygodnika dla młodzieży "Po prostu". Ich działalność zakończyła SB uwięzieniem Przemka Górnego i jego przyjaciół w roku 1961. Natomiast Karol Głogowski jako legalista z bólem uznał ową decyzję władz i wraz z większością kierownictwa podjął uchwałę o zaprzestaniu działalności organizacji, przenosząc swe zainteresowania na działalność w Zrzeszeniu Prawników Polskich.
Od 1960 roku Karol pracował w Łodzi jako adwokat. W 1962 roku był on inicjatorem tworzenia kółek samokształceniowych, z których wyrośli liczni działacze opozycji antykomunistycznej. W marcu 1964 roku został aresztowany w wyniku prowokacji SB, uwięziony na pięć miesięcy pod zarzutem przechowywania materiałów szkalujących ustrój PRL. Chodziło o list prywatny znajomego inżyniera zawierający nieprawomyślne treści. Jako wytrawny prawnik przez wiele lat toczył walkę w sądach PRL różnych instancji w Łodzi i Warszawie w obronie swego prawa do pracy w adwokaturze. W 1966 roku Karol nawiązał kontakt z uczestnikami konspiracyjnego kółka dyskusyjnego grupującego pracowników naukowych i studentów Uniwersytetu Warszawskiego oraz Łódzkiego zbierających się początkowo w mieszkaniu Bernarda (dziś Bolesława) Tejkowskiego, a następnie po rozłamie z B. Tejkowskim - w mieszkaniu socjologa i pisarza Waldemara Siemińskiego. Członków tego kółka łączył krytyczny stosunek do Listu Otwartego Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego do Partii. Zarzucaliśmy im pomijanie sprawy niepodległości Polski oraz lekceważenie łamania praw Kościoła katolickiego w PRL. Ponadto odrzucaliśmy głoszenie haseł rewolucyjnych, grożących kolejnym przelewem polskiej krwi i wykluczającym legalną działalność opozycyjną. O roli Karola w naszych pracach świadczy fakt, że Jacek Kuroń w swych wspomnieniach "Wiara i wina" określił Karola jako centralną postać naszego grona. (Prokurator Andrzej Jarzyna w swym przemówieniu na moim procesie marcowym określił z kolei nasze kółko dyskusyjne jako grupę Antoniego Zambrowskiego, ale to było nadużycie, gdyż w odróżnieniu od Ruchu 8 marca u nas "wodzów" nie było. Na zebraniach przewodniczył zawsze gospodarz mieszkania).
Po wydarzeniach marcowych 1968 roku, nie oczekując na wyrok w sprawie mec. K. Głogowskiego, usunięto go z listy adwokatów. Jego piękna żona, śpiewaczka Opery Łódzkiej nie wytrzymała szykan SB i 1 maja 1968 roku popełniła samobójstwo, gdy Karol wyszedł obejrzeć pochód 1-majowy. (Słyszeliśmy później wiele o tragedii Jacka Kuronia i o okolicznościach męczeńskiej śmierci jego żony, śp. Grażyny z Boruckich Kuroniowej. O tragedii Karola Głogowskiego panowała cisza). Ostatecznie sprawę Karola umorzono w wyniku amnestii na 22 lipca 1968 roku, dzięki której wyszli również na wolność więźniowie marcowi, oprócz Karola Modzelewskiego i Jacka Kuronia, skazanych w warunkach recydywy.
Po krwawych wydarzeniach na Wybrzeżu w grudniu 1970 Karol Głogowski powołał w Łodzi Zespół Inicjatywy Obywatelskiej. Za udział w zbiorowym proteście przeciwko planowanym przez Edwarda Gierka zmianom w Konstytucji PRL (miano wpisać do konstytucji kierowniczą rolę PZPR oraz sojusz z ZSRR) został w 1976 roku wydalony z Zrzeszenia Prawników Polskich.
W marcu 1977 roku Karol Głogowski był jednym z twórców konkurencyjnego wobec KOR Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, stając jednocześnie na czele autonomicznego w jego ramach Ruchu Wolnych Demokratów. Po sierpniu 1980 roku wyrażał swój krytycyzm wobec kompromisowego stanowiska władz "Solidarności" odnośnie kierowniczej roli Partii w PRL, ale pełnił funkcję eksperta związku, odgrywając ważną rolę jako mediator podczas styczniowego strajku studentów łódzkich w 1981 roku. Po wprowadzeniu stanu wojennego odważył się na procesie działacza łódzkiej "S" Ryszarda Kostrzewy jako jego obrońca zakwestionować legalność dekretu Rady Państwa o jego wprowadzeniu. Zapłacił za to internowaniem w zakładzie karnym w Łowiczu.
W III Rzeczypospolitej działał nadal jako adwokat, m.in. broniąc w głośnym procesie o krzyże na Żwirowisku koło obozu w Oświęcimiu byłego założyciela Wolnych Związków Zawodowych na Śląsku Kazimierza Świtonia. Ostatnio przegrał sprawę sądową prowadzoną w imieniu wdowy po Andrzeju Mazurze w obronie jego dóbr osobistych. Andrzej Mazur - były bohaterski powstaniec warszawski i więzień polityczny w czasach stalinowskich, a następnie uczestnik wielu inicjatyw opozycyjnych, został ku naszemu najgłębszemu zaskoczeniu zdemaskowany przez IPN jako Tajny Współpracownik SB. Karol Głogowski nie umiał pogodzić się z tak bolesną prawdą o naszym wieloletnim przyjacielu. Zmarł nagle w Łodzi, ale pochowany został w swej rodzinnej miejscowości koło Końskich. Niech mu polska ziemia lekką będzie.

Antoni Zambrowski

Publicystyka Antoniego Zambrowskiego na ASME

Co pisze IPN....

Mec. Głogowski podpisał zobowiązanie współpracy z SB ale jest pokrzywdzony. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił wczoraj po tajnej rozprawie decyzję Instytutu Pamięci Narodowej, odmawiającą byłemu działaczowi opozycyjnemu mec. Karolowi Głogowskiemu, statusu osoby pokrzywdzonej. Wyrok nie jest prawomocny. – Dopóki nie otrzymamy uzasadnienia, nie będziemy komentować tego orzeczenia – mówi Jan Stanisław Ciechanowski rzecznik IPN. Jak wynika z dokumentów IPN, mecenas Głogowski współpracował z organami bezpieczeństwa na początku lat 50., czyli zanim rozpoczął działalność opozycyjna. Jak mówi dr Malanowski z Biura RPO, Karol Głogowski zobowiązał się, ze będzie współpracował z organami bezpieczeństwa w zakresie ujawniania „przekrętów”. „Dokumenty to nie wszystko” Dziennik Łódzki 29/30.05.2004 r.

 

Warto zajrzeć i tutaj......

http://krokodyl.net/GLOGOWSKI.aspx

 

 

 

 

Ostatnia aktualizacja: Stefan Buchholz, 26.09.2010