mixxt

Sign up here for free!

Welcome to mixxt!

Własne przemyślenia....

Własne przemyślenia....

Ks.Ostrowski zgodził się na spotkanie z tut.Polonią po ostatniej mszy świętej jaką odprawił w naszym kościele w drugi dzień świąt 26 grudnia. Poinformowałem WSZYSTKICH listownie, telefonicznie, osobiście o tym wydarzeniu, tak ważnym w dobie starań o polskiego duszpasterza, i byłem pewien, że przyjdzie sporo ludzi zważywszy na to, że  godzina była uniwersalna dla śpiochów jak i dla pracoholików . Tak się jednak nie stało. W ten świąteczny wieczór na spotkanie z polskim księdzem przyszło zaledwie 20 osób w tym 18 Polonusów. Co by nie pisać z taką frekwencją to nie ma co zawracać głowy NIKOMU tym, że tut. Polacy chcą polskiego księdza, polskojęzycznej mszy świętej itd. Tak na marginesie tej smutnej sprawy to warto zauważyć, że młode matki-Polki więcej uwagi poświęcają na organizowanie wieczorków halloweenowych aniżeli spotkań np. ze św.Mikołajem, Jasełkami czy pracą w naszej Parafii. W tym roku nie potrafiliśmy zagospodarować przestrzeń jaką pozostawili nam budowniczowie naszego kościoła. Pamiętajcie o tym, że jesteśmy uważnie obserwowani przez ludzi tut. Biskupa, który trzyma rękę i jako ostatni będzie gasił światło a czas ten nadchodzi szybkimi krokami i to my sami podcinamy gałąź na której siedzimy.

27 grudzień 2011r.


 

 

Witam,

Brałem wczoraj czynny udział w uroczystościach Bożego Ciała zorganizowanych przez parafian kościoła pod wezwaniem św.Ludwika w Portland Maine. Muszę się przyznać, że po raz pierwszy uczestniczyłem w czymś takim na emigracji. Ktoś spyta o moje wrażenia….  No cóż nie są one w stu procentach  pozytywne i warto, moim zdaniem, o tym napisać ażeby na przyszłość nie popełniać tych samych błędów.  I tak:

 

  1. Co roku zbiera się komitet organizacyjny obchodów Bożego Ciała w składzie, którego powinni znaleźć się osoby, które poprzednio brały w czymś takim aktywny udział.
  2. Przynajmniej jeden ołtarz powinien być przygotowany przez ludzi młodych, którzy tym sposobem poznawali by historię tego święta poprzez tworzenie własnych interpretacji plastycznych.
  3. Brak informacji (drukowanych) co do samej Procesji, ponieważ część parafian chciała rozpocząć uroczystość z innego miejsca wprowadzając tym spore zamieszanie.
  4. Brak osób, które pilnowały by składnego sformowania Procesji, opiekowały by się najmłodszymi jej uczestnikami. Tempo pochodu  (szybkość) powinna być dyktować przez osobę idąca powoli i tutaj widziałbym  ks.Bernarda, który z właściwą sobie powagą szedł do pierwszego ołtarza wyprzedzony znacznie przez księdza prowadzącego, który narzucił na początku ostre tempo. Ksiądz ten  po raz pierwszy uczestniczył w czymś takim i nie miał zielonego pojęcia jak to powinno prawidłowo przebiegać.
  5. Nie po raz pierwszy widać brak synchronizacji pomiędzy ludźmi, którzy coś tam potrafią zrobić a grupą nominowaną przez ks.Lou. 

 

Oczywiście są i pozytywy do których można zaliczyć budowniczych ołtarzy, rodziców przygotowujących swoje pociechy do tej uroczystości i tut. Polonię, która licznie przybyła na tę uroczystość. Klub Polski (Danuta Buchholz) przyłączył się, trochę na dziko, bez zaproszenia,  organizując ciepłe dania (gołąbki, kiełbaskę, pulpeciki w sosie koperkowym oraz ekologiczną kaszę pieczoną), Było też sporo ciasta, które przynieśli parafianie. Przy tej okazji zebrano $55.00. Pieniądze te przekazano na ręce ks.Bernarda plus $45.00 od dwóch rodzin (Buchholz, Sobieraj) co dało okrągłą sumę stu dolarów.

Jestem przekonany, że na przyszły rok organizatorzy Bożego Ciała wezmą sobie do serca moje uwagi i zaczną dostrzegać innych, którzy tworzą wspólnotę kościelną.

Stefan Buchholz


 

 

 

9 czerwca 2011 -  2 rocznica założenia strony internetowej Klubu Polskiego z Maine - USA                 

Tak, to już dwa lata istnieje nasza strona, strona która narodziła się  na fali głośno wyrażanego niezadowolenia lokalnej Polonii, spychanej na granice niebytu. Lokalni polonijni lojaliści mający z racji swych poglądów otwarte drzwi do głoszenia, nie zawsze własnych,  „wyważonych” pomysłów na przetrwanie, zmusili nas, mnie do szukania innych sposobów komunikacji. Padło na Internet, który okazał się doskonałym nośnikiem, czego dowodem jest rozpoznawalność naszej społeczności przez Polonię Świata i o to nam chodziło. Teraz wiem, że nie jesteśmy już sami. Oczywiście czeka nas jeszcze długa praca nad zmienieniem mentalności Polonusów z Maine, którzy nie bardzo jeszcze rozumieją słowa wolność oraz zmniejszenia dystansu do macierzy ….

Stefan Buchholz

 

 

 

                                                                                           07 kwiecień 2011r.

 Witam,

 Nie zawsze mogę, czasami nie chcę, natychmiast odpisać na czyjeś prowokacje, co nie znaczy, że coś lub ktoś mnie wyprowadził z równowagi, Gdzie tam,  tylko warto czasami nabrać swoistego dystansu …

 

Pytania kierowane do p.Bolesława S. ps.”Jacek” wynikły tylko i wyłącznie z racji zajmowanego stanowiska i faktu asygnowania, ostatniego listu do parafian, swoim podpisem,  jako szefa komisji finansów naszej parafii.  Uważam bowiem, że w naszym kościele kwitnie niegospodarność, którą my parafianie mamy zniwelować co rusz to nowymi datkami a nawet pożyczkami rozłożonymi na wiele lat. To My parafianie łożymy na utrzymanie tej parafii i mamy święte prawo od czasu do czasu zadać pytanie co do dalszego losu naszych pieniędzy, majać sygnały na ich złym wydawaniu.

Dobrze może by było wytypować z tej komisji osobę inteligentną potrafiącą rozmawiać ze wszystkimi, odpowiadać na niewygodne pytania , czyli powołać rzecznika prasowego  Parafi św.Ludwika w Portland Maine. Wtedy pozostali mieli by święty spokój.

Nazwanie korespondencji płynącej pomiędzy Polonusami-parafianami  „SPAMEM” (śmieć) jest wysoce obraźliwe, godne potępienia!

Pisząc moje uwagi i zapytania nie robię tego ażeby pochwalić się umiejętnością pisania, ale wychodząc z założenia, że jest to  potrzebne.  Z chwilą gdy coś robimy liczymy się z jakąś niedoskonałością . Pan Michał też gdy gra w kościele na gitarze czasami zafałszuje i co… gwizdać?

Stefan Buchholz

 

 

Witam wszystkich zainteresowanych finansami  polskiej parafii. 

 

W ostatnią niedzielę rozdano nam ulotkę, o dziwo pisaną w j.polskim, w założeniu chyba, informacyjną, która nie tylko nie była informacyjna, ale tylko i wyłącznie inspirująca do napisania, dopytania …..

 Z racji tej, że prowadzę stronę internetową Klubu Polskiego z Maine, mam obowiązek wyjaśniać, odpowiadać na wątpliwości, zapytania moich czytelników czy oglądaczy… jak kto woli. Wczoraj otrzymałem mało sympatyczny list z klanu rodziny J., która „zagospodarowała” wszelkie możliwe funkcje kościelne swoimi członkami uważając się przy okazji za nietykalnych.  W owym króciutkim liściku znalazło się jedno prawdziwe spostrzeżenie,  jakim był chochlik, palcówka, literówka… Reszta mijała się z prawdą, ostatnio tak limitowaną. Obie strony popisały sobie a  czytelnicy, jak ja sam, dalej nie znamy kulisów trwonienia pieniędzy przez obcych ludzi buszujących w naszej parafialnej kasie!

 

Po tym jak zlekceważono nas parafian nie tłumacząc na co idą nasze pieniądze a rozchodzą się w bezmyślny sposób, depcząc wszelkie zasady ekonomi, musiałem zabrać głos. 

 Osobiście przestałem dawać na tacę aż wyjaśnienia, odpowiedzi na moje pytania, moje zarzuty o niegospodarność! 

Proszę sobie wyobrazić ile mogły kosztować ostatnie naprawy, remonty skoro wstawienie nowego zamka kosztowało $1500.00!  Jeżeli alarmuje się nas o kryzysie finansowym o pustej kasie parafialnej to, na miłość Boską, zacznijcie oszczędzać! 

Proszę nie zamieniać tego wszystkiego na personalne pyskówki, obrażanie się czy chowanie głowy w piasku. Skoro ktoś firmuje swoim nazwiskiem określone działania to musi być przygotowany na publiczną dyskusje.  Nie pytam się o szczegóły finansowych posunięć Bronka czy Michała  tylko szefa tej struktury. To przecież parafianie a nie kosmici dają na utrzymanie, nawet tej komisji.

 Nie byłoby takich pytań z mojej strony, gdyby z każdego ważnego spotkania organizowanego w naszym kościele ktoś sporządzał by raport trafiający do naszych rąk po czym następowała by konstruktywna dyskusja po której na pewno wypracowano by najbardziej strawne rozwiązanie i odpowiedzialność za to rozłożyła by się na nas wszystkich i nie byłoby takich listów jak ten.

W przeszłości spotykałem się ze stwierdzeniem, że decyzje w naszych sprawach zapadają w małym gronie (wybrańców ks.Ireneusza) a reszta ma tylko to akceptować w ciemno. Helo  Panie i Panowie mamy XXI wiek. Nie jestem chłopem z XIX Galicji. Nie przyleciałem tutaj za chlebem tylko za demokracją, za wolnością słowa. Kto chce być tutaj anonimowy to może być, ale nie może automatycznie zajmować żadnych społecznych stanowisk. Tego chyba nie muszę tłumaczyć.

Nadal więc czekam na odpowiedź na moje pytania. Kiedyś p.Jacek nie życzył sobie tzw. masówki listowej więc Go wykreśliłem. Teraz na prośbę syna Michała wpisuje ponownie. Bazując na podobnych doświadczeniach, nie będę już nikogo wykreślał.

Pozdrawiam,

Stefan Buchholz

(05 kwiecień 2011r.)

 

 

Witam,

4 kwiecień 2011 rok. Jak do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi listownej od szefa komisji budżetowej naszej, jeszcze, parafii, ale udało mi się z p. Jackiem S. zamienić kilka słów zaraz po niedzielnej mszy świętej 3 kwietnia br. I tak dowiedziałem się, że w te $1100.00 tygodniowo wchodzi wszystko co obciąża pośrednio całe utrzymanie kompleksu naszej parafii.  Na pytanie: czemu wynajmujący apartamenty naszej plebanii ksiądz tak mało płaci za czynsz ($400.00) usłyszałem, że w ogóle dobrze jest, że ktoś chciał to wynająć…  I to mnie powaliło. Za taką sumę, nawet trochę dołożę,  to ja chętnie wynajmę ten dom a swój odnajmę  innym po normalnej stawce. Nowy świecki administrator szasta forsą na lewo i prawo. Do wszelkich napraw wynajmuje firmy licencjonowane, które wysoko się cenią. Rozumiem, że licencjonowany powinien być elektryk, hydraulik, gazownik ale ślusarz od zamku? Za wprawieniu nowego zamku w drzwiach od strony metalowych schodów skasowano nas $1500.00!   I to mają być te oszczędności? To na te nieprzemyślane głupoty ja mam oddawać swoje pieniądze z zasiłku?

Idźmy dalej. Na polskiego księdza nie mamy  co liczyć i wszelkie  pozytywne  zmiany  są możliwe wtedy jak zmieni się … Biskup. Też dziwna teoria. Każdy bowiem urzędujący hierarcha kościelny ocenia na ile Jego plany są możliwe do realizacji analizując siłę przebicia poszczególnych kościołów czy grup etnicznych. Naszą oceniono bardzo nisko z winy hamulcowych, którzy z bliżej nie jasnych powodów, robili wszystko, ażeby nasza lokalna Polonia nie była skonsolidowana i nie sięgała po wszystkie możliwości stosowane w takich okolicznościach. Grożono nawet siłowymi rozwiązaniami w stosunku do osób chcących twardo zaprotestować na niegodziwości tut. Biskupa i Jego urzędasów! Każdy przejaw antypolonizmu w naszej parafii powinien być ostro tępiony. O tablice Klubu Polskiego powinien zawalczyć każdy myślący pozytywnie Polak, gdyż było to celowe osłabienia naszej formy komunikowania się, każdy atak na nasze Panie działające w „Młodej Polonii” powinien napotkać na nasz mur! Każdy atak na słowo:  Polska, Polonia powinien być traktowany jak atak na każdego z nas. Głoszenie idiotycznych haseł, że pokorne ciele coś tam ssie jest obrzydliwe! Polskie Orły nic nie będą ssały!!

Poprzednio wobec nas sformowano bojówki, które zrywały ze ścian polskie emblematy, ubliżały parafianom polskiego pochodzenia i prowokowały do rękoczynów. Już Ich nie ma. Zrobili swoje i wyjechali. Na Ich miejsce sprowadzono Rycerzy Kolumba, którzy stanowią gwardię przyboczną naszych ciemierzycieli. Pewne sprawy załatwiają w białych rękawiczkach. Nie zaniechają jednak i starych metod do jakich można zaliczyć usuniecie tablicy informacyjnej Klubu Polskiego oraz usuwanie naszych polonijnych ogłoszeń. Blokuje się też wszelkie inicjatywy mające charakter Polonijny.  Wiem, że fajnie jest oglądać sobie to i owo z trzecich rzędów, ale wtedy warto zadać sobie pytanie: Do czego to doprowadzi?

Naszą Polonię rzeczywiście  nikt nie reprezentuje, nikt nie walczy o Jej potrzeby, w ramach struktur, które działają przy naszej parafii. Teraz gdy nie mamy już Proboszcza, Rady Parafialnej….  każdy przyczółek jest ważny. Przestańcie załatwiać swoje prywatne hobby a skupcie się na tym co ważne. Na dobry początek domagajmy się przywrócenia naszej mszy świętej na godzinę 9:00 rano. Zacznijcie celebrować, pamiętać o wszystkich ważniejszych rocznicach, które należą do patriotycznego kalendarza  polskiego emigranta. To na początek…..

 Stefan Buchholz

 

Jedna z pierwszych reakcji na mój list otwarty skierowany do szefa komisji finansów kościoła pod wezwaniem św.Ludwika w Portland Maine w którym postawiłem kilka ważnych pytań….

 

Dzięki za dociekliwość i wyjaśnienie tej całej sytuacji ze strony pana Stefana. Prawdę powiedziawszy, nie myślałem iż wielce szanowny szef komisji budżetowej nie poświęcił nawet kilku minut swego drogocennego czasu aby odpowiedzieć na pierwszy email publicznie.  Wydawało mi się to nie do pomyślenia, aby ktokolwiek, kto ma choć krztę szacunku dla własnej osoby nie udzielił wyczerpujących wyjaśnień w tak ważnej kwestii. 

Czyżby nasz drogi pan finansista chciał  uciszyć wszelkie oponujące głosy wedle starej zasady: morda w kubeł?

Panie Jacku, myślę że powinien pan zacząć unikać słońca, aby nie musiał pan wstydzić się własnego cienia! 

Grzegorz-ten z Brunswika (4 kwietnia 2011r.)

 

 

Witam wiernych czytelników J

 


Dzisiaj, tzn. 27 marca siedząc w ławie kościelnej, medytując na tym jak przeżyć ciężkie recesyjne czasy,  wręczono mi ulotkę-list zawierającą kolejny raport komisji zajmującej się kondycją finansową naszego polskiego kościoła. Oto ten dokument podpisany przez poważne gremium płci obojga.

 

Widzę, że komisja jednak nie jest poważna!  Jak można pisać takie bzdury. Widać, że chcą zrobić z nas, parafian, idiotów nie zdolnych do prawidłowej oceny sytuacji. I tak, spadek dochodów zmniejszył się w tym roku z prostej przyczyny. Otóż zmieniono nam godziny odprawiania mszy świętej, na bardzo wczesną, co automatycznie wyeliminowało rodziny z małymi dziećmi.  Trzeba też pamiętać, że nie wszyscy mieszkają niedaleko naszej parafii. Po drugie, zlikwidowano msze święte co też znacząco zmniejszyło żadnych korzyści dochody. Proponuje się nam odwiedzanie innych kościołów co też nie jest dochodowe…  a jedynie zmniejsza po raz kolejny,  przychody. Prowadzono i nadal prowadzi się nagonkę na ludzi biednych, których nie stać na tak wysokie daniny oraz wspomaganie całego świata! Ja kiedy byłem na tzw. dorobku emigracyjnym nie otrzymałem najmniejszego wsparcia, nawet duchowego, z naszego kościoła przy Dantford street. Po trzecie. Jeżeli ktoś chce otrzymać od kogoś pomoc finansową, być utrzymankiem danej społeczności, musi być cholernie miły, grzeczny i wyrozumiały. Jakoś nie widzę tego w usposobieniu lokalnego kleru. Czuje jedynie klasyczną dyskryminację jako katolik polskiego pochodzenia! Nie będę karmił swoich ciemiężycieli! Mam do tego święte prawo.

 Po drugie, przestańcie straszyć nas, wielka komisjo,  kłopotami. Już one są! Braliśmy na poważnie złe finanse naszej parafii i staraliśmy się temu zaradzić. Pewna rodzina organizowała darmowe sprzątanie kościoła. I co? Ta sama komisja zrezygnowała z tej pomocy, zatrudniając odpłatnie firmę. To ma być szukanie oszczędności? Włodarze kościelni zrezygnowali z wyciągniętych, pomocnych rąk tut. Polonii zakazując nam wszelkiej działalności charytatywnej na terenie kościoła. I znowu setki dolarów nie trafiło do kasy parafialnej. To ta nowa forma zdobywania funduszów? Budynek parafialny jest wynajmowany za, UWAGA -  $400.00 miesięcznego czynszu. I mamy kolejne, niegospodarne posunięcia owej komisji, która podobno potrafi … liczyć. W tą sumę wchodzi ogrzewanie, światło….itd.

O jakich nowych źródłach dochodu raczą wspominać autorzy tego listu? 

Ja też chcę podziękować tym walecznym kobitkom z Women’s Socjety za…. Wielki trud jaki włożyli w bratobójczą walkę. Za zdejmowanie naszych plakatów, za zniekształcanie rzeczywistości, za akty wandalizmu, za oczernianie nas. Za fabrykowanie donosów. Wielkie dzięki. Mam nadzieję, że Pan Bóg odpowiednio to zinterpretuje „nagradzając”  kogo trzeba !


 

 Ze swej strony przypominam, że jest to nasz polski kościół, jedyny na cały Stan Maine i dopóki chociaż jeden Polak będzie do niego uczęszczał, to nikt go nie zamknie i nikt nie będzie nam stawiał poprzeczek finansowych. Jesteśmy pod ochroną jako coś wyjątkowego, jedynego i jak nam zabraknie pieniędzy to inne kościoły mają obowiązek nam pomóc. To taki chrześcijański zwyczaj. Kościół to nie fabryka i zyski nie są priorytetem.

Stefan Buchholz

 

 

 

 

Witam,

Z racji tej, że list Maćka T. jest rozsyłany w tej samej formie do wielu ludzi oraz to, że sporo ludzi o polskich korzeniach zwracało się i, zwraca nadal, do mnie o radę w temacie KPA odpowiadam „listem otwartym” co może dodatkowo  zaowocować dyskusją, korzystną dla wszystkich zainteresowanych stron. Długo nie zajmowałem stanowiska w tej sprawie z racji braku czasu. Podobnie jak w tego typu odpowiedziach, będę wstawiał odpowiedzi w list co pozwoli na bieżąco zrozumieć wątki wymagające wyjaśnienia.

 

Pan Maciek Tasarz napisał:

Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku

Serdecznie pozdrawiam, pragnę podzielić się wiadomością która przyznam, ucieszyła jak i zaskoczyła mnie w równej mierze. W ubiegłym tygodniu skontaktował się ze mną pan Anthony Bajdek, vice prezydent Kongresu Polonii Amerykańskiej z prośbą o pomoc w utworzeniu terytorialnego oddziału tejże organizacji w Maine. Propozycję przyjąłem z entuzjazmem, gdyż moim zdaniem Kongres będzie siłą integrującą i podnoszącą prestiż tutejszej Polonii w zakresie działalności społecznej, kulturalnej i politycznej.

Działam społeczno-politycznie na terenie stanu Maine praktycznie od roku 1985. Przez tez czas raz tylko zwróciłem się do KPA a dokładnie do śp. Prezesa Mazewskiego o pomoc. Z odpowiedzi jaką otrzymałem jasno wynikało, że działacze KPA nie są zainteresowani w pomaganiu małym ośrodkom polonijnym w  szczególności najnowszej, posolidarnościowej emigracji, która psuje Im dobre stosunki z legalna władzą PRL-u. Można o tym też przeczytać w artykule „Emigracja solidarnościowa niczego nie rozbijała, to ją rozbijano” zamieszczonym na stronie Klubu Polskiego w dziale „KPA - historia i teraźniejszość”.

Prywatnie, kilku moich znajomych zajmuje wysokie stanowiska w tej organizacji. Jedynie  p.J.Milun z Bostonu, wice szef komisji wyborczej, który sympatyzuje z nami (prywatnie przyjechał do Portland chcąc negocjować  z ks.Sermakiem zmiane Jego stanowiska w sprawie przywrócenia j.polskiego w naszej parafii, ażeby uniknąć otwartego konfliktu. Nie uzyskał zrozumienia u „naszego” proboszcza, który Go potraktował dość niegrzecznie i na tym skończyła się mediacja… z zewnątrz  na kilka dni przez zapowiedzianym protestem) chciał wykorzystać autorytet KPA do niesienia nam pomocy…

Nie znam osobiście innych przypadków w którym KPA wyciągała by pomocną dłoń do małych ośrodków polonijnych. Jedynie co to tylko i wyłącznie mogła zbyć, odpowiedzieć komuś, dając taką organizacyjną radę, na apel o pomoc, stypendium  czy coś w tym rodzaju.

Nasuwa się pytanie w jaki sposób do tego doszło, otóż inicjatorem przedsięwzięcia jest pan John Majewski, wykładowca nauk politycznych na jednej z uczelni w Maine. Profesor Majewski w konsekwencji objął zatem funkcję tymczasowego prezydenta naszego formującego się stanowego oddziału. Mnie zaproponowano rolę vice prezydenta jak i koordynatora działań lokalnych.

Pan Prof.Majewski wie chyba doskonale gdzie znajdzie się jedyny polski kościół w Maine i tam powinien skierowac swoje pierwsze, założycielskie kroki. Nikt nie zna tego gościa w kręgach naszej tut. Polonii i tym samym nie może zaakceptować Jego przewodnictwa. KPA nie jest organizacja akademicką .

Spełniając zatem swój patriotyczny obowiązek przekazuję niniejszą informację do rodaków z którymi mam jakiś kontakt .Pragnę zaznaczyć że wszelkie funkcje w przyszłej organizacji są pełnione pro publico bono i nie wiążą się z żadną gratyfikacją finansową a roczna składka członkowska  wynosi $ 20.00.

Suma $20.00 składki na rok jest śmiesznie niska i nie warto tego podnosić do rangi problemu, gdyż nie o to chodzi. W większości należymy do ludzi szczerych… choć faktycznie nie wszyscy…

Pozwolę sobie nadmienić kilka słów o historii Kongresu Polonii Amerykańskiej ( Polish American Congress). KPA powstał w Bufallo , NY, w czerwcu 1944  jako oddolna inicjatywa działaczy oranizacji polonijnych  w Stanach Zjednoczonych. Jego statutowym celem było wsparcie  i pomoc dla  Rzeczpospolitej Polskiej postawionej wobec rzeczywistości ustaleń jałtańskich i de facto wcielonej do ZSRR na skutek strategicznych posunięć dowództwa Armii Czerwonej i jej politycznego zaplecza w postaci bolszewickich przywódców Rosji Sowieckiej. W skład KPA weszło ponad 100 organizacji polonijnych w USA oraz tysiące  osób fizycznych. Do osiągnięć KPA w okresie jego działalności można zaliczyć doprowadzenie do uznania przez Kongres USA zbrodni katyńskiej za zbrodnię sowiecką i ludobójstwo ( nacisk polityczny) znaczący wkład w przyjęcie Polski do NATO szeroko zakrojone  akcje pomocy materialnej i medialnej zainicjowane w czasie powstawania pierwszej Solidarności, trwające po dziś dzień obrona dobrego imienia Polski , często szkalowanej  na arenie międzynarodowej z naciskiem na prasę wydawaną w USA

KPA (PAC) nie jest organizacją, która ma wielkie zasługi dla niepodległości Polski. To za Jej egzystencji dokonała się Jałta. Za PRL-u ponowały poprawne stosunki co umożliwiało biznesmenom z tego ugrupowania prowadzić handelek, który był ważny a może i najważniejszy. KPA jest przeciwna lustracji w swoich szeregach. W stanie wojennym była przeciwko sankcjom jakie nałożył Prezydent Regan na juntę Jaruzelskiego. W rozmowie prywatnej śp.Prof.Stelmachowski opowiedział mi o anormalnych praktykach KPA. Wszystkie ważniejsze spotkania tej organizacji są prowadzone w języku angielskim! Czy to normalne? Czy to patriotyczne? Nawet kolory Logo KPA są… niepolskie.

Dalej.  Bardzo opieszale KPA angażuje się w akcje patriotyczne Polonii w tym do powołania komisji międzynarodowej w sprawie katastrofy smoleńskiej. Samo organizowanie Parady Pułaskiego nie jest moim szczytem marzeń w XXI wieku. Polska jest wolnym krajem i pewne zachowania jak i same organizacje  idą do lamusa. Wydarzyła się najtragiczniejsza w dziejach Polski, jak i świata, katastrofa i ją powinniśmy jak najszybciej wyjaśnić. Zastój w tym procesie doprowadza do niepotrzebnego nikomu podziału społeczeństwa polskiego.

Lokalnie potrzebujemy organizacji, która koryguje, organizuje imprezy potrzebne tutejszej  społeczności. Takie organizacje już mamy i to chyba nam wystarczy. Dla kogoś komu tego mało polecam zapisać się do Partii Republikańskiej, Tea Party i uczestniczyć w lokalnych wyborach. Każdy z nas jest ambasadorem kraju w którym się urodził i warto o tym pamiętać na co dzień.

Jeśli chodzi o sprawy bieżące KPA stara się wywierać polityczny nacisk na rząd Stanów Zjednoczonych w sprawie likwidacji wiz wjazdowych dla Polaków, kłopotliwej spuścizny Zimnej Wojny, kłopotliwej bynajmniej nie dla naszej strony tejże politycznej szarady.

Nie tylko Polak musi posiadać wizę wjazdową do USA. Sporo państw z byłego bloku wschodniego ma zniesiony ten obowiązek. Jeżeli chcemy mieć wpływ na tut. politykę to nie warto zapisywać się do KPA tylko do partii politycznych i przez swoich przedstawicieli realizować swoje cele. Jak do tej pory polskie lobby polityczne jest słabe czego dowodem są… wizy dla Polaków. Członkowie KPA (przeważnie partia demokratyczna) słabo walczą o polskie sprawy.

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej KPA.:

http://www.pac1944.org/ 

Znajdujemy się w fazie wstępnej tworzenia oddziału terytorialnego, od publicznego zainteresowania tą inicjatywą zależy jej dalszy byt. Po zebraniu minimalnej wymaganej liczby członków zostaną podane informacje o oficjalnej dacie i miejscu inauguracji naszej działalności. Ze swej strony chciałbym dodać że minimum to już zostało teoretycznie osiągnięte poprzez wykonanie szeregu telefonów i prywatnych rozmów, wliczając w to liderów już istniejących inicjatyw prapolskich i polonijnych jak i wszystkich polskich patriotów.

Samo pisanie listów nic nie da. Nie zawsze bowiem są one czytane…. Moim zdaniem pierwszym krokiem w tej materii powinno być Zebranie Założycielskie podczas którego osoby zakładające, w tym wypadku KPA, przedstawiają samych siebie, swoje plany, cele i spisują oczekiwania innych. Na zakończenie takiego spotkania organizatorzy zaproponowali by tymczasowy zarząd, który działał by przez określony czas. To byłoby na dobry początek.

Chetnych proszę o wydrukowanie i wypełnienie deklaracji członkowskiej ( w załączniku tegoż e maila) i przesłanie tejże wraz z czekiem na $ 20.00 pod poniższy adres skarbnika lokalnego wydziału:

Mr. Timothy Ostrowsk - 1125 Brighton Avenue, apt. 127 Portland  - ME 04102

Kolejna nie znana mi osoba….. Po machlojkach ze zbiórką pieniędzy na adwokata z wielką podejrzliwością podchodzę do wszelkich zbiórek ….., szczególnie gdy mam coś wpłacać … nieznajomemu.  To chyba zrozumiałe

Pytania w języku polskim można kierować do mnie pod numer telefonu 773 36 16"

Ja ze swojej strony polecam poczytać sobie o KPA nie tylko to co pisze Wikipedia, ale ludzie mający z tą organizacją robocze kontakty. Wszystko to można znaleźć na stronach internetowych Klubu Polskiego w dziale „KPA – historia i teraźniejszość”.

Wierzę, że każdy zainteresowany sprawami polskimi uważnie przeczyta ten list i wyciągnie swoje wnioski. Ważne są też uwagi w tym temacie. Nic o nas bez nas.

*************

Z KPA jest tak jak z "naszą" starą (stażem) Polonią. Na imprezach noszą fartuchy z wielkim orłem w koronie, nie znają języka polskiego i patologicznie nienawidzą Polaków z najnowszej emigracji.

Pozdrawiam,.

Stefan Buchholz

 

 

 

 

 

Stan Maine oczami Polonusa

 Witam,

Od wielu lat rodacy rozsiani dosłownie po całym świecie zasypują mnie pytaniami: jak to jest w tym stanie Maine? Od kiedy powstała strona internetowa Klubu Polskiego ilość  pytających wzrosła. Warto więc napisać kilka zdań  będących  po części odpowiedzą na najczęściej zadawane pytania.

Do Stanów przyleciałem, wraz z najbliższą rodziną,  w 13 czerwcu 1984 roku mając w kieszeni  azyl polityczny otrzymany w ambasadzie USA w Warszawie .  Docelowym miejscem osiedlenia stał się Stan Maine. I tak zostało po dzień dzisiejszy. Republikanin z Tea Party.

 

Oto kilka podstawowych obserwacji, które mogą się przydać  osobom  planującym  osiedlenie się  właśnie w tym miejscu:

- Klimat zbliżony do polskiego, podobnie jak fauna i flora.

- Brak wielkiego przemysłu. Po części z „winy” naszego rodaka senatora Edmunda Muskie*, który wywalczył dla Stanu Maine tzw. czyste powietrze, bez kominów wielkich fabryk. Gospodarka oparta na małych, elastycznych przedsiębiorstwach, które zaspakajają tutejszy rynek pracy.  

- Z racji szczątkowej komunikacji miejskiej praktycznie każdy dorosły mieszkaniec musi posiadać samochód plus … prawo jazdy.

- Bardzo mała Polonia. Jedyny, jeszcze, polski kościół znajduje się w Portland, największym mieście stanu Maine. W nim tut. Polonusi organizują swoje imprezy kulturalno-patriotyczne. Raz w tygodniu, w niedzielę, o godzinie ósmej rano, można uczestniczyć w polskiej mszy świętej podczas, której słuchamy kazania w j.angielskim a na „deser” tut. chór serwuje nam polskie pieśni.

- W okolicy znajdują się  dwa punkty w, których można kupić polską żywność. Sklep „Bogusha’s” oraz delikatesy europejskie „Medeo” prowadzone przez rodzinę z Kazachstanu. Z racji tej, że brakuje tutaj zdrowej konkurencji, ceny na polskie produkty są dość wysokie.

- Sport polonijny w zaniku. Kiedyś organizowane były zawody piłki nożnej, siatkówki oraz tenisa. Obecnie cisza w tych tematach.

- Tutejsza Polonia fantastycznie skłócona, podzielona itd… ku wielkiej radości rezydentów zza Oceanu oraz lokalnych władz kościelnych czatujących na zabranie nam, jedynego w całym Stanie Maine, kościółka wybudowanego i spłaconego przez kilka pokoleń  Polonusów.

Resztę informacji można znaleźć przeglądając nasze zdjęcia, filmy, dokumenty takie jak np. „Niezależny Biuletyn Informacyjny” w którym można prześledzić to wszystko co się tutaj działo , w naszym środowisku, przez ostatnie 25 lat .

Jeżeli tego mało to proszę do mnie napisać podając: Wiek, zawód, wykształcenie, powód wybrania właśnie tego miejsca… to napiszę porady  „dopasowane” do indywidualnej osoby.

Stefan Buchholz

___________________________

* Edmund "Ed" Muskie (faktycznie: Marciszewski) (ur. 28 marca 1914 w Rumford, Maine, zm. 26 marca 1996 w Waszyngtonie) – amerykański polityk polskiego pochodzenia. Pełnił funkcję gubernatora i senatora ze stanu Maine oraz sekretarza stanu (szefa dyplomacji) USA. Był także kandydatem swej partii na wiceprezydenta w wyborach 1968.

 

 

 

 

Oświadczenie.

Podaję do publicznej wiadomości, że od dzisiaj (1 grudnia 2010r.) przestaje wstawiać swoje komentarze do „InformacjeUSA”, internetowego wydania wiadomości amerykańskich, ponieważ redakcja nie daje sobie rady z zapewnieniem bezpiecznego funkcjonowania tamtejszego forum pozwalając na zamieszczanie wpisów osób podszywających się pod inne osoby. Jest to niebezpieczny proceder naruszający dobre imię osób wstawiających swoje uwagi na aktualne tematy czytane przez tysiące internautów.  Redakcja „InformacjeUSA” nie sprawdza adresów poczty z danym „pseudonimem”  co umożliwia w/wym. oszustom na Ich niecne procedery. Informacje tą zamieszczam w sieci w tym na stronie „Klubu Polskiego z Maine”

 

Stefan Buchholz „Solid”

Kościół domowy”

Tylko znajomość języka ojczystego czyni nas Polakami

Kolejny etap podjazdowej walki tut. Biskupa z parafianami parafii św.Ludwika w Portland Maine mamy właśnie wdrażany w życie. Chodzi mi o likwidację dwóch mszy a w to miejsce wstawione jednej i to w godzinach wczesno porannych, czyli na ósmą rano. Tak jak przypuszczano, po obu stronach konfliktu, frekwencja pikuje w dół, dochody na tace automatycznie też a wiec musimy być przygotowani na zamknięcie naszego kościoła lub coś w tym rodzaju. Odwiedzając polskie ośrodki w Nowej Anglii, rozmawiałem  miedzy innymi z duchownymi o polskich korzeniach, poruszając nasze, wciąż nie załatwione tematy, otrzymałem kilka sensownych pomysłów i o jednym z nich chciałbym napisać.

To, co nas, polskich katolików, spotka ze strony lokalnych władz kościelnych, dotyka też inne ośrodki rozsiane po całych Stanach. Problem jest od lat wiec ludzie wymyślili pewnego rodzaju antidotum, które jednak wymaga wielkiego poświęcenia, determinacji, wielkiej tolerancji, wielkiego szacunku, jaki powinien krążyć pomiędzy ludźmi mających wspólne korzenie oraz wspólną religie. Nie wiem czy akurat nasze środowisko temu podoła, ale warto może spróbować. Co szkodzi przegadać te temat… I tak pierwszym krokiem jest oczywiście zadanie sobie pytania, czy chcemy nadal pielęgnować polski język, polska kulturę? Jeżeli tak to etap drugi polega na tym, że każda polska matka wychowująca tutaj swoje dzieci, będzie kładła szczególny nacisk na pielęgnowanie polskiej mowy we własnym domu. Tak się przyjęło, że tą ważną funkcje stróża etyki, spada na matki, które są najbliżej swego dziecka i mają z Nim największy kontakt. Nie zadawalajmy się bełkotem polsko-amerykańskim, który świadczy o odchodzeniu od polskiej kultury a za taki stan w całości odpowiadają rodzice w tym szczególnie matki. Proszę pamiętać, ze nikt nas nie będzie chwalili za to, że nasze pociechy mówią dobrze po angielsku. Bez naszej pomocy na pewno  będą sobie dobrze radzić z nauka j. angielskiego! To raczej my, rodzice, chcemy Ich kosztem, nauczyć się nowej mowy. To zwykły egoizm. Nazbyt często bowiem spotykam ludzi dorosłych o polskich korzeniach, którzy mają wielki żal do swoich rodziców, za to, że nie zadbali o używanie w domu rodzinnym  mowy swych ojców. Pamiętajmy o tym, że nauka nowego języka w późniejszych latach jest straszliwie trudna. Nie okaleczajmy własne dzieci! Tylko znajomość języka ojczystego czyni nas Polakami. Nas i nasze dzieci! Im więcej języków ogarnia nasza pociecha tym jest  mądrzejsza i ma większe szanse na lepsze życie. Chyba, że dziecko jest … niepełnosprawne umysłowo i  znajomość porozumiewania się w jednym języku jest aż nadto ryzykowna.

No to pierwszy etap mamy omówiony. Kolejnym będzie znalezieni domu, rodziny, która zgodzi się na użyczenie kąta w którym będzie można prowadzić naukę języka, historii itd., gdyż nauka grupowa ma swoje sprawdzone plusy.  Oczywiście może to być tzw. „latający uniwersytet” zmieniający co jakiś czas lokum. Następnie coś dla ducha, czyli poszukanie sobie miejsca w, którym będą spotykali się Polacy pragnący wspólnie pomodlić się, pośpiewać,  w j.polskim. Oczywiście wszystko odbywać się powinno z zachowaniem kanonów, które obowiązują nas katolików, czasami tylko, przyjezdny ksiądz będzie mógł takie spotkania religijne zamienić w autentyczną mszę świętą. Nasze, domowe szkoły, spotkania religijne, powinny być podawane do publicznej wiadomości, co na pewno nie przyniesie  splendoru tut. Władzom kościoła katolickiego i o to chodzi.

Zdaję sobie doskonale sprawę, że pomysł wymaga zaakceptowania przez sporą grupę Polonusów mieszkających w stanie Maine i chyba nie tak łatwo dojdzie do wypracowania spólnego stanowiska, ale jak już pisałem, nic nie jest łatwe, szczególnie na początku. Pomysł na „Kościół domowy” nie jest mojego autorstwa a jedynie zasłyszaną propozycją wysuniętą przez osoby duchowne. Ja jestem jedynie przekaźnikiem.

Stefan Buchholz – 25 sierpnia 2010r.

Ostatnia aktualizacja: Stefan Buchholz, 27.12.2011